Neal Stephenson, Greg Bear, Mark Teppo, Nicole Galland (pseud. deBirmingham E. D.), Eric Bear, Joseph Brassey, Cooper Moo, „Mongoliada”

Neal Stephenson, Greg Bear, Mark Teppo, Nicole Galland (pseud. deBirmingham E. D.), Eric Bear, Joseph Brassey, Cooper Moo, „Mongoliada”


Recenzowała: Lucyna Markowska

 

Prawdopodobnie każdy czytelnik zaledwie po pierwszym zerknięciu na okładkę „Mongoliady” zada sobie pytanie: „O co chodzi?”. Siedmiu autorów niespełna 450-stronnicowej powieści?! Nie, to nie złudzenie. Rzeczywiście pracę nad książką odbywały się w grupie w ramach specjalnego, twórczego projektu. Autorzy wspólnie odpowiadali na pytanie „co może wydarzyć się dalej?” i w efekcie uzyskali powieść, która żyje w dużej mierze w Internecie za sprawą dostępu do filmów o sztukach walki, map, rysunków bohaterów i innych materiałów, które można zasubskrybować (sic!) na stronie mongoliad.com.

Załóżmy jednak przez chwile, że czytelnika recenzji interesuje tylko powieść, a nie ta przesadnie rozdmuchana marketingowa otoczka. Czy tak zacne (i duże) grono podołało zadaniu jakim jest po prostu opowiedzenie ciekawej historii? I tak, i nie, bo niestety nie wszystko jest takie piękne jak autorzy-specjaliści chcieliby nas przekonać. A chociaż wierzę, że bawili się przy pracy świetnie, to efekt ich starań jest przyzwoity, lecz nie fenomenalny.

Zacznijmy od samego pomysłu na fabułę. Wyjątkowo udanego: przenosimy się bowiem do wieku XIII, gdy Mongołowie, po zakończonym sukcesem podboju Azji, planują inwazje na skłócone królestwa Europy. Aby uratować świat Chrześcijański, członkowie elitarnego bractwa obmyślają plan odwrócenia uwagi wroga i podzielenia sił Mongołów. Postanawiają zabić Chana nad Chanami, by wymusić na jego podwładnych zwołanie „kuriltai” – tradycyjnego wiecu w celu wskazania nowego „kagana”, czyli przywódcy wszystkich Mongołów. Jednocześnie, poza zadaniami czysto szpiegowskimi, zmuszeni są także do przeprowadzenia działań na froncie: łącząc podstęp z wojenną wyprawą.

 Tym sposobem zbiera się grupa protagonistów rodem z Drużyny Pierścienia (czy też amerykańskich filmów o ocaleniu świata przed zagładą). Każdy reprezentuje inną kulturę, narodowość, wszyscy jednak są zdeterminowanymi, odważnymi braćmi w mieczu, gotowymi poświęcić wszystko jedynie dla powodzenia misji. Młodzi i starzy, przystojni o „anielskich rysach” i o powierzchowności barbarzyńców w skórach i futrach, wyedukowani poligloci i sprawni szermierze. Ot, zdawać by się mogło – wybrańcy losu, których w pierwszym rozdziale jest tak wielu… że już do końca lektury miałam potem problemy z ich rozróżnianiem. Czytelnik musi zatem nastawić się na ogromną ilość nazw własnych i imion oraz brak jakichkolwiek dodatków, ułatwiających odbiór i przypominanie sobie, kto kim był.

Na szczęście znacznie ciekawiej prezentuje się mongolski poczet bohaterów. Tutaj bowiem ujawnia się wreszcie obiecana przez autorów szeroka wiedza z zakresu znajomości sztuk walki, a opisy bitw i pojedynków kolejnych protagonistów są wyjątkowo udane.

Gorzej z wiarygodnością dworskich intryg – zwłaszcza w rozdziałach z azjatycką-kusicielką, chińską nauczycielką Lian, której każde wystąpienie kosztowało mnie sporo nerwów. Trudno bowiem o bardziej sztampową i papierową postać. Zwłaszcza gdy każdy jej dialog, opis mimiki czy gestów przypomina odbiorcy o tym, że powieść pisali przecież „biali”, którym fakt, że inne kultury nie zachowują się jak Amerykanie i Europejczycy, bynajmniej z wizją świata nie koliduje. A skoro już muszą być jakieś protagonistki w powieści pseudo historycznej to wrzućmy obowiązkowo: przewodniczkę-chłopczycę do poskromienia, z jedną uwodzicielkę-intrygantkę i kilka opisów ze zbiorowych przygód kagana z jego żonami… A że wtórnie i nudno to trudno!

Jeśli jednak przymkniemy oko na powyższe zgrzyty, „Mongoliada” to wciąż powieść, która wybija się na tle innej fantastyki i do bólu wyeksploatowanych elficko-czarodziejskich uniwersów. Począwszy od tematyki, która nigdy jakoś nie cieszyła się w naszej kulturze dużym zainteresowaniem, po szczegółowość opisów militarnych, które stanowią największy atut powieści. Ba, posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że autorom znacznie lepiej wyszłoby napisane suchego tekstu popularnonaukowego, bez fabuły – będącej jedynie rodzajem dodatku. Ani was bowiem „Mongoliada” zwrotami akcji nie zaskoczy, ani porwie, możecie jednak za to śmiało zostać oczarowani przez bitewne opisy i orientalną magię mongolskiego świata. Jeśli bowiem mowa o umiejętnym wprowadzeniu w klimat, tutaj autorzy wywiązali się z zadania wzorowo!

Podsumowując: „Mongoliada” może nie jest odkrywczą powieścią, ale to miła odmiana. Dla miłośników azjatyckich klimatów – pozycja warta uwzględnienia, lecz ci, którzy nad smaczki historyczne cenią sobie porywającą fabułę oraz skomplikowanych psychologiczne bohaterów, mogą się czuć zwyczajnie rozczarowani. Mimo to warto się z „Mongoliadą” zetknąć, choćby dlatego, że wnosi powiew świeżości i dobitnie odcina się od skostniałego, czy wręcz niereformowalnego, głównego nurtu.

 Korekta: Katarzyna Tatomir

mongoliada_d

  • Tytuł: Mongoliada – tom 1 Tytuł oryginału: The Mongoliad. Book One Autor: Neal Stephenson, Greg Bear, Mark Teppo, Nicole Galland (pseud. deBirmingham E. D.), Eric Bear, Joseph Brassey, Cooper Moo Tłumaczenie: Robert Waliś
  • Wydawca: Wydawnictwo Mag
  • ISBN: 978-83-7480-432-5
  • Liczba stron: 432
  • Format: 13x20 cm
  • Cena: 39 zł
  • Data wydania: 2014-05-16
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: