Ken Liu, „Królowie Dary”

Ken Liu, „Królowie Dary”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

Ken Liu zdążył sobie do tej pory wyrobić markę autora dobrych opowiadań. Na zachodzie zgarnął parę ważnych nagród, po polsku można go regularnie czytać w „Nowej Fantastyce” już od jakichś pięciu lat. Zresztą lansowanie go przez redakcję tegoż zacnego miesięcznika prawdopodobnie w znacznej mierze przyczyniło się do tego, że aż tak szybko do polskiego czytelnika trafiła debiutancka powieść tego amerykańskiego pisarza chińskiego pochodzenia. Ta powieść to „Królowie Dary”, pierwszy tom cyklu „Pod sztandarem dzikiego kwiatu”, a oficyna, która podjęła się jej wydania, to SQN.

Królestwa Dary zostały podbite i zjednoczone przez jednego z władców, który ogłosił siebie cesarzem. Jednak zcentralizowane rządy w końcu doprowadzają do wybuchu. Kiedy cesarz umiera, a na tronie, wskutek pałacowych intryg, zasiada jego młodszy, nieletni syn, wystarczy iskra, by na wszystkich wyspach zaczęło dochodzić do buntów. Czy cesarstwo upadnie? A może niesnaski w wielonarodowym sztabie buntowników doprowadzą do klęski powstania, zanim jeszcze zdąży na dobre okrzepnąć?

To, co rzuca się już po paru stronach, to wyraźne odcięcie się od stylu preferowanego we współczesnej fantasy. Potrzebowałem czasu, żeby się w tej konwencji odnaleźć, odpowiednio się do niej nastroić. Przypomina to znacznie wcześniejszą fantasy, ma takie poetyckie zacięcie trochę kojarzące się z „Ziemiomorzem”, a chwilami przywodzi nawet na myśl mitologię. Ken Liu pisze bardzo zwięźle, ogranicza opisy do minimum. I nie mówię tu tylko o opisach przyrody, ale również uczuć czy zdarzeń. Książka ma wprawdzie blisko sześćset stron, ale jest to jednocześnie ponad dwadzieścia lat w świecie Dary. Inny pisarz mógłby z powodzeniem wykorzystać mnogość wydarzeń zawartych w tej książce do stworzenia co najmniej trylogii i to dość opasłej. Trzecioosobowy narrator „Królów Dary” prześlizguje się jednak po nich; jest wszystkowiedzący (opisuje nawet rozmowy bogów, którzy, nawiasem mówiąc, są jednym z niewielu przejawów fantastyczności w tej powieści), lecz zupełnie niezaangażowany nie tylko po którejkolwiek ze stron, ale i generalnie w całą tę historię. Opisuje, co się dzieje, często moralizuje, uderzając w umiarkowane nutki patosu, lecz nie rozwodzi się zbytnio nad szczegółami. Jakby to było fabularyzowane streszczenie albo jakby zostało okrojone ze wszystkich ozdobników na potrzeby przekazu ustnego, który trzeba spamiętać bez zapisywania.

Choć styl i konstrukcja powieści trochę trąci myszką, to jednak pod innymi względami „Królowie Dary” łamią ten schemat. Postacie zostały interesująco zbudowane, mimo że kiedy już odkryjemy, w jaki sposób Liu je kreuje, możemy przewidzieć z grubsza, co się dalej z nimi stanie. Żaden z bohaterów nie jest bowiem ani jednoznacznie zły, ani dobry. Można być pewnym, że jeśli ktoś jest zbyt idealny, to wcześniej czy później przytrafi mu się jakaś chwila słabości, a teoretycznie czarne charaktery okazują się mieć ukryte motywacje, które pozwalają na ich zrozumienie, albo przejawiać jakieś godne pochwały cechy. Fanatyczni herosi, za którymi tłumy idą w bój bez wahania, kończą jako równie fanatyczni a przy tym aroganccy okrutnicy, cały czas twierdząc, że postępują, jak należy. W powieści wychwala się za to pragmatyzm i elastyczność połączone z dużą dozą współczucia i troski o dobro drugiego człowieka, co przeciwstawia się właśnie tępemu idealizmowi, którego zwolennicy nie dostrzegają maluczkich pod swoimi stopami. Liu konfrontuje ze sobą tradycję i innowację, siłę i spryt, honor i przebiegłość, przeważnie z korzyścią dla tych drugich, nie deprecjonując jednak w zupełności tych pierwszych. Pokazuje, że jest właściwy czas na każde z rozwiązań, że czasem ci, którzy doskonale sprawdzają się jako dowódcy w czasie wojny, niekoniecznie muszą być dobrymi władcami w czasie pokoju, ale bez ich zwycięstw ten pokój nigdy by nie nadszedł. W prosty sposób przedstawia skomplikowane relacje międzyludzkie i ich zmienność, zarówno w sferze towarzyskiej i rodzinnej, jak i politycznej.

Powieściowy debiut Kena Liu to pozycja może nie wybitna, ale z pewnością interesująca i na swój sposób wyjątkowa. Mało efektowna i niezbyt angażująca emocjonalnie, ale za to zmuszająca do refleksji i przez szybkość następowania po sobie wydarzeń, z pewnością nie nużąca, pomimo pewnego poetyckiego sznytu. Jeśli lubicie oldskulowe klimaty fantasy podane w dalekowschodnim sosie, to „Królowie Dary” nie przyniosą zawodu.

Korekta: Katarzyna Tatomir

 

Wydawnictwo Sine Qua Nonkrólowie_dary_qfant

Tłumaczenie Agnieszka Brodzik

tytuł oryginału The Grace of Kings

data wydania 27 kwietnia 2016

ISBN 9788379245185

liczba stron 592

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: