Mercedes Lackey, Larry Dixon, „Lot sowy”

Mercedes Lackey, Larry Dixon, „Lot sowy”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

„Chłopiec, który nie ma nic, sięga po moc, żeby zmienić świat”. Cóż, choć ten blurb jest tak oklepany, że można by go z powodzeniem skopiować na okładki dobrych kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset tytułów, to jednak dla mnie wciąż ma wystarczającą siłę przyciągania, by sięgnąć po książkę, która jest nim opatrzona. W końcu to jeden z moich ulubionych motywów literackich – kto wie, może trafi się coś ciekawego albo przynajmniej ktoś pomysłowo i przyjemnie powieli dobry schemat.
Darian, po tym jak jego rodzice myśliwi nie wrócili z jednej z wypraw, został przygarnięty przez wiejską społeczność i skierowany na nauki do miejscowego czarodzieja. Chłopiec jednak od początku jest zbyt zrozpaczony po stracie rodziców, by ekscytować się tą perspektywą, ponadto według niego jego nowy mentor to zwykły szarlatan – wioskowy znachor, z magią niemający nic wspólnego. Jego niewesołą egzystencję przerywa nagły atak barbarzyńców. Chłopcu udaje się uciec do niebezpiecznej puszczy, która zabrała mu rodziców. Czy uda mu się przetrwać i sprowadzić pomoc tajemniczego leśnego ludu, którym matki w wiosce straszą swoje dzieci?
Już od pierwszych stron było jasne, że chłopiec, który bla-bla-bla, żeby zmienić świat, nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. Rozumiem, że to taka kreacja postaci, dzieciak z dnia na dzień został sam, mieszka z obcymi, którzy na każdym kroku zaznaczają, jaką robią mu łaskę, że nie zostawili go na pastwę losu, odbrązawiając przy tym kultywowany przez Dariana, nieco wyidealizowany wizerunek jego rodziców. Ale jego krnąbrność i wieczne użalanie się nad sobą są irytujące. Irytuje też to obustronne niezrozumienie, zwłaszcza że można byłoby mu łatwo zapobiec, gdyby tylko doszło do zwykłej szczerej rozmowy. Wszystkim zrobiłoby się lżej na duszy, problemy zostałyby wyjaśnione, spięcia załagodzone i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie. Ale nie, do zmiany tej nieprzyjemnej sytuacji musiał przyczynić się dopiero najazd barbarzyńców.
Irytującemu głównemu bohaterowi można jeszcze wybaczyć, jeśli fabuła i akcja dają radę. Niestety i pod tym względem lot sowy nie zachwyca – punkt kulminacyjny następuję gdzieś w połowie książki, po czym tak naprawdę nic się nie dzieje. Darian poznaje kulturę swoich nowych leśnych przyjaciół, zaznaje w końcu trochę miłości i przekonuje się, że magii faktycznie warto się uczyć, bo czasem się do czegoś przydaje. No i tak to się ciągnie… Nawet chłopięco-braterski wątek nie ratuje tej przeciętnej opowieści o niczym. W tle dzieje się niby jakaś tajemnicza historia, ale tak naprawdę nie wnosi sobą nic szczególnie interesującego. Jest jakby wstępem do czegoś, co może rozwinie się w kolejnych tomach cyklu. Ja jednak nie mam zamiaru tego sprawdzać, mam ciekawsze książki do przeczytania.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Wydawnictwo Zysk i S-ka 240641_lot-sowy_627
Tłumaczenie Katarzyna Krawczyk
tytuł oryginału Owlflight
data wydania 19 stycznia 2015
ISBN 9788377855300
liczba stron 356

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: