M. John Harrison, „Pusta przestrzeń”

M. John Harrison, „Pusta przestrzeń”


Autor: Łukasz Szatkowski

Trylogia M. Johna Harrisona, rozpoczęta dziesięć lat temu „Światłem”, doczekała się zakończenia. „Pusta przestrzeń”, bo tak właśnie nazywa się trzecia część cyklu, nie jest bezpośrednią kontynuacją wyłącznie tomu drugiego, lecz zamyka większość wątków otwartych w obu wcześniejszych książkach. Ponadto, po zmianie stylu prowadzenia fabuły w „Nova Swing”, Harrison powraca do tego znanego ze „Światła”. Cała trylogia wyszła oczywiście w sztandarowej serii wydawnictwa Mag – Uczta Wyobraźni, co samo w sobie jest rekomendacją dla pewnego typu czytelnika.

W Saudade City dochodzi do serii tajemniczych morderstw – ciała ofiar powoli unoszą się do góry i z czasem znikają. Asystentka jednak nie radzi sobie nawet z odnalezieniem własnej tożsamości, czy rozwiąże zatem tę skomplikowaną sprawę? Jaki ma ona związek z dziwnym zleceniem przyjętym przez załogę Nova Swing? Tymczasem, a raczej należałoby powiedzieć: w innym czasie, Anna próbuje ułożyć sobie życie, na którym, mimo upływu lat, nadal cieniem kładzie się zniknięcie jej pierwszego męża. Czy odnajdzie spokój?

Jak już wspomniałem, „Pusta przestrzeń” przypomina bardziej „Światło”. Mamy tu bowiem kilka powiązanych, ale dość odległych w przestrzeni (a jeden nawet mocno odległy w czasie) wątków, które w ten czy inny sposób splatają się ze sobą. Przypomnę, że akcja „Nova Swing”, choć prowadzona z perspektywy kilku bohaterów, dzieje się na jednej planecie i ma zdecydowanie bardziej zwartą formę – motywy znane z „Pikniku na skraju drogi”, a nawet „Solaris” czy „Innych pieśni” zostały wbudowane w iście chandlerowskie rusztowanie. Zabija to nieco atmosferę tajemniczości ocierającej się o grozę, która była udziałem wszystkich trzech wymienionych powieści, ale mimo to jak dla mnie „Nova…” wypada najlepiej z całej trylogii.

Wróćmy jednak do „Pustej przestrzeni”. Podczas lektury cyklu Harrisona zastanawiałem się, do czego to wszystko zmierza, jaki okaże się ostatecznie całościowy jego wydźwięk. Otrzymałem niestety jedynie kilka połowicznych odpowiedzi. Mam wrażenie, że niektóre wątki prowadzone są tak sobie a muzom i nie mają znaczenia dla głównego nurtu fabuły, który właściwie też ciężko określić. Niektóre nitki kończą się gdzieś w przestrzeni (pustej), inne zostają zakończone tak tajemniczo, że do końca nie wiadomo o co chodzi i czy to na pewno koniec, a nawet jak już coś zostanie zamknięte definitywnie, to często nie łączy się z innymi. Taki poszarpany gobelin tkany przez kilku może i niezłych artystów, którzy jednak chyba nie mogli dogadać się co do tego, co chcą finalnie osiągnąć. Zakończenie „Pustej przestrzeni” wyszło interesująco i byłem nim przyjemnie zaskoczony, aczkolwiek nadal uważam, że jest to dobre zakończenie dla pojedynczej części, a nie całej trylogii.

Z rzeczy niepotrzebnych, które autor mógłby sobie darować wymienić, należy nieustanne „rzyganie” oraz wzajemne „rżnięcie” bohaterów, choć o tym drugim raczej się mówi, niż jakoś mocno wchodzi w szczegóły. To już nawet nie jest kwestia jakiegoś dobrego smaku, ale zwykłej powtarzalności – swoją drogą, ciekawe, czy sam autor niemal non stop wypowiadał się w ten sposób o seksie, czy to tłumaczowi tak się spodobało to konkretne słowo, a być może zabrakło mu w domu słownika wyrazów bliskoznacznych. Tak doświadczonego tłumacza, jakim jest Michał Jakuszewski, jednak raczej o to nie podejrzewam. W książce pojawia się też „sranie” i „kutasiki” małych chłopców, ale nie tak intensywnie jak dwa wcześniejsze „motywy”. Nie jestem szczególnym purystą, ale lubię, gdy takie „smaczki” mają umocowanie w fabule, a nie są rzucane ot tak, dla sportu. Cóż, być może nie wyłapałem pewnych subtelnych przesłań ukrytych między mniej subtelnym słownictwem. Nobody’s perfect.

Wbrew pozorom „Pusta przestrzeń” to nie jest zła książka. Jest po prostu na tyle specyficzna, że nie do każdego trafi. Znam parę osób, którym ocenom ufam, a którym proza Harrisona bardzo się podoba. Uczta Wyobraźni słynie w końcu z literackich eksperymentów i, sięgając po pozycje wchodzące w jej skład, trzeba brać pod uwagę, że nie zawsze dany eksperyment będzie kompatybilny z naszym gustem. Ale za to jak już w końcu trafi, to na całego. Nadal mam zamiar zatem próbować, co i każdemu ambitniejszemu czytelnikowi fantastyki niezmiennie zalecam.

 

Korekta: Aleksandra Żurek

 

Autor: M. John Harrisonpusta_przestrzeń_qfant

Tytuł: „Pusta przestrzeń”

Data wydania: styczeń 2013

Wydawnictwo: MAG

Pozostałe dane: Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

Tytuł oryginału: Empty Space

Cykl: Trylogia Traktu Kefahuchiego

ISBN: 978-83-7480-287-1

Liczba stron: 302

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: