Maureen F. McHugh „Po apokalipsie”

Maureen F. McHugh „Po apokalipsie”


Recenzowała: Katarzyna Tatomir

Postapokalipsy nigdy za wiele. Dlatego każdą zapowiedź wydawniczą, która pojawia się w sieci, automatycznie wpisuję na listę „koniecznie przeczytać”. Nawet bez uprzedniego zapoznania się z zarysem fabuły czy autorem. W taki sposób natknęłam się na „Po apokalipsie” Maureen F. McHugh. Kiedy niewielka książeczka, trochę ponad dwustustronicowa, znalazła się w moich dłoniach, wiedziałam o niej tyle, ile obiecywał wydawca – że z wrażenia pospadają mi buty, autorkę ceni się i nagradza, a książka jest wprost z listy bestsellerów. Ot, i że to zbiór opowiadań.

Niestety „Po apokalipsie” okazało się niestrawne dla mojego biednego umysłu, spragnionego postapokaliptycznego uniwersum. Niestrawne zarówno pod względem wizji zniszczonego świata, której zawsze łaknę, jak również pod względem literackim i stylowym.

Po pierwsze, tematyki postapo ci tutaj jak na lekarstwo – im dalej, tym mniej. W pierwszym opowiadaniu – „Naturalista” – autorka serwuje schematy, jakże charakterystyczne dla tego gatunku – grupa ludzi ukrywa się pośród opuszczonych budynków przed czającymi się na mięsko bezmózgimi zombie. Tak więc klimat jest swojski i doskonale znany, a do tego opowiadanie okazuje się całkiem ciekawe (pomimo przynudzania na początku). Zachęcona zabarwioną czarnym humorem puentą „Naturalisty”, zabrałam się za kolejną opowieść, ale niestety – było już tylko gorzej.

W niektórych opowiadaniach postapokalipsa w zasadzie nie występuje. W „Specjalnej ekonomii” przewija się coś o minionej zarazie czy innej katastrofie, które zmusiły młodych ludzi do emigracji w poszukiwaniu pracy, ale całe opowiadanie skupia się zgoła na innych zagadnieniach. Na swój sposób historia jest zajmująca (jeżeli ktoś lubi antyutopie, przyglądające się totalizmowi ubranemu w sukienkę demokracji), jednakże z postapokalipsą nie ma zbyt wiele wspólnego. „Bezużyteczne rzeczy” natomiast, opowiadanie numer trzy, jak dla mnie znalazło się w zbiorku przez pomyłkę. Albo tak mnie znudziło, że nawet nie zauważyłam wzmianki o katastrofie, która uczyniłaby świat postapokaliptycznym, albo nigdy nic takiego nie padło i opowiadanie jest po prostu wycinkiem z życia starszej pani, która na zamówienie robi lalki.

Kiedy już pogodzimy się z tym, że w książce zatytułowanej „Po apokalipsie” nie znajdziemy za wiele świata postapo, możemy spróbować podejść do lektury jak do zbioru opowiadań o niesprecyzowanym gatunku. Czy dostrzeżemy wtedy jakieś walory? Niestety, ciężko wskazać cokolwiek, co mogłabym uznać za zaletę (chyba tylko niewielkie rozmiary książki). Opowiadaniom brakuje dynamiki i akcji. Fabularnie, mam wrażenie, zmierzają donikąd – wydarzenia sączą się jak ze źle uszczelnionego kranu i naprawdę nie wiadomo, po co i dlaczego. Bohater gdzieś idzie, coś robi, z kimś rozmawia, a czytelnik głowi się, dlaczego o tym czyta. Liczy na to, że wkrótce, już niedługo, może na następnej stronie, wydarzy się coś, co cudownie powiąże wszystkie wcześniejsze wydarzenia i nada im sens. A na owej „następnej stronie” mamy bezpłciowy koniec, który pozostawia nawet nie tyle niedosyt, co po prostu niesmak.

Ale to, co w trakcie lektury raziło najbardziej, to okropny – tak, okropny – styl. Opowiadania napisane są bardzo prostym językiem, co mogłoby być zaletą, gdyby nie to, że w ta prostota nie przedstawia żadnej wartości. Czułam się trochę tak, jakbym czytała szkolne opowiadanie, napisane przez jakąś piętnastolatkę – zdolną i dostającą same szóstki, ale nie mającą jeszcze wyrobionego stylu i smaku. Dokładnie taka jest „Po apokalipsie” – bez smaku, bez zapachu, bez konsystencji.

Mogę wybaczyć skąpą ilość postapo w postapo, mogę machnąć ręką na brak akcji, bezcelowość opowiadań, a także mało oryginalne pomysły, ale jeżeli książka dodatkowo razi stylem, to przestaje mieć dla mnie jakiekolwiek walory. „Po apokalipsie” to po prostu słaba proza i mimo że ma tylko niewiele ponad dwieście stron, nie warto trwonić na nią czasu.

 

Korekta: Urszula Piturapo_apokalipsie72

  • Tytuł oryginalny: After the Apocalypse
  • Tłumaczenie: Radosław Madejski
  • Wydawnictwo: Replika
  • Rok wydania: 2014
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 220
  • ISBN: 978-83-7674-115-4
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: