Lauren Weisberger, „Zemsta ubiera się u Prady”

Lauren Weisberger, „Zemsta ubiera się u Prady”


Recenzowała: Jagoda Wochlik

Naczelna idiotka końca XX wieku powraca

            Gdy czytałam „Diabeł ubiera się u Prady”, chodziłam jeszcze do liceum. Było to moje pierwsze i od tamtego momentu jedyne spotkanie z prozą pani Weisberger. Z lektury książki w zasadzie pamiętam niewiele poza zakończeniem oraz sceną, w której bohaterka przeżywa, że przymarzają jej końcówki włosów, bo jest mróz tak straszliwy, jakiego świat jeszcze nie widział. A parę linijek dalej pojawia się informacja, że są dwa stopnie na minusie. Były to też czasy, gdy na ekrany kin wchodziła ekranizacja książki z Meryl Streep w roli Mirandy Pristley i cudowną Anne Hathaway w roli Andy. Tyle, że jej Andy była urocza – trochę zagubiona, to prawda, ale inteligentna, zabawna, z poczuciem humoru. Natomiast książkowa Andy… szkoda słów.

            Do naszej bohaterki powracamy w dziesięć lat od momentu, gdy kończy się akcja „Diabła”. I to na dodatek w przeddzień jej ślubu. Andy ma cudownego, kochającego i (a jakże!) bogatego narzeczonego oraz swoje własne pismo, które założyła wraz z Emily. Tak, tak, tą samą Emily z „Runwaya”. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dwie sprawy – po pierwsze bohaterki otrzymują propozycję zakupu ich pisma przez wydawnictwo Eliasa&Clarka, co wiąże się z powrotem w kierat do Mirandy. Po drugie Andy dowiaduje się, że jest w ciąży.

            „Zemsta ubiera się u Prady” to taka opowiastka z życia nowojorskiego high life’u. Wszyscy tam żyją przyjęciami, spotkaniami, a padające mimochodem sumy przyprawiają o zawrót głowy. Czytałam i zastanawiałam się z niedowierzaniem: „Czy ludzie naprawdę tak żyją?” Z „Diabłem” jest taki problem, że mało jest diabła w „Diable”. Weisberger właściwie nie miała pomysłu na książkę. Miranda jest tu w zasadzie bardziej cieniem snującym się po stronach i pojawiającym się w retrospekcjach niż postacią uczestniczącą w akcji. To raczej wspomnienie, które do dziś sprawia, że Andy budzi się z krzykiem, niż autentyczna osoba z krwi i kości. Widać, że praca u niej wywarła na życie bohaterki nieodwracalny wpływ, czego w części pierwszej aż tak bardzo się nie wyczuwa. Jednakże powieść jest przede wszystkim festiwalem pieluszek, opisem blasków i cieni macierzyństwa, kryzysów małżeńskich i powrotów dawnych miłości. Trzy czwarte książki to opis spotkań grupy wsparcia świeżo upieczonych matek, radzenia sobie z pozostawianiem dziecka z opiekunką i powrotem do normalnej sylwetki sprzed ciąży, etc. I właściwie nie wiadomo, kto i na kim miałby dokonywać tytułowej zemsty. Czy to Andy mści się na Mirandzie, odnosząc sukces na rynku wydawniczym, czy to Miranda mści się na Andy za odejście z pracy, próbując jej to pismo podkupić i odebrać?

            Dobrnęłam do końca tej książki. Ale to jest właściwe słowo: „dobrnęłam”. „Zemsta ubiera się u Prady” jest powieścią nieciekawą i napisaną bez pomysłu. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać sobie o pieluszkach i rozterkach młodej matki, proszę bardzo. Polecam w zasadzie tylko tym, którzy mają ochotę dowiedzieć się, co też dalej przytrafiło się Andy, tej czołowej płaczce końca XX wieku. Ale jeśli spodziewacie się sympatycznej, inteligentnej, zabawnej dziewczyny, którą starała się wykreować Anne Hathaway, to zawiedziecie się sromotnie. Andy z książki Weisberger to „klekotka-idiotka” – takiego określenia na swoje koleżanki z pracy używa filmowa Andy. Nazwa pochodzi od słowa „klekotać”, dźwięk ten mają bowiem wydawać szpilki, gdy kobieta idzie po marmurowej powierzchni. I jest to najmilsza rzecz, jaką jestem w stanie o niej powiedzieć.

Korekta: Aleksandra Żurekzemsta-ubiera-sie-u-prady-b-iext23215590

  • Autor: Lauren Weisberger
  • Tytuł: „Zemsta ubiera się u Prady”
  • Tytuł oryginału “Revenge Wears Prada: The Devil Returns”
  • Wydawnictwo: Albatros
  • data wydania: 9 października 2013
  • ISBN 9788378857013
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: