Łukasz Orbitowski „Szczęśliwa ziemia”

Łukasz Orbitowski „Szczęśliwa ziemia”


Recenzowała: Natalia Bilska

 

Uważaj na życzenia, albowiem mogą się spełnić i obrócić przeciwko tobie. Nad dolnośląskim miasteczkiem zawisł cień zamku – i cień złej famy – a trudna do sprecyzowana „dziwność” na dobre opanowała okolicę. Wydawałoby się: miejsce jak każde inne, pełne nieudaczników, dorobkiewiczów, kochanków, marzycieli, samozwańczych eksperymentatorów, spiskowców, pijaków i obrońców ładu, a jednak kto tu zajrzy choć raz, nie zapomni o Rykusmyku. Ci natomiast, którzy urodzili się tutaj, na tym skrawku „szczęśliwej ziemi” między zamkiem, rynkiem a zalanym kamieniołomem, będą próbować małych i dużych ucieczek aż pewnego dnia zrozumieją, że nie oddalili się od Ryku nawet na krok. Bo żeby stąd uciec, najpierw trzeba zmierzyć się z tym, co mieszka w podziemiach zamku… albo we własnej głowie.

Pięciu przyjaciół, pięć melodii: jedna urwana w połowie taktu („Chciałbym, żeby to wszystko się skończyło”), druga drżąca i trochę rozpaczliwa („Niech znikną […] Nika i ten bachor”), trzecia wściekła, mocna, oparta na marszowym rytmie („Kasa, w porządku? […] Więc furę szmalu poproszę”), czwarta pełna namiętności i tęsknoty („Tylko miłość”) i piąta, która zamiast koić słuchacza – przeraża go do szpiku kości („Chciałbym przestać słyszeć”). Chłopcy mają po dziewiętnaście lat i całe życie przed sobą. Chcą wyjechać z rodzinnego Rykusmyku na studia, do pracy, żeby kogoś pokochać, coś zdobyć, z czymś wziąć się za bary, ale wydarzenia ostatnich wakacji zmieniają wszystko. Ktoś stchórzy, ktoś zrezygnuje z marzeń, ktoś inny zaryzykuje własną głowę, żeby osiągnąć sukces – nic już nie będzie takie, jak przedtem. Ludzie od wieków schodzą do podziemi, żeby prosić tajemne moce o pomoc, wsparcie, gwiazdkę z nieba, ale nie każdy zdaje sobie sprawę z ceny, jaką przyjdzie mu za to zapłacić. Spełnione życzenia drogo kosztują. Czasem wymagają krwawej ofiary.

Nowa powieść Łukasza Orbitowskiego to ukłon w stronę realizmu magicznego, miks realiów Polski lat 90-tych i tej współczesnej z elementami fantastyki, które przenikają prozę na wskroś. Wędrujemy po świecie pełnym znaków, podwójnych den i powiązań widocznych tylko wtedy, gdy spojrzy się na nie pod odpowiednim kątem. Niepiękni trzydziestoletni zmagają się ze sobą i z rzeczywistością, a w dodatku ciąży nad nimi coś, co z braku innych określeń można by nazwać fatum. Fatum małego miasteczka, z którego się pochodzi, fatum błędnych decyzji, podejmowanych zbyt szybko; fatum niesprzyjających okoliczności, trudnych czasów i własnych strachów, zmuszających do kręcenia się w kółko. Niekończący się piruet. Czy powrót do przeszłości, do punktu zero, pozwoli bohaterom książki zamazać grzechy i zacząć wszystko od początku? Odpowiedź może być tylko jedna. Człowiek zostaje sam na sam z własnymi potworami i nawet, jeżeli w końcu uda mu się je wyplenić, wymieść do czysta spod łóżka czy z lochów pod zamkiem, jego problemy wcale nie znikną. Wręcz przeciwnie, zniknie tylko kozioł ofiarny (a może raczej byk?), na którego do tej pory zrzucało się odpowiedzialność.

„Szczęśliwa ziemia” (swoją drogą, trudno o bardziej przewrotny tytuł), to książka przesycona pesymizmem, bogata w treść i stworzona do analizowania, a jednocześnie silnie działająca na wyobraźnię. Po Rykusmyku wędrują szaleńcy i święci, groza wkrada się w codzienne życie – naznacza krwawym piętnem prowincjonalnego gliniarza, uwzniośla szaleństwo handlarza starociami, splata aureolę nad głową miejscowej wariatki. Bohaterowie są ludźmi z krwi i kości oraz na innym poziomie znaczeniowym, archetypami, od zawsze obecnymi w pamięci zbiorowej. Powieść Łukasza Orbitowskiego można czytać na wiele sposobów, za każdym razem znajdując w niej coś nowego i wartego uwagi.

Każda kolejna książka Orbitowskiego to skok w nieznane, eksperyment i zaskoczenie dla czytelnika. Krok naprzód. Na koncie tego pisarza znajdziemy płody bardziej udane i potomstwo Frankensteina – jak to zwykle bywa w przypadku autora o większym dorobku – jednak wszystkie zwracają uwagę oryginalnością fabuł i „mięsistością” prozy, która nie ucieka ani od kolokwializmów, ani literackich skojarzeń. „Szczęśliwa ziemia” to produkt końcowy pisarskiej drogi – a raczej jednego z odcinków tej drogi, bo przecież Orbitowski nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To nie jest proza czysto rozrywkowa, bazująca na klimacie grozy. Mamy do czynienia z utworem nie tylko dobrze skonstruowanym (co wcześniej nie należało do mocnych stron tego autora), ale i dojrzałym treściowo, mieniącym się znaczeniami. Krótko mówiąc – z powieścią wartą uwagi. Z gorzką, ale i fascynującą, wiwisekcją rzeczywistości.

Korekta: Grzegorz Hammerszczesliwa-ziemia_qfant

  • Tytuł: Szczęśliwa ziemia
  • Data wydania 23 października 2013
  • Autor: Łukasz Orbitowski
  • Wydawca: Sine Qua Non
  • ISBN 978-83-7924-086-9 Liczba stron: 384
  • Cena: 39,90
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: