Neal Shusterman, „Podzieleni”

Neal Shusterman, „Podzieleni”


Autor: Katarzyna Tatomir

Za każdym razem, kiedy kończę czytać fantastykę dla nastolatków, obiecuję sobie, że już więcej po nią nie sięgnę. Odnoszę wrażenie, że pisarze zajmujący się tym podgatunkiem są dla siebie mniej wymagający, kierują się przekonaniem, że skoro odbiorcą będzie młodą osoba, to nie trzeba się tak bardzo wysilać, wystarczy wykorzystać jakieś proste i naiwne rozwiązania fabularne, podążyć ślepo za jednym ze schematów i pisać stylem jak ze szkolnych wypracowań. Są na szczęście wyjątki, tj. autorzy, którzy mają więcej szacunku do czytelnika – i akurat na takiego pisarza tym razem natrafiłam. „Podzielonych” Neala Shustermana czyta się ze smakiem i chociaż nie obyło się bez drobnych potknięć, jest to literatura young-adult na bardzo przyzwoitym poziomie, sto razy lepsza od większości dostępnej na rynku.

Powieść osadzona jest w niedookreślonej przyszłości, w której – taka ciekawostka ­– iPody są dla ówczesnej młodzieży przedpotopowymi zabawkami. Najistotniejsze w wykreowanym przez Shustermana świecie jest istnienie tzw. Karty Życia, będącej wynikiem długotrwałej Wojny toczącej się między Obrońcami Życia a Zwolennikami Wolnego Wyboru (czyli bez zbędnego parafrazowania – między przeciwnikami i zwolennikami aborcji).

Według uchwalonej Karty życie ludzkie jest nienaruszalne od momentu poczęcia do 13 roku życia, a więc dopiero wtedy rodzice mogą zdecydować się na „aborcję z mocą wsteczną”. Pozbyć się niechcianego bachora mogą jednak tylko w jeden prawnie i społecznie akceptowany sposób – poprzez podzielenie. W wyniku tej metody młody człowiek zostaje – jak się można domyślić – dosłownie podzielony, a jego części ciała i organy zostają przetransplantowane potrzebującym. Jak stwierdza Karta Życia, podzielony nie umiera, ponieważ będzie żyć w każdym człowieku, który otrzyma jego cząstkę. Nie ma więc w podzieleniu nic złego i wszyscy żyją bez niepotrzebnych wyrzutów sumienia i etycznych wątpliwości – w końcu nikt nie jest formalnie zabijany.

Na świat, w którym doszło do uchwalenia takiego chorego prawa, czytelnik patrzy oczami trójki skazanych na podzielenie.

Connor jest jednym z tych niegrzecznych chłopców, którzy doprowadzają dziewczęta do pełnych uwielbienia westchnień, natomiast nauczycieli i rodziców – do szału. A że ci ostatni mają dosyć nieuka i łobuza pod swoim dachem, podpisują zgodę na jego podzielenie. Jedyne, co Connorowi pozostaje, to ucieczka.

Risa jest wychowanką Domu Stanowego, do którego trafiają niechciane dzieci. Poznajemy ją w momencie, kiedy Domy Stanowe przechodzą finansowe trudności i muszą zmniejszyć ilość swoich wychowanków. Wybór jest prosty – trzeba usunąć osoby, które ukończyły 13 lat. Risa według opiekunów osiągnęła limit swoich umiejętności gry na fortepianie i na pewno nie dorówna najlepszym muzykom z jej Domu, więc zostaje wytypowana do podzielenia. Wypadek drogowy, w którym nieszczęśliwie uczestniczy transportujący ją autobus, okazuje się dla Risy okazją do ucieczki. Dziewczyna korzystając z zamieszania, zbiega w przydrożny las.

Trzecim bohaterem jest Lev – tzw. dziesięciorodny, czyli dziesiąte dziecko urodzone w radykalnie religijnej rodzinie, spłodzone i wychowywane po to, by je złożyć w ofierze – oczywiście w akcie podzielenia. Levowi przez 13 lat wmawiano, że jest cudem, wybrańcem boga, ponadprzeciętną jednostką, że żyje po to, by uratować innym życie swoim poświęceniem, że jest świętym stworzonym do wielkich czynów, a czynów tych dokona wraz z tymi, którzy otrzymają jego cudowne organy i części ciała.

W drodze do ośrodka dla oczekujących na podzielenie Lev zostaje porwany przez zdesperowanego, ściganego przez policjantów Connora i zaciągnięty siłą do tego samego lasu, w którym skrywa się Risa. W ten sposób krzyżują się ścieżki trójki bohaterów. Od teraz ich życie będzie permanentną ucieczką.

Ponieważ autor nie pozwala swoim postaciom na długie siedzenie w jednym miejscu, będzie naprawdę dynamicznie, co sprawia, że książka wciąga i czyta się ją błyskawicznie pomimo sporej ilości stron. Jednak całe to uciekanie bohaterów nie tylko podkręca tempo akcji, ale także pozwala czytelnikowi lepiej poznać wykreowany przez pisarza świat. Umożliwia mu zrozumienie zasad rządzących makabryczną przyszłością i odnalezienie odpowiedzi na pojawiające się pytania. Na przykład – czy podzielony faktycznie żyje? Czym jest dusza, czym jest świadomość? I kiedy autor decyduje się na podanie odpowiedzi, podsuwa niepokojące obrazy, niekiedy nieprzyjemnie oddziałujące na wyobraźnię, a od wniosków, do których czytelnik dociera, po ciele przechodzą ciarki.

Powieść ma jednak jedną lukę – i to na poziomie konceptu, a to jest przecież podstawa „Podzielonych”. Mianowicie nie otrzymałam odpowiedzi na pytanie: dlaczego człowieka można podzielić akurat po 13 roku życia? Dlaczego akurat trzynaście, a nie siedem, dziesięć czy szesnaście? Czym kierowali się ustawodawcy tego prawa, a więc i pisarz, że ustalił taką akurat liczbę? Argumenty w książce oczywiście są, ale żaden z nich mnie nie zadowala. To, co autor sam podsunął – że 13 rok życia jest uważany za moment, kiedy człowiek uzyskuje świadomość swego jestestwa – kompletnie mnie nie przekonuje. Organy i członki podzielonego muszą być fizycznie wykształcone, aby nadawały się do transplantacji, więc rozumiem, że bardzo małego dziecka nie opłaca się dzielić, ale trzynastolatek przecież również nie jest jakoś specjalnie wyrośnięty. Jest jeszcze interesująca sprawa pamięci mięśniowej, do której w powieści często znajdziemy odwołania. Chodzi na przykład o to, że krępy kierowca ciężarówki może z finezją wykonywać sztuczki karciane (których przed transplantacją nie znał), od kiedy otrzymał rękę młodego i zręcznego chłopca. Opłacalne będzie więc podzielenie kogoś, kto posiada członki z jakimiś umiejętnościami – nogi, które należały do maratończyka, ręce pianisty – i znowu docieramy do tego nieszczęsnego trzynastego roku życia – czy ten wiek naprawdę umożliwia wykształcenie lepszych i zręczniejszych członków? Wybór akurat tego wieku na dolną granicę „wstecznej aborcji” jest dla mnie absurdalny i brak logicznych uzasadnień niestety sprawia, że cała koncepcja – choć bardzo interesująca – jest dla mnie jak ledwo trzymająca się w pionie wieża z klocków. A może pisarz nie wyjaśnił dlaczego-akurat-trzynaście, aby specjalnie zwrócić uwagę na absurdalność sytuacji, w jakiej została Karta Życia uchwalona; stronom konfliktu tak zależało na zaprzestaniu działań wojennych, na jakimkolwiek kompromisie, że nie zwróciły uwagi na treść uchwały. Takiego wyjaśnienia też nie kupuję. Prawdopodobnie nie każdy tę lukę dojrzy, niektórzy nie zrozumieją, dlaczego widzę w tym problem, i będą beztrosko czerpać przyjemność z lektury. I dobrze dla nich, mniej zmartwień i narzekania. Ale dla mnie minus to minus.

Jednak pomimo tego mankamentu „Podzielonych” polecam. Tak jak wspomniałam, w literaturze young adult rzadko można natrafić na coś, co zadowoli wymagającego czytelnika, a nie tylko połykającego jeden bubel za drugim amatora. Język, którym operuje Shusterman, jest prosty, ale nie prostacki, przemyślenia bohaterów nie odrzucają naiwnością i naciąganą dedukcją, a fabuła jest dopracowana i emocjonująca. Prawdą są słowa z okładki – „Podzieleni” to powieść i dla młodzieży, i dla dorosłych.

 

Korekta: Iga Pączek

 

Autor: Neal Shustermanpodzieleni_qfant

Tytuł: Podzieleni

Data wydania: Październik 2012

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Pozostałe dane: Tytuł oryginału: Unwind

Tłumaczenie: Łukasz Dunajski

ISBN: 978-83-61386-18-6

Oprawa: miękka

Format: 123×195 mm

Cena: 36,90 zł

Rok wydania oryginału: 2007

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: