Mons Kallentoft „Wodne anioły”

Mons Kallentoft „Wodne anioły”


Recenzowała: Katarzyna Tatomir

 

Nie wiem, jak to się stało, ale przegapiłam jedną z powieści Monsa Kallentofta, ostatnią część cyklu o porach roku, zatytułowaną zagadkowo – „Piąta pora roku”. Dowiedziawszy się, że „Wodne anioły” to pierwsza część kolejnego cyklu o komisarz Malin Fors, tym razem skupiającego się wokół czterech żywiołów, ochoczo zabrałam się za lekturę. I od razu uderzyło mnie, jak wiele mnie ominęło przez to, że nie przeczytałam „Piątej pory roku”. Okazuje się, że Malin Fors, ta zgorzkniała, próbująca walczyć zarówno z własnymi demonami, jak i złem całego świata kobieta, jest teraz szczęśliwie zakochana i ze swoim nowym partnerem będzie starać się o dziecko. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo mnie ucieszyło, że Malin wreszcie odnalazła spokój ducha, jednakże jednocześnie byłam w lekkim szoku, gdyż kończąc lekturę „Zło budzi się wiosną”, pozostawiłam główną bohaterkę w całkiem innym stanie.

Fabuła jeszcze nie całkiem się zawiązała, a już okazało się, że szczęście jednak nie jest pisane pani komisarz. Nie będę zdradzała, co dokładnie się wydarzyło, jednak wiedzcie, że wszystko w życiu głównej bohaterki wróciło do gorzkiej normy – depresyjne nastroje, walka z alkoholowym ciągiem, konflikty z córką, porywy namiętnych emocji. A to wszystko tylko w życiu prywatnym. W życiu zawodowym również w normie: obciążająca umysł i ciało kryminalna sprawa, próba naprawy brutalnej rzeczywistości i pokonania potworów, którymi są ludzie.

Tym razem w centrum akcji jest porwanie pięcioletniej dziewczynki. Oraz, na dokładkę, morderstwo jej rodziców. Gdzie może teraz znajdować się mała Ella? Czy w ogóle jeszcze żyje, a jeżeli tak, to jak okropne chwile musi teraz przeżywać? Jakimi motywami kierował się morderca i dlaczego porwał małe dziecko? Śledztwo prowadzone przez ekipę Malin Fors jak zwykle okazuje się bardziej skomplikowane i sięga tropami w nieoczekiwane strony.

Zatem pomimo początkowego zaskoczenia (a to ci dopiero, szczęśliwa Malin Fors), „Wodne anioły” to standard szwedzkiego pisarza. Standard zarówno w znaczeniu wysokiej jakości, jak i ogólnej charakterystyki. Formalnie – to samo, co zwykle, fabularnie – inaczej. Teraz od czytelnika zależy, jak odbierze tę właściwość „Wodnych aniołów”. Specyficzny styl – prosty, a jednocześnie poetycki. Zdania – krótkie, ale pełne treści. Opisy – ukazujące rzeczywistość z najgorszej strony, a jednak na swój sposób piękne. Czyli Kallentoft w pełnej krasie. Do tego przepisowe monologi z zaświatów, w których zamordowane ofiary próbują porozumieć się zarówno z Malin, jak i swoimi bliskimi. I oczywiście wzorcowo skomplikowana konstrukcja kryminału oraz wciągająca fabuła. Standard.

Od czytelnika zależy, jak ten standard odbierze. Czy będzie to kontynuacja starej fascynacji i kontentowanie się kolejną świetną powieścią Szweda, czy „zmęczenie materiału” i znudzenie, czy może neutralna akceptacja stanu rzeczy. Ja, szczerze mówiąc, z tytułu nowego cyklu liczyłam na coś nowego. Otrzymałam jak zwykle doskonały thriller, posiadający wszystkie te cechy, które mnie przy pierwszym spotkaniu zachwyciły. Czasami „jak zwykle” może przeszkadzać, jednakże zarówno „Wodne anioły”, jak całą twórczość Kallentofta polecam – to thrillery lepszej kategorii, nie warto marnować czasu na podrzędne czytadła.

Korekta: Aleksandra Żurekmons wodne-anioly-b-iext23095127

  • Autor: Mons Kallentoft
  • Wydawnictwo: Rebis
  • ISBN: 978-83-7818-427-06
  • Liczba stron: 432
  • Wymiary: 135 x 215 mm
  • Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: