Nnedi Okorafor, „Laguna”

Nnedi Okorafor, „Laguna”


Recenzowała: Małgorzata Ślązak

Apokalipsa po afrykańsku. Nigeryjski Wind of Change.

Jest w glebie, błocie, ziemi, w czułych wspomnieniach ziemnego kosmosu.
Jest w na zawsze przemieszanej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Jest w wodzie.
Jest w potężnych duchach i przodkach, którzy mieszkali w Lagos.
Jest w głowach i sercach mieszkańców Lagos.
Zmiana rodzi zmianę.
(…)
Wszyscy z jej ludu to wiedzieli.

Pierwszy kontakt. Na tajemniczych, spowitych mgłą planetach, w laboratoriach, na statkach kosmicznych. Po jednej stronie – Obcy. Wrodzy, przyjaźni, obojętni bądź w ogóle niemożliwi do poznania. Po drugiej – biały człowiek. Oświecony Europejczyk lub Amerykanin. Reprezentant cywilizacji łacińskiej.
Pierwszy kontakt. Fantastyczny motyw flagowy. Ograny. Receptą na jego odświeżenie (zresztą bardzo dobrą, potwierdzoną m.in. przez Wattsa) wydawało się zwiększenie zawartości obcych w Obcych. Nnedi Okorafor, autorka „Laguny”, wybrała inną drogę. Skorzystała z prostego, acz zaskakująco skutecznego środka: zamiany wagi. Zamiast uwypuklać rolę „gości”, wzięła się za gospodarzy: sobie znajomych, zachodniemu światu wciąż obcych: Nigeryjczyków. Pierwszy kontakt nastąpił w Afryce.

Nigeryjka pisze o Nigerii. Pozornie nic w tym dziwnego, celowego. Spomiędzy kart „Laguny” wyłania się jednak wyraźny, intrygujący wątek tożsamościowy. Pisarka przewiduje zaskoczenie czytelnika: Nigeria? Afryka? Odpowiedź jest nieco prowokująca: a czemu nie? A kim wy jesteście? A gdyby ci z zewnątrz, z innych światów, wybrali nas? Do tego w dobrej wierze? Dla was wciąż ciemny lud, lubiący szklane paciorki? Dla mnie pełen marzeń, odważny i dzielny?

Okorafor przygląda się Lagos z kilku perspektyw. Jest przywiązaną do korzeni współuczestniczką jego barwnego, hałaśliwego życia. Gawędziarką, oprowadzającą po ukochanym mieście. Patriotką, wołającą: też jesteśmy ciekawi. Też nadajemy się na literackich bohaterów. Wreszcie zostaje Okorafor czytelniczką. Potrafi antycypować zauroczenie egzotyką i świadomie je wykorzystuje, przesuwając w „Lagunie” akcenty. Pierwszy Kontakt staje się pretekstowy. Na pierwszy plan wysuwa się magia Lagos, niespokojny puls miasta-protagonisty. Czy potrafimy go wyczuć? Lub też – na ile?

To przeniesienie środka ciężkości z obcości pozaziemskiej na egzotyczną swojskość tajemniczego tygla kulturowego Nigerii wybitnie książce posłużyło. Sprawiło, że powieść może naprawdę czarować. Z drugiej strony – wymusiło pewne uproszczenia, które nietrudno będzie zauważyć, gdy urzeczenie minie.
Charakterystyczny dla SF motyw, sam w sobie skazany na odtwórczość i akademickie wnioski, autorka przedstawiła w otoczce urban fantasy. Przybyszom z gwiazd przeciwstawiła oryginalnych autochtonów: mieszkańców prastarego Czarnego Lądu, Nigerii pełnej mitów, rdzennych wierzeń i duchów. Lokalnym bożkom i morskim wiedźmom przewodzi Udide, potężny genius loci, krewniaczka Anansiego, patronka wszystkich ścieżek Lagos. Nieoczekiwanie pomiędzy „nami” a „tamtymi” pojawia się trzeci gracz. I pyta: A może to wy, ludzie, jesteście obcy? Może zmieńcie punkt widzenia?

Samo pytanie jest niegłupie, a nawet potrafi walnąć między oczy, gdy uświadomimy sobie, że nie musimy być cudem. Ukoronowaniem ewolucji. Zamiast tego – intruzem, pomyłką, ogniwem przejściowym, budulcem zmian. Najlepsi autorzy potrafią złapać homo sapiens za fraki i brutalnie ściągnąć z piedestału. Wywołać niepokój, ferment, dyskusję.

Okorafor próbuje, lecz z umiarkowanym skutkiem. Jeśli z tej kolorowej panoramy, którą tak wprawnie naszkicowała, wyjmiemy uniwersalne, nieubarwione mitologią treści, jeśli oddzielimy lokalny koloryt, afrykański żywioł – zabrzęczy nutka naiwności. Da się ją usłyszeć, choć kompozycja sama w sobie jest przepiękna. I na pierwszy rzut oka (ucha?) wszystko gra.

Kontakt w „Lagunie” nie ma jednoznacznie optymistycznego scenariusza (w finale znajdziemy przekorny pazurek). Nie ma też łagodnego przebiegu. Pojawienie się Ayodele i jej współbraci zaburza już i tak niespokojny rytm serca Nigerii. Lagos jest świadkiem przyrodniczych dziwów, społecznych zamieszek, religijnego zaczadzenia. Samozwańczych proroków i owczego pędu. Na drodze do wielkiej zmiany trzeba ponieść ofiary.

Zmianę można uznać za clou książki. Okorafor podważa istnienie jednego określonego stanu szczęśliwości czy słuszności. Mówi o zmianie, jedynym pewniku wśród rzeczy. Jaka ona będzie, zależy tylko do nas, gotowych (bądź nie) do jej przyjęcia. Zmiana to ruch, ruch to życie. A życie nieodłącznie kojarzy się z wodą, przewodnim motywem „Laguny”, wkomponowanym w całość bardzo zgrabnie i logicznie. Wyraźnie, ale nie nachalnie. Płynnie. Bo i sama „Laguna” to książka-strumień. Płynie sama. Sama się czyta.

Narracją przypomina Okorafor inną ciemnoskórą autorkę, główną reprezentantkę realizmu histerycznego, Zadie Smith. I chociaż z dwóch realizmów bliżej Nigeryjce do tego magicznego, o szukanie podobieństw można się pokusić. Okorafor jest tak samo spontaniczna, wręcz narwana, żywiołowa i zabawna. Wartka akcja „Laguny” to rzeczywisty, namacalny plus, nie recenzencki frazes; autorka przez całą opowieść utrzymuje jej dynamikę, nie rezygnując przy tym z fragmentów refleksyjnych, bardzo zresztą urokliwych. Żywy, jędrny, potoczysty język (wyjąwszy natrętnie powracające „cmokanie o zęby” ), wzbogacony o slang i pidżyn, odpowiada ruchliwości nadmorskiej metropolii i gwałtowności samej fabuły. Bo przecież zderzenie z cywilizacją pozaziemską to nic delikatnego. Niby truizm, a jednak… Okorafor odkrywa w tym aspekcie Afrykę. Do swojego kociołka dodaje prosty składnik, o którym zapomniało wielu kolegów w temacie: naturalność językową. Slangowe pokrzykiwania i soczyste bluzgi są lepsze niż dęte frazy jajogłowych, toczących dysputy w zaciszu sterylnych kabin.

Prawdziwe życie toczy się przecież zupełnie gdzie indziej: na ulicach, na skwerach, w domach zwykłych ludzi. Zmiany najmocniej dotyczą maluczkich. Borykać się z nimi muszą niewykształceni, biedacy, oszuści od 419 , zwykli żołnierze. Nie tylko politycy czy biolodzy morscy. Reporterskie migawki nadają „Lagunie” rys apokaliptyczny, w podwójnym znaczeniu tego słowa – zarówno tym pierwotnym, objawiającym (zmiana bezlitośnie odsłania najgorsze instynkty), jak i kojarzonym ze zniszczeniem, klęską. Ogarnięte chaosem Lagos płonie. Oczyszcza się przez ogień. „Laguna” ujawnia niespodziewanie jeszcze jeden, głęboki odcień: całkiem poważnej literatury społecznej.

Udźwignąć tak wiele warstw w stosunkowo lekkiej książce – rzecz trudna. I, niestety, chyba autorkę przerosła. Bogactwo w pewnym momencie zaczyna powieści ciążyć.

Póki traktować „Lagunę” jako nowoczesną baśń miejską dla dorosłych, jako niegłupie czytadło, lekkie i zadziorne, póty nie przeszkadza wspomniana fałszywa nutka. Jeśli zacząć drążyć, jeśli sięgnąć po stare czytelnicze pytanie: „Ale po co?” – w odpowiedzi zgrzyta pro-tolerancyjny, pro-ekologiczny, wyprzęgnięty z New Age brzęczyk, dopięty niepotrzebnie do udanej reszty. Wychodzą na wierzch wspomniane uproszczenia: zbyt jaskrawy hurrapatriotyzm (gdyby rzecz działa się w Polsce, złośliwi dopatrzyliby się „prawicowych urojeń wielkościowych”; szczęście to wielkie, że Okorafor nie nasza, trudno sympatycznej Nnedi dopiec), zbyt odgórnie określona rola trojga bohaterów jako wybrańców, niosących światło odnowy, za mocna kreska społecznej satyry. Przez tę ostatnią, obrana całkiem słusznie formuła reporterska przestaje się sprawdzać. Zjadliwa ironia niweluje w końcu mocniejsze wzruszenia, odbierają je grubo ciosane sylwetki.
Przeciwną do rozsądnych wybrańców stronę zajmuje m.in. wyrachowany do cna biskup, ojciec Oke. Jego demoniczna trzódka. Wyzywający i hałaśliwi członkowie organizacji LGBT. Nawrócona prostytutka. Fanatyczny mąż Adaory. Powierzchowny rys trójki na „A” można darować z sympatii; chce się jej kibicować. Resztą menażerii trudno się jakkolwiek przejąć. Prztykając w nos stereotypy, Okorafor sama im ulega. Najgrubszym konturem obrysowała właśnie kościółek cynicznego kaznodziei. Można powiedzieć: fanatyzm religijny jest wszędzie ten sam, widocznie autorce pasowali akurat chrześcijanie. Zważając jednak na krwawą, dramatyczną rzeczywistość nigeryjskich chrześcijan, tych prawdziwych – uciskanych, prześladowanych i po prostu zabijanych – trudno do końca śmiać się i wesołkować. Niejeden odbiorca gotów pomyśleć, że jedyny nigeryjski kościół to tamtejsza zradykalizowana „wersja toruńska”. Przy niej chłopcy od Allaha to niewinne baranki…

Można też, pomimo braku jawnego dydaktyzmu, pomimo zostawienia interpretacyjnych furtek i ukazania buntu – uznać symbiozę za jedyny, wytyczony koniecznością wariant kontaktu.. Inny musi skończyć się fiaskiem. A przecież lud Aoydele wprasza się sam, niedelikatnie. Dekonstrukcji ulega ekosystem, zniszczeniu – egzystencje i majątki. Kapitalna scena, w której upodobnieni do ludzi przybysze wychodzą z morskich fal – przy obojętności tubylców, sami obojętni na całe pandemonium – wywołuje dreszcz wątpliwości. To są rzeczywiście „ci dobrzy”? Nie istnieją żadne obiekcje? Nikt nie reaguje? A przypadkiem nie powinien?
Ów dreszcz zmywa sama autorka: jeśli macie kłopoty z kontaktem, to przez samych siebie. Nienawiść płynie z Ziemi. Taką optykę sugerują kolejne stronice, przedstawiające nigeryjski chaos. Owa sugestia spłyca powieść. Nawet końcowy pazur, niejednoznaczność zwiastowana przez Udide, nie równoważy radosnego: „Teraz my!”. Teraz Nigeria. Teraz Wiatr Zmian. Idźmy razem!

Trudno przewidzieć, jak ten wiatr wytrzymają główni bohaterowie. Wypełniają misję i… nikną. Ważniejszy od jednostek jest kształtujący się, nowy świat. Ważniejsza jest wielka obietnica…
…na którą trudno się przecież nabrać. Wyjście? Nie obiecywać sobie po lekturze zbyt wiele. Dać się ponieść fali. Okorafor nie łamie żadnych reguł, nie dokonuje rewolucji. Nie zmienia fantastyczno-literackiego status quo. Jej „Laguna” jest jednak historią oryginalną i kolorową, pobudzającą wyobraźnię. A to przecież wyobraźnię zaprasza MAG na ucztę. W niezwykle energetycznej powieści Nigeryjki, pomimo wszystkich wad i uproszczeń tej książki – można zasmakować.

Korekta: Katarzyna Tatomirlaguna

Autor: Nnedi Okorafor
Tytuł: Laguna
Wydawnictwo: MAG
Gatunek: fantastyka
ISBN: 978-83-7480-529-2
Data wydania: 4 lutego 2015
Wymiary: 217x145
Oprawa: twarda
Liczba stron: 240

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: