Karen Miller, „Przebudzony mag”

Karen Miller, „Przebudzony mag”


Recenzowała: Lucyna Markowska

 

Poprzedni tom urwał się w bardzo dramatycznym momencie. Zwłaszcza dla Księcia Gara – kto czytał, ten wie. Wszystkie problemy związane ze władaniem Lur, kontrolowaniem pogody i wypadkiem rodzinnym zrzuciły się naszemu biednemu protagoniście na głowę. Nie łatwiej ma także drugi z głównych bohaterów ­– Asher, który dla odmiany popada w kłopoty sercowe (jakby mało mu się oberwało od autorki ostatnio!). Co jednak najważniejsze: wreszcie – powiadam wreszcie! – wyjaśnia się cały ten wątek z ukrytą magią Olków.

„Przebudzony mag”, podobnie jak poprzedni tom, jest powieścią bardzo nierówną. Chyba zaczynam się powoli przyzwyczajać, że autorka raz potrafi serdecznie mnie zaskoczyć, zaintrygować, a potem nagle – jak z obucha – przygrzmocić bardzo szablonowym, naiwnym rozwiązaniem. I znów zaciekawienie miesza się z odrobiną żalu. Że przecież tak bardzo chciało by się dostać tę opowieść w jeszcze lepszej formie. Że potencjał wprost wylewa się z kart, ale Karen Miller nie zawsze potrafi go emocjonująco spożytkować. Jak tylko uda się jej zahipnotyzować czytelnika… to zaraz jakby wpadała w panikę i kolejne dobre pomysły biorą w łeb.

Mimo to „Przebudzony mag” jest godnym kontynuatorem serii. Powiedziałabym nawet, że dzieje się tutaj znacznie więcej niż w „Nieświadomym magu”, więc akcja rusza gwałtownie z kopyta. Statystycznie mniej pogaduszek o emocjach, a więcej walki i gniewu. Bohaterowie wreszcie zrzucają przyjacielskie maski i pokazują, że matka natura dała im także jakieś pazury. Stają się przez to mniej archetypiczni, a bardziej zadziorni. Asher potrafi w końcu odmówić pomocy i pokazać kompletny brak zrozumienia, Gar zdradzić, a Dathne… cóż, od początku była tylko podkładem pod wątek romantyczny, więc z intrygantki staje się typem „matki, żony i kochanki” w jednym. Owszem, jej charakter ewoluuje, ale w bardziej podległym niż niezależnym kierunku – jak to została nam pokazana na początku. Trochę szkoda. Najciekawszą postacią kobiecą staje się zatem Veira, którą będziemy w końcu mogli poznać bezpośrednio, a nie tylko w formie telepatyczno/magiczno-wizyjnych rozmów i to ona ostatecznie poprowadzi Ashera na jego drodze do zostania Wybrańcem…

Poważnie, zaskoczeni? Nie sądzę, gdyż wskazówek, że akcja potoczy się w ten sposób, było aż nadto. Koniec końców, bez zbytniego spoilerowania, Asher stanie do ostatecznej konfrontacji z Morgiem. Oj, natrudził się ten biedny antagonista, napocił i nagadał, nim jego mroczny plan został wreszcie ujawniony. Teraz na drodze do całkowitego zwycięstwa stoi mu już tylko drużyna śmiałków, składająca się ze wszystkich znanych i lubianych bohaterów, których mieliśmy okazje poznać wcześniej. Każdy – nawet trzecioplanowy Olk czy Dorianin – będzie miał jeszcze swoje pięć minut sławy. Nie dla wszystkich przygoda zakończy się happy endem. I to chyba w powieści podobało mi się najbardziej, iż mimo wielu moich obaw, Karen Miller pamiętała, by nie pokazać świata zbyt różowo. Nie da się brać udziału w wojnie i nie odnieść strat. Jednocześnie autorka nigdy nie siliła się na jakąś sztuczną mroczność.

Zerknęłam także na nowy skład zespołu redakcyjnego i przyznaję, że zmiany w tym zakresie wyraźnie wyszły powieści na dobre. W „Przebudzonym magu” nie uświadczymy już ani literówek, ani tych dziwnych, pokrętnych zdań, które straszyły w poprzedniej części cyklu. Tłumaczenie zostało bowiem wykonane ze znacznie większym dla gatunku wyczuciem. Widzę zatem, że Wydawnictwo wyciągnęło wnioski i dopilnowało, by teraz dostarczyć czytelnikom produkt w jak najlepszej formie. Słowa pochwały są więc w pełni zasłużone.

I właśnie dlatego z entuzjazmem zareagowałam na fakt, że przede mną jeszcze dwie powieści osadzone w Królestwie Lur, z którym trudno było mi się teraz tak gwałtownie rozstać. „Przebudzony mag” to bowiem wciąż ta sama ciepła fantasy o przyjaźni, miłości i poświęceniu, od którego nurtu zaczęłam dawno temu swoją przygodę z gatunkiem. Żadne tam „dark”, polane sosem brutalności z gołą dziewoją na okładce (obowiązkowo w zbrojo-bikini). Powieść może być zatem dobrą odskocznią od dominujących trendów, albo – zwyczajnie – trafić w gusta czytelników, dla których relacje między bohaterami są równie istotne jak akcja. Jeśli więc nie odstraszy was delikatniejsza narracja, duuużo dialogów i sporo wzruszeń, wybierzcie się na przygodę do Lur raz jeszcze – bo tym razem naprawdę sporo będzie się działo!

 

Korekta: Aleksandra Żurek   Karen Miller, _Przebudzony mag_

  • Tytuł: Przebudzony mag
  • Tytuł oryginału: The Innocent Lost. Kingmaker, Kingbreaker: Book Two
  • Autor: Karen Miller
  • Tłumaczenie: Dorota Strukowska
  • Wydawca: Wydawnictwo Galeria Książki
  • ISBN: 978-83-62170-39-5
  • Liczba stron: 646
  • Cena: 39,90 zł
  • Data wydania: 2012
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: