Marco Vichi, „Komisarz Bordelli. Morderca, którego nie było”

Marco Vichi, „Komisarz Bordelli. Morderca, którego nie było”


Recenzowała: Joanna Kubica

Komisarz Bordelli to włoski Robin Hood z domieszką Sherlocka Holmesa. Bliżej mu jednak do tego pierwszego niż do drugiego. Jak każdy dobry glina, prędzej czy później odnajdzie mordercę. Powieść Marco Vichiego to przede wszystkim niezwykła podróż do upalnej Florencji z lat sześćdziesiątych, miasta wciąż pamiętającego drugą wojnę światową. Po lekturze „Mordercy, którego nie było” człowieka nachodzi myśl o wyprawie do Włoch i zasmakowaniu słynnego Dolce Vita, czyli „słodkiego życia”.
Florencja, upalne lato 1963 roku. Komisarz Bordelli jest jednym z niewielu policjantów pełniących służbę w opustoszałym mieście. Większość mieszkańców uciekła nad morze, bo tylko tam da się oddychać. Dni komisarza upływają na rutynowej pracy, marzeniach i rozmaitych refleksjach o życiu. Noce stanowią walkę z upałem i wszędobylskimi komarami. Wakacyjną nudę przerywa policjantowi morderstwo bogatej damy, Pedretti Strassen, właścicielki pięknej osiemnastowiecznej willi na wzgórzu. Wydaje się, że wszyscy podejrzani, którzy mogli skorzystać na śmierci starszej kobiety, mają solidne alibi. Jest jednak coś, co się nie zgadza.
Od dawien dawna stosuję osobistą klasyfikację kryminałów. Najogólniej rzecz biorąc, dzielę powieści kryminalne na dwa typy: zagadkowe i nastrojowe. Zagadkowe to takie w stylu Agathy Christie lub Arthura Conan Doyle’a, gdzie na pierwszym planie jest zagadkowa historia czyjejś śmierci, a Czytelnik, obgryzając paznokcie, z rosnącym napięciem zadaje sobie wciąż jedno pytanie: kto zabił? Autor powieści celowo miesza tropy i wprowadza rozpraszające wątki poboczne, by tym mocniej zaskoczyć czytelnika, gdy sprawa zostanie rozwiązana.
Z kolei nastrojowa powieść kryminalna to właśnie recenzowany „Morderca, którego nie było”. W trakcie lektury nie skupiałam się na pytaniu „kto zabił”, ani nawet „jak” czy „dlaczego” (chociaż nie twierdzę, że nie chciałam dowiedzieć się, kto stoi za zabójstwem). Morderstwo starszej damy wydaje się być pretekstem do przybliżenia czytelnikowi życia komisarza oraz ludzi, których spotyka na swojej drodze. Komisarz Borelli wciąż ma przed oczami wojenne obrazy i historie z frontu. Wspomina dzieciństwo i młodość, snuje refleksje na temat życia. Nie jest służbistą, nie wzruszają go awans w pracy, większe biuro czy inne zbytki. Postępuje zgodnie z własnym sumieniem, które nakazuje mu puszczać wolno drobnych złodziejaszków, kradnących z nędzy, i które nie pozwala mu zapomnieć o podlewaniu kwiatków swojej przyjaciółki, byłej prostytutki. Postać charyzmatycznego komisarza, opiekuna ubogich, niestrudzonego śledczego, ale również człowieka z krwi i kości, ze wszystkimi wadami i ludzkimi ułomnościami, wydaje się tak prawdziwa jak gdyby autor opisywał kogoś całkiem realnego i dobrze sobie znanego.
Twórcy nie zależy na tym, by czytelnik zachwycał się barwną, pocztówkową Florencją. Ukazuje jej odmienne oblicze, nostalgiczne i melancholijne, a mimo to wciąż wyjątkowo urokliwe. Marco Vichi na kartach książki utrwalił wyjątkowy obraz powojennych Włoch. O tamtych czasach zawsze możemy przeczytać w publikacjach historycznych, ale nie oddadzą one w pełni tej dusznej atmosfery, włoskiej codzienności i mentalności mieszkańców Półwyspu Apenińskiego. Uwielbiam Italię, więc z chęcią przeczytam kolejne książki poświęcone sympatycznemu komisarzowi. „Morderca, którego nie było” to idealna lektura w chłodny, zimowy wieczór.
Korekta: Katarzyna Tatomir

Autor: Marco Vichimorderca-qfant
Tytuł: Komisarz Bordelli. Morderca, którego nie było
Wydawnictwo: Albatros
Gatunek: Kryminał
ISBN: 978-83-7885-546-0
Data wydania: 2015
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 287

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: