Kendare Blake, „Anna we krwi”

Kendare Blake, „Anna we krwi”


Autor: Jagoda Wochlik

Zaczęło się całkiem niewinnie. Jak zawsze, gdy sięgacie po książkę, o której absolutnie nic nie wiecie. Nazwisko autora nic wam nie mówi. Nie czytaliście streszczenia na tylnej stronie okładki. W tej chwili książka to dla was tabula rasa. Może się w niej kryć wszystko. Dlaczego więc wzięliście ją do ręki? Pewnie zadziałała ładna, kusząca, tajemnicza okładka. Bo czy brunetka w białej sukience poplamionej krwią, stojąca we mgle przed rozpadającym się domem nie działa hipnotyzująco? A może to kwestia chwytliwego, intrygującego tytułu „Anna we krwi”? Trudno powiedzieć. Ale kiedy bierzecie książkę do ręki, już was ma. To nic, że niczego się po niej nie spodziewacie, nie macie żadnych oczekiwań. Anna już was ma.

„Anna we krwi” to opowieść o Tezeuszu Cassio, siedemnastoletnim zabójcy duchów. I nie jest to wcale błąd logiczny. Owszem, Cass zajmuje się zabijaniem duchów, które po własnej śmierci wiodą życie (czy może raczej nieżycie) i ogarnięte są tylko jedną myślą, jednym pragnieniem: mordowania żyjących – najczęściej w sposób, w jaki same zginęły. Chłopak wraz z matką podróżuje po kraju, polując na kolejne zjawy. Jego najnowszą ofiarą ma stać się Anna Korlov, niezwykle brutalna i potężna zjawa z Thunder Bay. Tezeusz napotyka jednak na pewne kłopoty.

Powieść zasługuje na kilka pochwał. Przede wszystkim za konstrukcję głównego bohatera, jest nim bowiem nastoletni chłopak. Rzadko bywa, by to chłopak był bohaterem powieści, moim zdaniem przeznaczonej przede wszystkim dla dziewcząt. Należy pochwalić Kendare Blake również za to, że uczyniła Cassa bohaterem pełnokrwistym – pojmującym świat w sposób zdroworozsądkowy, z analitycznym umysłem i ironicznym podejściem do rzeczywistości i rówieśników. Nierzadko czytając jego komentarze do sytuacji, można się uśmiechnąć pod nosem, a nawet szczerze zaśmiać.

Ciekawe jest też połączenie gatunków, które zaproponowała nam autorka „Anny we krwi”. Mamy tu mocne elementy horroru (choć oczywiście w wersji dla nastolatków; King to nie jest, byśmy się dobrze zrozumieli), w którym dość często ręka i noga oraz jelita latają po ścianach. „Anna we krwi” to także romans. Czytelnik ma możliwość obserwować uczucie rozwijające się między łowcą i jego ofiarą. Uczucie rodzące się, oczywiście, wbrew zdrowemu rozsądkowi i poza kontrolą głównych bohaterów. Mamy wreszcie typową powieść fantasy, w której na pograniczu świata zwykłych śmiertelników istnieje także inna rzeczywistość. Wymiar dusz tak sfrustrowanych swoją nagłą lub tragiczną śmiercią, że mordują kolejne ofiary, by choć na chwilę poczuć ulgę.

Powieść nie jest jednakże pozbawiona wad. Czytelnik spodziewa się oczywiście, że między Anną i Cassem coś się wydarzy. Ich uczucie wydaje się jednak pojawiać jakby znikąd, na siłę. Autorka tłumaczy to faktem, iż byli sobie przeznaczeni jeszcze zanim się spotkali, ale mnie to nie przekonuje. Ich miłość wydaje się sztuczna. Nie rodzi się, nie rozwija, nie ewoluuje. Po prostu jest. Uważam, że należałoby to rozwiązać inaczej.

Drugim minusem jest mocno kulejący świat przedstawiony. Anna jest duchem. Wspomina się, iż potrafi unosić się w powietrzu lub przenikać ściany, a jednak nie przeszkadza jej to nosić wraz z innymi ciężkich kartonów. Jakby autorka czasami zapominała, że Anna Korlov nie jest normalną, żywą dziewczyną, lecz zjawą. Poza tym w trakcie rozwoju akacji kilka osób pada trupem. I jakoś nikogo to nie dziwi, a bohaterowie załatwiają wszystko bzdurnymi historyjkami opowiadanymi policjantom. Tu znów pojawia się mało przekonujące tłumaczenie, iż ludzie nie chcą dostrzegać tego, co nierzeczywiste. Owszem, zgoda, ale też bez przesady. Droga pani Blake, musimy zgodzić się też na to, iż ludzie nie są idiotami i nawet jeśli nie chcą przyjmować do wiadomości, że są na niebie i ziemi rzeczy, o których nie śniło się filozofom, to jednak mają swoje granice niedostrzegania pewnych zjawisk. Wątek osnuty wokół śmierci ojca głównego bohatera też zdaje się kupy nie trzymać.

Po lekturze „Anny we krwi”, jeśli podchodzi się do niej bez absolutnie żadnych oczekiwań, można stwierdzić, że nie jest źle, ale mogło być lepiej. Powieść autorstwa Kendare Blake ma swoje niezaprzeczalne atuty, ale ma też niedociągnięcia, które być może (a może nawet prawie na pewno?) młodemu czytelnikowi, dla jakiego jest przeznaczona, nie powinny przeszkadzać.

 

Korekta: Iga Pączek

 

Autor: Kendare Blakeanna_we_krwi_qfant

Tytuł: „Anna we krwi”

Data wydania: kwiecień 2012

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Pozostałe dane: Tłumaczenie: Grzegorz Komerski

Tytuł oryginału: „Anna dressed in blond”

Cykl wydawniczy: „Anna” tom 1

ISBN: 978-83-7839-109-8

Liczba stron: 320

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: