Lauren Beukes, „Lśniące dziewczyny”

Lauren Beukes, „Lśniące dziewczyny”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

 

Debiutancka powieść Lauren Beukes, „Zoo City”, zebrała na świecie wiele pochwał i szybko urosła do rangi bestsellera. Nowa książka autorki z RPA nie wywołała już tak szerokiego echa, niemniej wydawnictwo Rebis poszło za ciosem i dzięki temu od jakiegoś czasu możemy przeczytać po polsku również „Lśniące dziewczyny”. Beukes zrezygnowała tym razem z lokalnego kolorytu swojej ojczyzny na rzecz „swojskiego” Chicago, lecz nawet i bez tego dodatkowego atutu poradziła sobie bardzo dobrze.

Uciekający przed linczem za morderstwo włóczęga przypadkiem wchodzi w posiadanie klucza. Za jego sprawą trafia do tajemniczego Domu, dzięki któremu może przenosić się w czasie. Dom jednak wykorzystuje go, by zabijał w przyszłości młode kobiety. Jedną z przewidzianych ofiar jest Kirby, której cudem udaje się przeżyć brutalny atak nieuchwytnego mordercy – od tej pory jej obsesją staje się złapanie swojego prześladowcy. Paradoksalnie, by mieć szansę to zrobić, musi ponownie zwrócić na siebie uwagę przekonanego o jej zgonie podróżującego w czasie zwyrodnialca.

Podróże w czasie kojarzą się zwykle z science fiction. Beukes wykorzystała jednak ten motyw dla ubarwienia powieści, która w swym fundamencie jest kryminałem. Niesie to za sobą pewne implikacje. Przede wszystkim podróżowanie w czasie w „Lśniących dziewczynach” nie ma żadnej podbudowy naukowej ani choćby teoretycznej, przypomina magię. Z tej przyczyny ciężko zrozumieć prawa, które pozwalają przewidzieć i sterować tym zjawiskiem. Najbardziej zainteresowany, czyli wspomniany morderca, po prostu podąża za instynktem, za bezsłownymi instrukcjami Domu. Owszem, prowadzi drobne eksperymenty, dzięki którym zna graniczne lata, w obrębie których może podróżować, w pewnym momencie próbuje także dla urozmaicenia zmienić kierunek pętli czasowych, w których najpierw przygotowuje, a potem zabija upatrzone kobiety, ale generalnie traktuje całą sytuację jak coś naturalnego i płynie z prądem. Nie zastanawia się choćby nad tym, co stałoby się, gdyby próbował zmienić to, co w jego teraźniejszości już się stało. Wręcz przeciwnie, dopełnianie pętli poprzez doprowadzenie do wydarzeń, które już się wydarzyły, sprawia mu przyjemność i swoje czyny uważa za właściwe.

Zarówno wykorzystanie wspomnianego motywu, jak i jego poprowadzenie jest proste i klarowne. W innego typu powieści można by uznać to za zarzut, u Beukes sprawdza się jednak świetnie. Choć zatem daty niemal co rozdział skaczą o kilkadziesiąt lat w jedną i w drugą stronę, to nie wpływa to na przejrzystość akcji, gdyż cały czas mamy do czynienia z subiektywną teraźniejszością głównego bohatera, jego działania przedstawione są we właściwej kolejności. Pomijam kilka wyjątków, które wprowadzają odrobinę zamieszania, ale wpływają tylko pozytywnie na stopniowanie napięcia i zanadto nie rozpraszają.

To, co rozczarowuje, to fakt, że sprawa nie zostaje do końca wyjaśniona. Spodziewałem się, że autorka odkryje przed czytelnikiem tajemnicę Domu – czym jest, skąd się wziął, dlaczego pragnie śmierci i dlaczego akurat tych osób i w taki, a nie inny sposób. Niestety jedyne, co można znaleźć, to kilka mglistych sugestii, z których ciężko wyciągnąć jakieś wnioski.

„Lśniące dziewczyny” to kolejna dobra powieść Lauren Beukes. Autorka po raz kolejny pokazała, że ma pomysł na fabułę i potrafi łączyć znane motywy i konwencje w taki sposób, by powstało coś zarówno niepowtarzalnego i zgrabnego, jak i prostego i niewymagającego. W efekcie mamy książkę, która powinna zadowolić i miłośników kryminału, i fantastyki, którzy szukają solidnej literackiej rozrywki na wysokim poziomie.

 

Korekta: Katarzyna Tatomir

lsniace  do promocji

  • tłumaczenie Katarzyna Karłowska
  • tytuł oryginału The Shining Girls
  • wydawnictwo Rebis
  • data wydania 18 marca 2014
  • ISBN 9788378184201
  • liczba stron 416

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: