Maciej Parowski, Bogusław Polch, Jacek Rodek „Funky Koval”

Maciej Parowski, Bogusław Polch, Jacek Rodek „Funky Koval”


Recenzował: Karol Sus

 

Utwory mieszczące się w przegródce „fantastyka naukowa” teoretycznie powinny być najbardziej podatne na starzenie się. Wybieganie w przyszłość zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem rozminięcia się autora prognoz z rzeczywistością. W skrajnych przypadkach może to narażać twórcę nawet na śmieszność. Jednocześnie fantastyka naukowa z okresu PRL-u zdaje się nic nie tracić na swej atrakcyjności, a niejednokrotnie aktualności mimo upływu lat. Stąd ogromna wciąż potrzeba wznawiania dzieł takich autorów jak Lem, Zajdel czy Żwikiewicz. Trend ten nie ominął także polskiego komiksu z „Funky Kovalem” na czele.

Gdy zastanowić się nad jednym wyróżnikiem jednoczącym dzieła największych fantastów doby Polski Ludowej (oprócz tak oczywistego jak umiejscowienie akcji w mniej lub bardziej fantastycznej konwencji) byłaby to niewątpliwie ich antysystemowa wymowa. Z uwagi na niesławny urząd cenzora w ustroju socjalistycznym, pewne treści (przez władze uznawane za wywrotowe) musiały być przekazywane w zawoalowany sposób. Przynajmniej na tyle subtelnie, żeby zmęczony cenzor, gdy już władza chyliła się ku upadkowi, mógł machnąć na treść ręką. Stąd też dla wielu dzieł z półki science-fiction fantazyjne pojazdy kosmiczne, walki z obcymi cywilizacjami czy nadprzyrodzone moce były jedynie rekwizytami, zwykłymi zabawkami, pozwalającymi na nowo opowiedzieć zastaną rzeczywistość.

Nie inaczej było w przypadku „Funky Kovala”. Przygody kosmicznego detektywa osadzone są wprawdzie w dość odległej przyszłości (lata 80. XXI wieku), lecz silnie nawiązują do wydarzeń w Polsce lat 80. XX wieku. W komiksie pojawiają się więc zarówno Lech Wałęsa jako spec od łamania zabezpieczeń, jak i Jerzy Urban jako przekupny dziennikarz (zresztą wieść niesie jakoby Urban doskonale wiedział o swoim wizerunku w komiksie, co nie przeszkodziło mu zaprosić do współpracy Bogusława Polcha już w wolnej Polsce. Rysownik odmówił). Podstępne Drolle próbujące sterować ludźmi z tylnego fotela budzą skojarzenia z wpływami Rosjan w politykę wewnętrzną Polski Ludowej.

Nawiązania polityczne nie są zresztą jedynymi w serii. Pod tym względem autorzy w ogóle zdawali się doskonale bawić, umieszczając znajomych na planszach komiksu. Swoich twarzy użyczyli Dana Polch (jako Brenda Lear), Lech Jęczmyk (jako Paul Barley), Oramus i Żwikiewicz, ówczesny naczelny Fantastyki czy przyjaciel Polcha jako nieprzekupny policjant Vit Devro.

O sukcesie „Funky Kovala” zdecydowała ponadto postać samego kosmicznego detektywa. Dziś wydaje się, że bohaterów takich jest na pęczki. W realiach lat 80. XX wieku Koval był jednak ucieleśnieniem marzeń o wolnym świecie. Zabójczo przystojny, młody bohater był wyjątkowo niezależny. Chadzał własnymi drogami, kpił sobie z władzy i nie uznawał żadnych autorytetów. Krótko mówiąc był na wskroś amerykański. Czytelnikom to się podobało. Można wręcz powiedzieć, że Funky Koval dawał możliwość zaczerpnięcia odrobiny świeżego powietrza choćby po sztywnym kapitanie Żbiku.

Nie można jednocześnie zapomnieć, że „Funky Koval” był w zasadzie jedną z pierwszych polskich serii tworzonych na potrzeby dorosłego odbiorcy. Miejscami dosadny język, odrobina nagości (ach ta Brenda i Miss Lilly), oraz stosunkowo skomplikowana fabuła wymagała od czytelnika odpowiedniego wieku. Oczywiście na przekór wszystkiemu cechy te (może poza zbyt skomplikowaną historią) znów sprawiały, że po komiks sięgało mnóstwo młodszych czytelników (w czym pomagało przeświadczenie rodziców, że komiksy robione są jedynie dla dzieci). Zakazany owoc kusił, a seria stała się prawdziwym hitem. Warto jednak zwrócić uwagę na samą fabułę, którą niejednokrotnie jest ciężka w śledzeniu. Składało się na to przede wszystkim drukowanie serii w krótkich, czteroplanszowych odcinkach. Zmuszało to autorów do zamykania poszczególnych epizodów w niewielkiej liczbie kadrów, zostawiając jednocześnie furtkę do dalszych przygód. W tym przypadku autorzy wywiązali się z zadania wręcz wzorcowo. Każdy kadr jest wypełniony treścią (ale nie samym tekstem) w maksymalnym stopniu. Akcja popychana jest do przodu bardzo dynamicznie, zostawiając przy okazji sporo na interpretację wydarzeń pomiędzy kadrami i odcinkami czytelnikowi. Dopiero ostatnia z dotychczas narysowanych części, „Wrogie przejęcie” (czytelnicy wciąż mają nadzieję na zapowiadaną kontynuację), komplikuje sprawę na tyle, że chyba nikt, oprócz samych autorów, do tej pory nie rozgryzł w pełni, o co w niej chodzi. Zresztą, to najczęściej stawiany zarzut serii, z uporem odpierany przez Bogusława Polcha na zjazdach i konwentach.

„Funky Koval” to jeden z tych komiksów, który już na zawsze będzie miał miejsce pośród klasyki polskiego komiksu. Mimo że nie pozbawiony wad, wciąż nie traci na wartości i atrakcyjności. Stąd też z ogromną radością środowisko komiksowe przyjęło fakt kolejnego wznowienia przygód kosmicznego detektywa i jego przyjaciół. Wydawnictwo Prószyński i S-ka po miękkookładkowym i podzielonym wydaniu zdecydowało się na godne tej pozycji wydanie na twardo w jednej księdze. Jeśli dodać do tego wyjątkowo atrakcyjną cenę, otrzymujemy pozycję, której absolutnie nie może zabraknąć na półce każdego fana komiksu.

 

Korekta: Katrzyna Tatomir

funky_koval_zbiorczy-1410294602

  • Scenariusz: Maciej Parowski, Bogusław Polch, Jacek Rodek
  • Rysunki: Bogusław Polch
  • Data wydania: Październik 2014
  • Druk: kolor
  • Oprawa: twarda
  • Format: 215 x 290 mm
  • Stron: 224
  • Cena: 64,90 zł
  • Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • ISBN: 978-83-7961-107-2
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: