Konrad T. Lewandowski „Czas egzorcystów”

Konrad T. Lewandowski „Czas egzorcystów”


Recenzował: Damian Drabik

Na terenie Warszawy grasuje seryjny morderca. Giną młodzi ludzie. Okazuje się, że ofiary powiązane są z tutejszym egzorcystą. Do sprawy przydzielony zostaje komisarz Louvain, były oficer SB, który obecnie ma bardzo dobre stosunki z kościołem. W rzeczywistości jednak nikt – nawet on sam – do końca nie wie, czy to prawdziwe nawrócenie czy wystudiowany cynizm. Tak w zarysie prezentuje się fabuła najnowszej powieści kontrowersyjnego Konrada T. Lewandowskiego. Autor popularnego cyklu fantasy o Ksinie oraz kryminałów z komisarzem Drwęckim, tym razem zagląda do współczesnej Warszawy, poruszając tajemnice duchownych i kreśląc mroczną i brutalną opowieść o złu czającym się w ludzkiej naturze.

Charakterystyczni dla „Czasu egzorcystów” są fatalnie napisani bohaterowie, być może barwni, ale pozbawieni jakiejkolwiek wiarygodności. To postaci papierowe, a w dodatku przesiąknięte stereotypami. Katolik u Lewandowskiego jest zwolennikiem Radia Maryja, wyznaje teorie smoleńskie, jest skrupulatny w wyliczaniu sobie grzechów, a na dodatek pokutuje i umartwia się, gdy obejrzy stację przeciwnego obozu poglądowego. A gdy idzie na pierwszą randkę, to tylko do kościoła. W zasadzie jedynym odstępstwem od tego stereotypu w „Czasie egzorcystów” jest główny bohater, który – choć chrześcijaninem jest wątpiącym – pokazuje, że autor widzi także zwyczajnych, nieprzerysowanych wierzących. Inna sprawa, że postać Louviana miała potencjał, by z jego wewnętrznych rozterek wycisnąć więcej – na tle tego rodzaju intrygi można było pogłębić jego rys psychologiczny, ukazać wewnętrzne zmagania. Tymczasem Lewandowski potraktował jego rozbicie na tyle pobieżnie, że w sumie mało mnie obchodziło, czy komisarz wierzy czy nie. Poza nim wszystkie postacie są jednowymiarowe i płaskie, w dodatku nie grzeszą inteligencją. Niekiedy również autor traktuje czytelnika jak nierozumne dziecko. Nie wystarczy mu, że raz wytłumaczy czytelnikowi, że jeden z bohaterów jest niezdolnym do uczuć psychopatą – będzie mu wkładał w usta słowa dotyczące jego „nieczułości” za każdym razem, gdy się odezwie, żebyśmy przypadkiem tego nie przeoczyli.

Lewandowski pisze o tym, jak łatwo jest manipulować odbiorcami za pomocą mediów. O tym, jak osobista tragedia, przy jednoczesnym wpływie charyzmatycznego kierownika, może zaślepić człowieka i wyciągnąć z niego prawdziwe zło. I wreszcie o tym, jak policja chcąc uniknąć skandali, zamyka sprawy i przypisuje morderstwa niezwiązanym z konkretnymi zbrodniami oprychom. W dużej mierze jednak autor skupia się na polskim klerze, opisując duchownych jako tych, którzy sprawują faktyczną władze, trzymając w garści chociażby policję. Sam Louvain to buntownik, człowiek jak najbardziej wartościowy i poszukujący Boga, lecz zdecydowany wróg katolickich hierarchów i skrywanych przez duchownych brudów – jedyny sprawiedliwy pośród wszechobecnego zepsucia.

Trzeba przyznać, że „Czas egzorcystów” to po prostu sprawna, rzemieślnicza robota, zaplanowana jako niezobowiązująca rozrywka i sprawdziłaby się jako taka znakomicie, gdyby nie powyższe wady. Fabularnie powieść jest intrygująca, w dodatku napisana prostym językiem, dzięki czemu można ją w zasadzie przeczytać w jeden wieczór. Niestety historia rozbija się o nieciekawych i jednowymiarowych bohaterów. Lewandowskiemu brakuje wiary w intelekt czytelnika i to się czuje w trakcie lektury. Reszta to już schematy. Można odnieść wrażenie, że autor bez problemu mógł wycisnąć ze swojej opowieści znacznie więcej, ale poszedł po najprostszej linii oporu – szczególnie widać to na przykładzie głównego bohatera.

Korekta: Grzegorz Hammer

237053_czas-egzorcystow_627

  • Rok wydania: 2014
  • Stron: 364
  • oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
  • Format: 140x205
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: