Neal Stephenson, „Reamde”

Neal Stephenson, „Reamde”


Recenzował : Jacek Orlicz

„Reamde” Neala Stephensona to powieść, obok której nie da się przejść obojętnie. Fani science-fiction tak czy siak zjedzą nową knigę ulubionego autora na śniadanie, a nie-fani i inni mugole zwyczajnie zafrapują się jej rozmiarami na półce w księgarni czy u znajomego w biblioteczce. Czy jednak „Reamde” wyróżnia na tle książkowych braci i sióstr coś więcej niż objętość tudzież grubość? Czy tak zwana „masa” i czy tak zwana „gęstość” słowa pisanego science-fiction objawiają się w omawianym przypadku nie tylko pod postacią czysto fizycznych wskaźników dostatku, ale także w kategoriach, powiedzmy, treściowych? W walorach metafizycznych, literackich, takich co to zatrzymują czytelnika na dłużej nie z powodu ciężaru obiektu a raczej z powodu ciężaru (czyt. pozytywnej wartości) treści, historii, fabuły, opowieści? Czy tak jest, czy może tak nie jest? Rozpatrzmy.

1072 strony to dla Neala Stephensona pole zabaw i popisów literackich gatunkowo opartych na fundamencie thrillera, pościgu, sensacji i rozsmarowanych na pograniczu realizmu czytelnika i realizmu rzekomej, bliskiej, namacalnej, takiej na wyciągnięcie ręki, przyszłości. Rzecz toczy się szybko i satysfakcjonująco wokół rozbudowanej, ekonomicznej, globalnej gry MMORPG T’Rain, graczy zarabiających w tejże realną kasę oraz wokół cybernetycznych agresorów – chińskich hakerów – którzy postanowili skorzystać z tego wszystkiego najbardziej i skonstruowali wirusa o nazwie Reamde. Burzliwe wydarzenia w cybernetycznym świecie TąRain, wywołane zawirusowaniem systemu, blokadą wirtualnej mamony i danych graczy celem żądania okupu, natychmiast odbijają się zwielokrotnionym echem w namacalnym świecie – wybucha panika i kryzys. W centrum tego cyber-real-finansowo-terrorystycznego rozgardiaszu mamy głównego bohatera – Richarda Forthrasta, twórcę TąRain. Poza „Dickiem” (farmerem vel przemytnikiem vel twórcą vel bogaczem) czeka na nas szereg postaci mniej lub bardziej dodatkowych, a więc między innymi rodzina Forthrastów plus nad wyraz inteligentna siostrzenica Richarda – Zula.

Dlaczego 1072 strony? Przecież thriller technologiczny opowiadający o tym, jak to kryzys sfery „cyber” odbił się długą i dotkliwą czkawką na sferze „real” można byłoby wysmarować spokojnie na trzystu stronach. Powstałaby gwarancja szybkiego rozwoju akcji, jeszcze szybszych pościgów oraz działających w trybie „już-teraz”, błyskawicznie podejmujących decyzje bohaterów, natychmiast pojawiających się tam gdzie trzeba i też tam gdzie trzeba umierających ku chwale płynnej, wciągającej czytelnika po same uszy akcji. Dodaj dziesięć-dwadzieścia stron na rozwój psychologii postaci (dla malkontentów, którym science-fiction pachnie płytkością) i kolejne naście brudnych stronic na szereg hard-core-science-fiction terminów rodem z chatu geeków i miłośników nowomowy internetowo-futurystycznej – BAH! Rzecz gotowa. Co sprawia, że „Reamde” nigdy nie doczeka się kieszonkowego wydania, a historią Dicka i T’Rain podczas podróży karmić będą się mogły chyba tylko orki i trolle? Fabularny kocioł, uczciwa ilość treści i misternie złożona struktura powieści Stephensona zasługują na jedno, świetnie tłumaczące cały problem (albo kwestię; dla mnie to nie problem) określenie. Określenie, dzięki któremu można zgrabnie, kulturalnie i nie bez kozery podsumować charakter specyficznego dzieła, najczęściej filmowego lub literackiego. Panie i panowie: z rozmachem!

Neal stworzył dzieło literacko rozbudowane, w swej fabule i niuansach skomplikowane, ale jednocześnie piękne i smaczne. Neal napisał „Reamde” z rozmachem, nie żałując czytelnikowi rozbudowanych postaci, wyskakujących to tu, to tam zróżnicowanych bandziorów, nie szczędząc słów nie tylko na zbudowanie znakomitej, fundamentalnej intrygi, ale też na przekazanie mnóstwa zagadnień pobocznych, dodatkowych wątków, smakowitych szczegółów namacalnej rzeczywistości. Akcja powieści toczy się zdrowym tempem, a dzięki spiskom i odrobinie sensacji z pewnością nikt nie poczuje się znudzony. Trudno jednoznacznie podsumować, w czym dokładnie tkwi siła „Reamde” – czy to złożony świat bliskiej przyszłości, apetycznie napisany i podany czytelnikowi w atrakcyjnej oprawie? A może znakomicie przedstawiona moc działań w sferze wirtualnej, które mogą boleśnie odbijać się na codziennej, fizycznej rzeczywistości? Pomimo zawiłej fabuły i kolosalnej struktury powieści lektura okazuje się niesamowicie satysfakcjonująca i... zaskakująco lekka. Neal nie przesadza z terminologią, choć opisywane zjawiska i elementy świata to często dość ciężkie zagadnienia, które jednak zawsze stanowią pieczołowicie dobrane klocki większej (ogromnej!) układanki.
Wydawać by się mogło, że „Reamde” jest idealną powieścią science-fiction. Entuzjaści przed gatunkiem pewnikiem maznęliby jeszcze słówko „hard” i rozpoczęli wiwat. Wszystko to prawda, ale... Choć nie można zarzucić autorowi mało wnikliwego spojrzenia w świat bliskiej przyszłości, to pomimo tych gier, pościgów, akcji, terrorystów... czegoś brakuje. „Reamde” czyta się świetnie, ale to „niestety” wszystko. Jest rozmach, to na pewno, jest góra radochy z czytania – pewnie że tak!, ale moim zdaniem autor zbyt kurczowo trzyma się w swojej lekkiej, choć ceglastej opowieści świata realnego, a zbyt mało podejmuje kroków ku odważnej eksploracji sfery technologicznej i ideologicznej danych zagadnień. Czytając „Reamde”, czytasz o zmaganiach ludzi, o walce ludzi z ludźmi, o pieniądzach, o życiu, o pościgach – masz mocno i wyraźnie skrojoną akcję. Brakuje tutaj mięska hardkorowej futurologii z nastawieniem na cyberprzestrzeń i technologie, procesy społeczne. Podczas lektury można uwierzyć, że ci bohaterowie, tak ładnie i przekonująco namazani na kartach powieści, faktycznie coś znaczą, a ich perypetie, zebrane do kupy, stanowią wspólnie sedno utworu; w tym samym zaś czasie idea – dajmy na to „myśl uniwersalna” – gdzieś po kątach umyka, traci barwy i staje się mało przekonująca. A tak nie można.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Wydawnictwo: MagReamde+—+M
Oprawa: twarda
Wymiary: 160x230
Ilość stron: 1072
ISBN: 978-83-7480-257-4
Wprowadzono: 26.07.2012

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: