Maj Sjöwall, Per Wahlöö, „Wóz strażacki, który zniknął”

Maj Sjöwall, Per Wahlöö, „Wóz strażacki, który zniknął”


Autor: Jacek Orlicz

Są takie chwile w życiu recenzenta, kiedy dotychczasowe wyobrażenia o ulubionym gatunku ulegają brutalnej weryfikacji. Nowa książka, skromny autor i przeciętna, zdawałoby się, historia. Pod tą pozorną przeciętnością kryje się jednak świeżość i miłe zaskoczenie. O ile nazwanie powieści Maj Sjöwall i Pera Wahlöö ewenementem na skalę kryminału byłoby sporym nadużyciem, o tyle uznanie tej książki za godnego reprezentanta gatunku jest jak najbardziej właściwe. Jest tu wszystko, czego potrzeba – wielopoziomowa zagadka, tajemnica, morderstwa, podejrzani i mocne zakręty akcji. Wyróżnik stanowi z pewnością brak konkretnego bohatera, gdyż aktywny udział w toczącym się na kartach powieści śledztwie biorą wszyscy policjanci wydziału śledczego. Ta decentralizacja protagonisty sprawdza się jednak znakomicie – poznajemy odmienne punkty widzenia poszczególnych postaci, dzięki czemu możemy obserwować akcję pod różnymi kątami.

Szwedzkie małżeństwo, uznani twórcy kryminałów, zawarli w tej powieści to, czego spodziewałby się każdy zagorzały fan gatunku. Dodali jednak także coś od siebie – troskę o każdy szczegół i precyzję. Te dwie cechy to zdecydowanie największe zalety książki. Można, co prawda, przemknąć przez kolejne jej karty bez skupienia i koncentracji, jednak nie polecam. O wiele lepiej czytać wolniej, a uważniej, zwłaszcza, że potencjalna ilość elementów, które dane jest nam poznać, momentami zaskakuje i przytłacza. Nie zniechęcajmy się po pierwszych kilku stronach, na których autorzy szczegółowo (aż do bólu!) opisują pomieszczenia, ubiór bohaterów i każdą najmniejszą, z pozoru nieistotną akcję. W tym szaleństwie jest metoda – styl i język, jakim posługuje się pisarskie małżeństwo, są bez wątpienia osobliwe i ciekawe. Po chwili nagromadzenie detali już nie przeraża, zaś zagadką wciąż pozostaje użyta technika – ciągle zadawałem sobie pytanie: „dlaczego, u licha, dobrze mi się czyta ten wykaz wszystkiego o wszystkim?!”. Nie znalazłem odpowiedzi. Zresztą, przestałem szukać – zupełnie zatraciłem się w lekturze.

Szwedzka policja, tajemniczy pożar, jeszcze bardziej zagadkowa śmierć drobnego przestępcy i kartka z personaliami: „Martin Beck”. Oto początek długiego, zawiłego i zagadkowego śledztwa. Mimo ładnej podstawy w postaci bogatego, precyzyjnego stylu autorów, powieść momentami popada w stagnację. Nagromadzenie detali jest wyważone, owszem, ale choć każdy element został ulokowany uważnie, z graniczącą z ideałem dokładnością, zdarzają się drobne potknięcia. Nie chcę zdradzać fabuły, ale momentami tok wypadków zamiera, bohaterowie zdają się dreptać w miejscu, zaś każdy ich wysiłek spełza na niczym. Wydaje się to wymuszoną sytuacją, chociaż wierzę w jej celowość – flegmatyczne śledztwo w Szwecji lat sześćdziesiątych przestaje dziwić, gdy weźmiemy poprawkę na ówczesną mentalność ludzi i socjalistyczną rzeczywistość. Trzeba przyznać, że realia budzą zaufanie i pozwalają wczuć się w klimat tej specyficznej rzeczywistości.

Zaletą powieści są także krótkie, kilkustronicowe rozdziały. Dzięki tak pomyślanej organizacji mamy wrażenie, że akcja toczy się szybciej, niż naprawdę. Większość jest poukładana chronologicznie, wszystkie zaś są ze sobą pośrednio powiązane. Badający tajemniczą sprawę policjanci nie rażą oczywistością swych wywodów i nie przynudzają. Mimo iż widać w nich rutynę i przeżarcie umysłu codziennością, nie można się do niczego przyczepić. Widzimy, że to nie są tajni agenci Jej Królewskiej Mości, lecz w głębi ducha solidaryzujemy się z ich poczynaniami. Przez bezwzględne zrównanie fabularnych aspektów powieści z rzeczywistością mamy wrażenie, że sami bierzemy udział w akcji. Inna rzecz warta uwagi, to specyficzny, niezbyt wyrafinowany humor i dość cierpki dowcip, jakim raczą nas autorzy. Mimo banałów i prostactwa, wśród wypowiedzi śledczych można wyłowić prawdziwe perełki. Wisienką na torcie tej „zachwycającej zwyczajności” jest kilka wybitnych, w mojej opinii, scen, przy których nie sposób zachować powagę i wręcz trzeba się zdrowo roześmiać. Takie rozluźnienie występuje jednakże w miejscach nieprzewidywalnych; autorzy rażą komizmem znienacka, niczym tajną bronią.

„Wóz strażacki, który zniknął”, jako książka dość nietypowa i charakterystyczna, zachęciła mnie do zwrócenia uwagi na inne utwory słynnego już, szwedzkiego małżeństwa. Graniczące momentami z absurdem umiłowanie szczegółu jest elementem na tyle ciekawym, że aż chce się poznać inne, podobne do tej, powieści. Poza tym, przyjemny humor, specyficzny styl, wierne odzwierciedlenie rzeczywistości i kilka większych zawijasów fabularnych sytuują „Wóz” na dość wysokiej pozycji wśród współczesnych dzieł kryminalnych.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Maj Sjöwall, Per Wahlööwoz_strazacki_ktory_zniknal_qfant

Tytuł:Wóz strażacki, który zniknął

Data wydania:28 czerwiec 2010

Wydawnictwo:Amber

256 str., broszura

format 145 x210,

EAN 9788324136889

cena det. 29,80 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: