Natasza Socha, „Maminsynek”

Natasza Socha, „Maminsynek”


Recenzowała: Jagoda Wochlik

Natasza Socha ma w swoim dorobku już kilka powieści. W każdej z nich stara się brać na warsztat jakiś problem społeczny – w „Macosze” pochyliła się nad konfliktem córka-nowa żona ojca, w „Ketchupie” zastanawiała się nad dzisiejszą obsesja bycia trendy, w „Zbukach” analizuje ludzką zawiść i zazdrość wobec sukcesu innych. Tym razem w swojej najnowszej powieści pod tytułem „Maminsynek” zastanawia się nie tylko nad relacją matka-syn, ale również nad problemem niedojrzałości współczesnych młodych dorosłych.
Amelia jest fajną, młodą kobietą. Ma własną firmę, mieszkanie, jest niezależna finansowo. Do szczęścia brakuje jej tylko równie sympatycznego faceta. Poznaje Leandra. Jest przystojny, ma dobrą pracę. Amelia wpada po same uszy. Ale wtedy orientuje się, że o serce mężczyzny rywalizować musi z… jego matką.
W swojej najnowszej powieści Socha diagnozuje bardzo istotny dziś problem społeczny – pokazuje dorosłych ludzi, którzy mimo że ukończyli studia i znaleźli pracę – nadal mieszkają z rodzicami. Jedni twierdzą, że nie stać ich na wyprowadzkę, drudzy po prostu są zbyt wygodni, by zacząć życie na własną rękę. Problem ten dotyczy w Polsce prawie połowy osób między 25 a 35 rokiem życia. Leander nie tylko jest wygodny. Bohater Sochy jest wręcz uzależniony od matki. Każda kobieta jest z nią porównywana, a jeśli tylko skrytykuje matkę, zostaje natychmiast skreślona. Tak oto mężczyzna ma prawie czterdzieści lat, a nadal mieszka z matką i pozwala jej decydować o wszystkich najważniejszych kwestiach w swoim życiu. Matka siedzi na drzewie w trakcie pierwszych dni, jakie Leander spędza w szkole, stoi za ścianką namiotu, gdy syn staje się mężczyzną, i wreszcie odstrasza każdą potencjalną kandydatkę na żonę. Bo szczerze, która dziewczyna nie zwinęłaby się z życia chłopaka zaraz po tym, gdy słyszy, że „Boże Narodzenie to rodzinne święta”, więc mogą zobaczyć się… dopiero po nowym roku?
Socha w ciekawy sposób konstruuje swoją powieść – najpierw poznajemy całą sprawę z perspektywy Leandra, następnie Amelii. Na styku tych dwóch historii możemy wyrobić sobie własny pogląd. Niestety, ocena wypada jednoznacznie nieprzychylna zarówno dla Leandra, jak i dla Amelii, która zamiast odpuścić, wikła się w wojenki z ewentualną teściową. Aż dziw (strach?) bierze, że mądra, wykształcona i niezależna dziewczyna może tak zgłupieć z powodu maminsynka. A było brać nogi za pas na czas? On jest więc niesamodzielny i zależny od matki, ona głupio-mądra. W kontekście całej wiedzy o nich, nabytej podczas czytania, również zakończenie wypada rozczarowująco. Co więcej stawia pod znakiem zapytania podejmowany w powieści problem.
„Maminsynek” jest ironiczną i mocno okraszoną czarnym humorem powieścią, w której matka kwoka jest w stanie pilnować syna nawet podczas pierwszego razu z kobietą. Niektóre sceny są zatem mocno przejaskrawione. Rozumiem, że autorka zdecydowała się na ten zabieg, by przedstawić i wyszydzić wypaczoną relację między kobietami a ich bambini, ale nie jestem przekonana, czy wypada to na plus powieści, bowiem stawia pod znakiem zapytania realizm świata przedstawionego.
Koniec końców nie można autorce odmówić, że podejmuje niezwykle ważny społecznie temat. Jednak mocno dyskusyjne zakończenie i sposób przedstawienia tematu sprawia, że „Maminsynka” nie sposób brać zupełnie na poważnie.

Korekta: Katarzyna Tatomirmaminsynek

autor: Natasza Socha
tytuł: „Maminsynek”
wydawnictwo: Filia
data wydania: 4 marca 2015
ISBN 9788379883776

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: