Krzysztof Kochański, „Zabójca czarownic”

Krzysztof Kochański, „Zabójca czarownic”


Autor: Tomasz Orlicz

Po lekturze „Zabójcy czarownic” Krzysztofa Kochańskiego nasunęło mi się jedno, dominujące spostrzeżenie: opowiadania zostały napisane, poskładane, czy też skompilowane (na poziomie podświadomego przekazu?) z założeniem ich refleksyjności - w możliwie jak najbardziej otwartej formule fantastyczności, a także, albo może przede wszystkim, w formule otwartych zakończeń. 
Zabójca czarownic, Nik Anders, jest zmuszony walczyć z samym sobą (chociaż... może jednak z czarownicą?). Astel Wendeek, łyżwiarz, który (być może) już za chwilę przestanie być łyżwiarzem, przemierza lodowe pustkowia planety Alceda. No i przede wszystkim dom, któremu zebrało się na sentymentalne poszukiwania, związane z koniecznością zapełnienia „pustki” swego wnętrza lokatorami. Można by powiedzieć, że na pierwszy rzut czytelniczego oka wszystkie historyjki są jakieś takie niedorobione, wyjeżdżające niebezpiecznie poza nawias książki, dosięgające co rusz filozoficznych rozważań i zmuszające czytelnika do dodatkowego wysiłku intelektualnego.
Muszę zaznaczyć, że po przeczytaniu dwóch pierwszych opowiadań zbiorku miałem przemożną ochotę rzucić książką Kochańskiego w kąt. No bo jakże to tak?! Żeby obarczać czytelnika alternatywnymi zakończeniami, które snuły się potem w mojej głowie, podszeptując na tysiące sposobów tysiące rozwiązań? W przypadku tego zbioru ośmiu opowiadań mamy do czynienia z niezwykle sympatycznym zabiegiem. Zazwyczaj pisarz konstruuje fabułę dzieła literackiego jako wersję ostateczną – skończoną, w pełni skompletowaną wizję. Jest „tak i tak”, bo „tak” ma być i basta. Należy czytać. I zero gadania. Tymczasem „Zabójca czarownic” zdaje się zapraszać czytelnika do intelektualnej dyskusji, bezlitośnie skłaniając do przemyśleń.Podejrzewam, że taki rodzaj twórczości może się co niektórym czytelnikom nie podobać. Znalazł jednak i na to Kochański sposób w postaci kreacji nowych światów, zasłużenie pretendujących do miana bardzo fantastycznych. Obce planety, których odmienność autor opisuje w kilku zdaniach, zapraszają do przygody. Rozważania nad bytem i niebytem świadomości. Wreszcie obca Ziemia, którą po latach hibernacji odkrywa pewien niepozbawiony sumienia smok. Zaprezentowany miszmasz tematyczny sprawia, że nie sposób „Zabójcy czarownic” zaszufladkować i wskazać jego ściśle określony typ czytelnika.

Co prawda potknąłem się i nieco zawiodłem na tytułowym opowiadaniu, co niewątpliwie może być ledwie oznaką mego postępującego z wiekiem subiektywizmu, lecz nie rozczarowałem się dalszą lekturą. Zwłaszcza „Domem spotykającym chłopca” i „Naletnikiem, wciąż ognistym”. Szczególnie pomysłowością, skrzącą się kolejnymi kreacjami wymyślnych fabuł. Przede wszystkim jednak jestem mile zaskoczony baśniowością, która - dzięki zabiegom autora – mogła się wkraść w niemal każdą z opisywanych historii.

Prosty, oszczędny język, niosący niebanalne treści. Polecam czytelnikom, którzy muszą co jakiś czas doładować akumulatorki wyobraźni.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: