Konrad T. Lewandowski, „Śląskie dziękczynienie”

Konrad T. Lewandowski, „Śląskie dziękczynienie”


Nadkomisarz Jerzy Drwęcki, główny bohater powieści, którą miałem okazję przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego, i to jeszcze zanim znalazła się na półkach księgarń, to godny przedstawiciel panteonu wypełnionego takimi adwersarzami świata zbrodni, jak Sherlock Holmes, Herkules Poirot, Philip Marlowe oraz bardziej współczesnymi, typu Colombo, John McKlein i oczywiście nasz rodzimy porucznik Borewicz. Warto wspomnieć także o Bednarskim, który przechadzał się ulicami tej samej międzywojennej Polski, co Drwęcki. Książka będzie  zaskoczeniem dla tych, którzy spodziewają się poznać przygody sztampowego macho lub też wymuskanego elegancika w cylinderku. Oczywiście pan Jerzy potrafi zarówno solidnie komuś przyłożyć, jak i wypalić w czyjś łeb całym magazynkiem ołowiu, gdy zajdzie taka potrzeba, a w innej sytuacji wskoczyć we frak i brylować na salonach – ale nie będzie eskalował tych zachowań ponad miarę. W odróżnieniu od wymienionych wcześniej kolegów po fachu Drwęcki nie jest typem samotnika skłóconego z innymi stroniącego od życia rodzinnego, ma bowiem żonę i dzieci, których kocha i ani myśli zaniedbywać. Doskonale socjalizuje się też z ludźmi, tak z salonów, jak i nizin społecznych. Jest powszechnie szanowanym, wiernym swoim zasadom człowiekiem, który poświęca życie walce z przestępczością i obronie praworządności, czyli rzetelnemu wykonywaniu zawodu policjanta w świeżo wyzwolonej ojczyźnie.

slaskie_dziekczynienie_qfant„Śląskie dziękczynienie” jest moim drugim spotkaniem z tą wykreowaną przez Lewandowskiego postacią (pierwszym były „Elektryczne perły”, których recenzję takżę możecie przeczytać na naszym portalu), a piątą książką z całego cyklu. Tym razem nadkomisarz zostaje wysłany przez pułkownika Wieniawę-Długoszewskiego do Katowic z nieoficjalną misją polityczną. Dostaje za zadanie przywrócenie do porządku Wojciecha Korfantego, bohatera wojennego ze sporymi zakusami na władzę i bogactwo. Oficjalnie Drwęcki jedzie tam, by szkolić kadrę podoficerską. Jednak zarówno szkolenie, jak i misja polityczna zaczynają się komplikować, a sprawa kryminalna, w którą się po drodze wplątuje, jest o wiele większa, niż mu się początkowo wydaje. Oprócz tych dwu problemów na głowę Jerzego niespodziewanie spadają obowiązki wychowawcze, pomimo że całą rodzinę zostawił w Warszawie. Jak sobie z tym wszystkim poradzi? Dowiecie się z lektury książki.

Lewandowski ma rzadki dar łączenia klasycznej powieści detektywistyczno-policyjnej z opowieściami obyczajowo-historycznymi. Podejrzewam, że wiedzą o dwudziestoleciu międzywojennym, którą posiadł, tworząc cykl o Drwęckim, mógłby zaskoczyć niejednego historyka. Czytając książkę, miałem wrażenie wessania czasoprzestrzennego. Zauważcie, że Śląsk, jako dwunarodowy tygiel – ze swoistą kulturą, historią oraz językiem – jest trudnym miejscem powieściowej akcji. Lewandowski poradził sobie z tymi trudnościami wyśmienicie. Ślązacy godoją po śląsku, w familokach rozrabiają dzieciaki, ich ojcowie pamiętający powstania śląskie wspominają dawne czasy, gdy walczyli ramię w ramię na różnych frontach. A elity? Elity bawią się na przyjęciach, nie zważając na ubóstwo plebsu, który przelewał za nich krew.

Oprócz Drwęckiego w „Dziękczynieniu” dostajemy wspaniałą galerię innych bohaterów, do których bardzo szybko zaczynamy żywić jakieś uczucia. Do jednych litość, do drugich sympatię, a jeszcze innym zaczynamy życzyć jak najgorzej, o braku chęci podania ręki już nie wspomnę. Ta udana kreacja bohaterów potęguje proces wsiąkania czytelnika w świat książki i uniemożliwia oderwanie się od niej do ostatniej strony. Pojawiają się nawet pewne elementy zagraniczne (w przenośnym i dosłownym znaczeniu tego słowa) zza o wiele dalszej niż polsko-niemiecka granicy. Ale więcej nie powiem.

Wszystkim tym obdarzonym ambicjami i dążeniami postaciom autor dał do odegrania misterne i pełne zaskakujących zwrotów akcji przedstawienie. Mnie osobiście rozwiązanie zagadki zadowoliło. Jest realne, lecz zaskakujące, no i oczywiście bardzo dobrze wplecione w realia epoki. Jeśli lubicie porządnie napisane historie detektywistyczne, z krwistymi, pełnymi emocji i przywar postaciami, także będziecie kontenci.

Na koniec chciałbym wspomnieć o warsztatowej warstwie książki. O dialogach już mówiłem, ale dodam, że wierna, lecz całkowicie dla wszystkich zrozumiała, stylizacja językowa pozwala odczuć klimat katowickich podwórek i salonów. Czytając niektóre dialogi, rechotałem szczerze ubawiony ze śmiechu (co nie zdarza mi się zbyt często), inne wprawiły mnie w gorzką zadumę.

Opisów jest tyle, ile potrzeba, autor nie zmęczył mnie ponad miarę – jak to niektórzy potrafią – nudnym skupiskiem detali, o których każdy czytelnik zapomina po przełożeniu kartki i które nic nie wnoszą. Z lektury „Dziękczynienia” nigdy nie zapomnę fenomenalnie sugestywnej sceny świniobicia, podczas czytania której zrobiłem się diabelnie głodny i dużo bym dał, by usiąść razem z bohaterami nad miską krupnioków.

Może przejdźmy teraz do wad książki. Jakich wad?!? Od wczoraj, a właściwie dzisiaj rana (Wybiła druga, gdy skończyłem czytać i siłą nie pozwoliłbym się zapędzić do łóżka, zanim nie doszedłem do ostatniej strony), zastanawiałem się nad tym, jak dołożyć łyżkę dziegciu do swojej recenzji, by nie zdała się odbiorcom przesłodzona. I naprawdę nie mam zielonego pojęcia, do czego mógłbym się przyczepić. Ciekawe tło historyczno-urbanistyczne, barwnie postacie, wciągające opisy, zręczna fabuła z przemyślanym finałem. Chyba nie można od książki wymagać niczego więcej? Nawet okładka zapewne ładnie by wyglądała na półce. Ja niestety dostałem tak zwaną szczotkę, nad czym ubolewam, ale cóż, taka jest cena czytania książek przedpremierowych. Poza tym drobnym żalem jestem w pełni ukontentowany, gdyż z literackiego punktu widzenia otrzymałem to, czego oczekiwałem, czyli wysoce atrakcyjny i wydajny wsysacz czasu (siedem godzin z książką upłynęło, nie wiem kiedy). Polecam „Śląskie dziękczynienie” Konrada T. Lewandowskiego nie tylko miłośnikom kryminału, ale wszystkim wielbicielom dobrej literatury. Zaręczam, że się nie zawiedziecie na tej powieści i będziecie tak jak ja oczekiwać na kolejny tom przygód Drwęckiego, umilając sobie ten czas sięganiem po tomy, których jeszcze nie pochłonęliście.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: