Lindsey Kelk „Historia pewnej dziewczyny”

Lindsey Kelk „Historia pewnej dziewczyny”


Recenzowała: Sylwia Zazulak

 

Bridget Jones stała się legendą i w tej kwestii nie ma dyskusji. W książki Helen Fielding zaczytują się kobiety z całego świata, a każda z nich szuka w szalonej Brytyjce odrobiny siebie. Dodatkowo, owa niewiasta zyskała zaszczytny tytuł „archetypu” dla pisarzy, którzy pragną w podobnie zabawny, ciepły i chwytliwy sposób napisać powieść o kobiecie. Lindsey Kelk tych zapożyczeń nie ukrywa – dumnie wystawia je na pierwszy plan, lecz niekoniecznie z dobrym skutkiem.

„Historia pewnej dziewczyny” to opowieść, nomen omen, o dziewczynie. Dwudziestoośmioletnia Tess niespodziewanie traci pracę, przyjaciela i kontakt z matką. W związku z tym postanawia coś w swoim życiu zmienić. Dlaczego by tak nie zmienić tożsamości? Podając się za swoją współlokatorkę, Vanessę, wyjeżdża na Hawaje, aby jako fotograf zrobić sesję zdjęciową dla magazynu mody. Poznaje tam nieziemsko przystojnego Nicka, również nią zainteresowanego. Tess będzie musiała podjąć trudną decyzję – przyznać się, kim naprawdę jest, czy oszukiwać i wrócić do domu, do swojego poprzedniego życia.

Ta powieść wzbudziła we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony czytało się ją naprawdę miło i z ogromną przyjemnością, wręcz czując ciepło Hawajów na policzku. Z drugiej jednak mało oryginalna fabuła, przewidywalność akcji i jednopłaszczyznowi bohaterowie irytowali mnie. Początek zapowiadał się obiecująco – moment utraty pracy, lawiny tragedii osobistych, które co prawda dla większości nie byłyby większymi problemami, ale dla delikatnej i zagubionej Tess – tak. Wprowadzenie i pierwsze kilka rozdziałów dosłownie pochłonęłam, chcąc jak najszybciej wiedzieć, co będzie dalej.

A dalej było rozczarowanie. Właściwa akcja, dziejąca się na Hawajach, momentami była nudna i nazbyt przeciągnięta. Wieczne rozważania Tess na temat jej kręconych włosów, chroniczny brak wiary w samą siebie oraz dramatyzowanie i zapijanie wszystkiego winem jest raczej słabą kopią wspomnianej wcześniej Bridget Jones, aniżeli godną aluzją. Relacje z osobami poznanymi na Hawajach, mimo że są tak różne, wydają się jednakowe. Dziennikarz Nick był kreowany na seryjnego podrywacza mającego problemy ze stałymi związkami, na dodatek egocentryka i chama po przejściach, ale dla mnie okazał się jedynie przeciętnym gościem, który czasami powie coś niesamowitego. Nie wzbudził we mnie żadnych emocji, a jego rozmowy z Tess były bezpłciowe – nie czułam ani napięcia, ani chemii między nimi. Podobnie rzecz się miała z Kekipi. Chociaż był „głosem rozsądku” i dobrym przyjacielem Tess podczas jej spontanicznego wyjazdu, poza kilkoma zabawnymi kwestiami i sytuacjami w ogóle się nie wybijał, chociaż pojawiał się w większości powieści.

„Historia pewnej dziewczyny” to powieść dla tych, którzy pragną spędzić wieczór, odpoczywając z niewymagającą książką. Mężczyznom kompletnie odradzam. Świetny początek i średnia treść zerują się nawzajem, a zakończenie dodaje odrobiny tajemniczości do całej fabuły, dlatego nie warto odrzucać tej powieści w przedbiegach. Sądzę jednak, iż na półce w księgarni na dziale z literaturą kobiecą znajduje się wiele lepszych tytułów (i nie mówię tutaj tylko o legendarnej Bridget!).

Korekta: Katarzyna Tatomir

  • Tytuł oryginalny: About a Girl
  • Wydhistoria-pewnej-dziewczyny-qfantawnictwo: Zysk i S-ka
  • Tłumaczenie: Beata Rosadzińska
  • Data wydania: 28 lipca 2014
  • Liczba stron: 448
  • ISBN: 9788377854846

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: