Mitch Cullin „Pan Holmes”

Mitch Cullin „Pan Holmes”


Recenzowała: Sylwia Zazulak

O Sherlocku Holmesie pisano i mówiono już wiele. Jego postaci nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Ten kultowy detektyw-amator to obecnie nie tylko bohater literacki, lecz także istna legenda. Dwanaście książek poświęconych jego sprawom autorstwa sir Arthura Conan Doyle’a to dla niektórych za mało, tym bardziej, gdy jest się zagorzałym fanem. Dlatego właśnie z ciekawością sięgnęłam po „Pana Holmesa” Mitcha Cullina, czyli dalszą historię Holmesa, który od dawna nie mieszka na Baker Street i nie zajmuje się rozwiązywaniem zagadek kryminalnych.

Zacznę od tego, iż głównym hasłem powieści jest: Holmes żyje. Dlaczego? Ponieważ Doyle uśmiercił swojego bohatera (wszak dwukrotnie, ale chodzi mi o to „skuteczne” uśmiercenie) w roku 1929, a akcja „Pana Holmesa” dzieje się w 1947 roku. Nie znalazłam informacji czy jest to błąd z niedopatrzenia, a że wydaje się on zbyt banalny, wychodzę z założenia, że jest to specjalny zabieg, aby pokazać głównego bohatera ze strony emeryta. Akcja rozgrywa się na trzech płaszczyznach: jedna z nich to dawna sprawa, jeszcze z czasów życia Holmesa na Baker Street, którą mężczyzna spisuje samodzielnie na wzór dziennika swojego przyjaciela Watsona; druga to jego wizyta w Japonii i wydarzenia z życia codziennego; trzecia zaś, najbardziej współczesna, przedstawia prozaiczne życie Sherlocka w Sussex oraz prowadzenie pasiek.

„Pan Holmes” okazał się na tyle dobry, aby odrobinę zalepić pustkę po zakończeniu czytania prozy Doyle’a. Jednak nie jest to powieść na tyle doskonała, aby wzbudzić we mnie na nowo te emocje, tę niepewność i oczekiwanie na zakończenie, które budziły we mnie zagadki kryminalne w narracji doktora Watsona. Owszem, książka zawiera w sobie fragmenty sentymentalne i wzruszające – opisy starości i niedołężności, z którymi Sherlock nie potrafi się pogodzić. Brakuje jednak jednolitości, ponieważ raz akcja biegnie do przodu, wciąga i intryguje, zapowiadając szokujący punkt kulminacyjny, a raz ciągnie się jak flaki z olejem i wydaje się nie mieć końca.

Fragment życia głównego bohatera w Sussex jest najbardziej interesujący oraz posiada chwytające za serce momenty. Refleksje Holmesa nad życiem, nad tym, co stracił, nad tym, co ma i kim się stał, są zasmucające. Dawna zagadka do rozwiązania okazała się kompletnym tego przeciwieństwem – brakuje momentu zwrotnego, zaskakującego końca oraz ducha doyle’owskiego Sherlocka. Mitch Cullin zmodyfikował trochę jego charakter i usposobienie. Być może uczynił to z myślą o podeszłym wieku oraz nabytym doświadczeniu życiowym bohatera, a być może nie miał pojęcia, jak bardzo go zmienił. W obu przypadkach jednak brakuje „tego czegoś”, tej pewności siebie, tej tajemniczości.

„Pan Holmes” nie powala na kolana, ale tym, którym brakuje detektywa-amatora z Baker Street może pomóc. Sherlock Holmes hoduje spokojnie pszczoły, opisuje dawną sprawę kryminalną i wiedzie spokojne życie emeryta. Nie jest to Holmes, jakiego poznał świat – intrygujący, nieomylny, pewny siebie i stroniący od kontaktów międzyludzkich. Ten Holmes niesie bagaż doświadczeń, strat i, przede wszystkim, trosk związanych z podeszłym wiekiem. Dlatego jeśli ktoś nie jest przesadnie związany z jego osobowością, którą nadał mu Doyle, i pragnie jeszcze jednego spotkania z Sherlockiem, ta powieść okaże się odpowiednia, lecz należy pamiętać, że nie doskonała.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Tytuł: Pan Holmesph
Autor: Mitch Cullin
Tłumaczenie: Nina Dzierżawska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 270
ISBN: 978-83-8015-022-5

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: