Lois Lowry, „Dawca”

Lois Lowry, „Dawca”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

 

Od jakiegoś czasu coraz bardziej popularne stają się powieści, które roboczo można określić jako fantastyka problemowa dla młodzieży. Nie tylko powstają nowe książki, ale wydawcy i filmowcy sięgają również po starsze pozycje. Do tego nurtu zaliczam takie utwory jak „Igrzyska śmierci” Collins, „Podzieleni” Shustermana czy „Więzień labiryntu” Dashnera. Podobną estetyką charakteryzuje się także wydana przez Galerię Książki – przy okazji jej ekranizacji – powieść „Dawca” autorstwa Lois Lowry. Ekranizacja okazała się raczej kiepska, gdyż scenarzyści postawili na wyeksponowanie wątku miłosnego, który w pierwowzorze praktycznie nie istnieje, ale na szczęście najpierw sięgnąłem po książkę, co okazało się (jak zwykle zresztą) trafną decyzją.

Jedenastoletni Jonasz z niepokojem czeka na ceremonię dwunastolatków, kiedy to on i wszyscy jego rówieśnicy zostaną przydzieleni do odpowiednich zawodów. Większość kolegów z grubsza wie, czego się spodziewać, on jednak nie ma pomysłu, do jakiej pracy zostanie skierowany. Nie spodziewa się, że czeka go najbardziej zaszczytna i jednocześnie niewdzięczna rola w społeczności – w świecie, który żyje tylko teraźniejszością, przypadnie mu tajemnicza funkcja Odbiorcy Pamięci.

„Dawca” ma cechy fantastyki socjologicznej. Społeczeństwo przyszłości, które z początku przypomina naszą teraźniejszość, ze strony na stronę odkrywa swoją prawdziwą, nieco złowieszczą w swej utopijności naturę. Szybko okazuje się, że wszystko podlega dość pobłażliwej, choć drobiazgowej kontroli – do pewnego wieku dziewczynki muszą nosić wstążki (choć za ich rozwiązanie otrzymuje się tylko żartobliwe upomnienie), rower też przysługuje odpowiednio dużym dzieciom (jednak w praktyce panuje ciche przyzwolenie, by uczyć je na nich jeździć już kilka miesięcy wcześniej), a jedzenia nie wolno wynosić z miejsc przeznaczonych do jego spożywania. Takich zakazów i nakazów jest całe mnóstwo i choć do tych drobniejszych podchodzi się z przymrużeniem oka, to samo ich istnienie jest niepokojące. Jeśli dodać do tego fakt, że dzieci są rodzone przez specjalnie do tego przeznaczone kobiety (nawiasem mówiąc, nie słynące z przesadniej inteligencji) i przydzielane małżeństwom (również odgórnie dobranym) po osiągnięciu odpowiedniego wieku i przystosowania, a ponadto wszyscy począwszy od okresu dojrzewania są chemicznie kastrowani – wyłania nam się obraz systemu totalitarnego. Kojarzy się źle, ale mocną stroną tego przedstawienia jest niejednoznaczność.

Przyzwyczailiśmy się, że system totalitarny jest tak opresyjny, że aż absurdalny – wiele jego założeń służy po prostu do jego utrzymania, do zastraszenia ludności, na czym korzysta pewna grupa uprzywilejowanych. W powieści Lowry – choć człowiek przyzwyczajony do wolności osobistej z miejsca buntuje się przeciwko kontrolowaniu niemal każdego aspektu życia przez system – widać jednak konieczność, celowość, racjonalność. Ten system nie został stworzony po to, żeby zadośćuczynić czyimś ambicjom czy przyczynić się do wzmocnienia państwa kosztem obywateli – nie, wynika on z czystego pragmatyzmu, z panujących warunków. Służy przetrwaniu, komfortowi i bezpieczeństwu. I właśnie dlatego ta wizja jest tak poruszająca, nie mamy tu bowiem do czynienia z systemem złym, a nieludzkim. I to nawet nie w sensie pejoratywnym, ale zupełnie neutralnym. Tę nieludzkość, ślepotę na uczucia i jednostkę kosztem dobra społeczności (społeczności, nie jakiegoś abstrakcyjnego „państwa”) symbolizuje pozbawienie ludzi możliwości postrzegania kolorów. Wszystko ma być jednakowe, góry wyrównane, klimat jednostajny, ludzie kierujący się bezmyślnie tym samym kodeksem. Początkowo, podobnie jak bohater, nie wiemy, że w tym świecie nie ma kolorów, ciężko bowiem uświadamiać sobie brak czegoś, czego się nigdy nie miało. Kiedy jednak zaczynają się one pojawiać, kiedy Jonasz wstępuje w kolejne stopnie wtajemniczenia i poznaje kolejne wspomnienia, zaczyna pragnąć czegoś więcej niż szarej rzeczywistości, w której żył i dobrze funkcjonował dotychczas. Początkowo jest oburzony, że ktoś obrabował go z tego wszystkiego, z kolorów, uczuć, śniegu i morza. Później jednak poznaje na własnej skórze również ból i cierpienie, potworności wojny, głód, opuszczenie i strach. I przychodzi refleksja – może jednak koszty nie są zbyt wysokie, jeśli dzięki nim unika się tak strasznych rzeczy?

Lois Lowry cały czas lawiruje w „Dawcy” właśnie wokół takich pytań, aktualnych również w dzisiejszych czasach: czy bezpieczeństwo jest warte utraty wolności? czy ludzie zawsze dążą do samozagłady? czy zostawienie im wolnego wyboru zakończy się klęską? czy istnieje tylko to ostateczne rozwiązanie przedstawione w książce, a może jednak można dojść do jakiegoś złotego środka, który pozwalałby zachować bezpieczeństwo i komfort, nie zabijając przy tym uczuć i indywidualności każdego z nas? Jonasz, poznawszy wszystkie za i przeciw, w końcu wybiera, zresztą zgodnie z przewidywaniami i oczekiwaniami, lecz w refleksyjnym czytelniku pozostają wątpliwości: czy na pewno jest to wybór właściwy?

 

Korekta: Katarzyna Tatomir978-83-64297-29-8_dawca_okladka4.indd

  • tytuł oryginału The Giver
  • wydawnictwo Galeria Książki
  • data wydania 20 sierpnia 2014
  • ISBN 9788364297298
  • liczba stron 296

 

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: