Mort Castle, „Księżyc na wodzie”

Mort Castle, „Księżyc na wodzie”


Autor: Milena Rządkiewicz

Zbiór opowiadań „Księżyc na wodzie” zebrał naprawdę liczne pochlebne opinie prasowe i przedmowy, nic dziwnego więc, że moje oczekiwania odnośnie tej pozycji osiągnęły apogeum jeszcze przed rozpoczęciem lektury. W takiej sytuacji wystarczy drobne potknięcie autora by wielkie nadzieje zamieniły się w niechęć, lecz z ulgą mogę stwierdzić, że w tym wypadku medialne pochlebstwa nie były w żadnym stopniu przesadzone.

Mort Castle jest z całą pewnością pisarzem niezwykłym. W swoich krótkich opowiadaniach grozy wywołuje strach subtelnie, w sposób wyrafinowany i różnorodny. W tych małych perełkach literatury nie ma nic z ordynarnych, krwawych horrorów, mimo to wiele z nich wywołuje silne emocje, które nie pozwolą mi o nich szybko zapomnieć. Te krótkie formy sprawiają wrażenie jak gdyby były stworzone specjalnie dla niego. Właściwie z największą przyjemnością czytałam opowiadania najkrótsze, które były dla mnie jak skoncentrowana uczta dla zmysłów. W tych dłuższych Castle gubi gdzieś rzeczy najistotniejsze, rozcieńcza je w mniej znaczących opisach. Mimo to, każdy kolejny tekst sprawia, że chce się czytać dalej i dalej. A czytać niewątpliwie jest co, ponieważ pisarz ten zaskakuje nie tylko intrygującymi tematami i mrocznym klimatem, ale i urozmaiceniem formy. Doskonale wie, jak nie znudzić czytelnika i zainteresować go ekspresyjną kompozycją – dzięki niej potrafi doskonale oddać surrealistyczne szaleństwo halucynacji lub silne emocje targające bohaterami. Doskonałym przykładem jest opowiadanie „Historia Dani”, które stanowi błyszczący klejnot tego zbioru. Mort Castle ofiarował nam w nim cząstkę siebie, ukazując powstające podczas procesu tworzenia, intymne relacje między pisarzem a tekstem. Dzięki temu utworowi możemy poznać go bliżej, i przekonać się o tym, że każde swoje opowiadanie pisze z pełną świadomością kreowania – doskonale wie, że nie wystarczy dorzucić jakiegokolwiek trupa, czy wilkołaka aby stworzyć dobry horror trafiający do czytelnika.

W „Księżycu na wodzie” dużej części wątków towarzyszy mocno amerykański klimat początków XX wieku, w których królował luksus gramofonów i cadillaców, a równouprawnienie rasowe nie było rzeczą tak oczywistą jak dziś. Mort Castle często skupia się właśnie na nietolerancji, która spotykała czarnoskórych i imigrantów. Ponadto w wielu momentach można poczuć jego wielką miłość dla muzyki jazzowej, wokół której wykreował wręcz mistyczną aurę. Porusza również tematy religijne, jednak nie czyni z nich moralizatorskich, przepełnionych patosem kazań, a pozwala czytelnikowi na wyciągnięcie własnych wniosków.

Myślę, że magia tego zbioru tkwi w jego zróżnicowaniu, zwłaszcza w kwestii podmiotu opowiadań. Znajdziemy tu historie ludzi o trudnym dzieciństwie (jak np., w „Jeśli weźmiesz mnie za rękę synu”, wzruszającym „Altenmoor, gdzie tańczą psy” lub w porażającej „Porze przyjęcia”), wspomnianych już przeze mnie, niesprawiedliwie traktowanych czarnoskórych oraz ich oprawców („Kasztanowy Jim w Egipcie”) a także odniesienia do autentycznych postaci („Bird nie żyje”). Nie brakuje też tajemniczych istot o niezwykłych predyspozycjach („Uzdrawiacze”)i niejasnych, niewytłumaczalnych zjawisk , które Castle przemyca w każdej historii.

Jedyną rzeczą, której nie można znaleźć w tej pozycji jest z całą pewnością odpowiedź. Mort Castle pozostawił po sobie jedynie pytania, które każdy kiedyś sobie zadawał, o których myślał mniej lub bardziej intensywnie. Castle w całym swoim pisarskim kunszcie jedynie nas na nie naprowadza. I to one wywołują największy strach.

Autor:Mort Castle

Tytuł:Księżyc na wodzie

Data wydania:15 grudnia 2008

Wydawnictwo:Replika

Pozostałe dane:Tłumaczenie: Ewa Wojtczak

Miejsce wydania: Zakrzewo

Liczba stron: 277

ISBN-13: 978-83-60383-83-4

Oprawa: miękka

Wymiary: 120 × 200 mm

Cena: 29,90 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: