Nicola Sellmair, Jennifer Teege „Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił.”

Nicola Sellmair, Jennifer Teege „Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił.”


Recenzowała: Maryla Kowalska

Niewątpliwie jednym z najważniejszych zagadnień w ramach promocji książki jest jej tytuł. Jeśli jest słaby, powtarzalny, kojarzy się źle – klapa murowana. Jeśli jednak uda się ochrzcić książkę w sposób niebanalny i sprawić, by krzyczała z półki – można wypromować nawet totalny bubel. Na szczęście Prószyński i S-ka wydał świetną książkę o świetnym tytule, który jest jak mocne uderzenie w głowę. Mój dziadek by mnie zastrzelił! Jaki dziadek byłby w stanie zrobić coś takiego? Otóż: dziadek-Nazista.

Jennifer Teege całe życie żyła ze świadomością, że z jej rodziną jest coś nie tak. Jak wielu młodych Niemców, mogła podejrzewać, że jej dziadkowie popierali Hitlera i mniej lub bardziej angażowali się w życie polityczno-wojskowe Rzeszy. Po rozstaniu z czarnoskórym kochankiem jej matka oddała ją do adopcji, jednak nigdy się jej nie wyrzekła i powracała do niej w najmniej spodziewanych momentach. Mimo wszystko Jennifer odniosła sukces, została copywriterką (nie dziwi więc chwytliwy tytuł książki), założyła cudowną rodzinę. I podczas jednych odwiedzin w dziale historycznym biblioteki straciła całą swoją dotychczasową tożsamość i wylądowała w piekle rodzinnej historii.

Książka od samego początku stanowi pachwork sprzeczności,  i to na wielu płaszczyznach. Po pierwsze mamy Jennifer, wnuczkę Nazisty, córkę Nigeryjczyka, za młodu studiującą w Izraelu. Wydaje się, że życie autorki od samego początku naznaczone było sprzecznościami. Nawet bez świadomości bycia wnuczką Gotha Jennifer musiała zmagać się ze swoją przeszłością i teraźniejszością. Jak wielu rówieśników, miała świadomość, że jej ukochana babcia i tajemniczy, zmarły dziadek mogli być po stronie nazistów. Dodatkowo długo musiała zmagać się z problemem inności, gdy będąc ciemnoskórą dziewczynką urodzoną w niecałe pokolenie po hitlerowskiej polityce nad- i pod-ras, została zaadoptowana przez białą niemiecką rodzinę. Podobną układankę niepasujących elementów stanowiło jej życie rodzinne: ciągłe pojawianie się i znikanie matki, bliskość przybranych rodziców, miłość i żal żywione do obu stron. Nawet ostatnia ostoja – ukochana babcia, wcielenie dobroci i klasy, jednego dnia nagle zniknęła z jej życia, popełniając samobójstwo.

Tę ciągłą zmienność i niedopasowanie doskonale widać w formie i treści „Amona…”. Książka podzielona jest na dwa rodzaje rozdziałów: te pisane przez Jennifer w pierwszej osobie oraz pisane przez Nicolę Sellmair komentarze. O ile te pierwsze pełne są emocji, historii rodzinnych, subiektywnych spostrzeżeń, o tyle akapity Sellmair pozostają chłodne, reporterskie i celne. Stanowią świetny kontrast z emocjonalnym stylem Teege i jej osobistymi wynurzeniami. Kobiety piszą „Amona…” nie tyle razem, co składając niezależne rozdziały w jedną książkę. Jennifer snuje historię swojego bólu i własnej rodziny, podczas gdy dziennikarka przedstawia historię kobiety, która jest częścią szerszej historii.

„Amon…” nie jest zwyczajną książką o spuściźnie drugiej wojny światowej. Opowiada niezwykłą historię w niezwykły, zapadający w pamięć sposób. Jest przerażająca i wzruszająca, szokująca, ale też kojąca. Zostanie w pamięci każdego czytelnika na dłużej. Gorąco polecam!

 

Korekta: Katarzyna Tatomiramon

  • Autor: Jennifer Teege, Nikola Sellmair
  • Tytuł: Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił
  • Tytuł oryginału: Amon. Mein Großvater hätte mich
  • rschossen
  • Tłumaczenie: Ewelina Twardoch
  • Wydawnictwo: Prószyńska i S-ka
  • ISBN: 978-83-7839-700-7
  • Format: 130 mm x 201 mm
  • Liczba stron: 304
  • Oprawa twarda

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: