Karen Miller, „Odzyskana magia”

Karen Miller, „Odzyskana magia”


Recenzowała: Lucyna Markowska

 

I oto nastał koniec. Powiedziałabym nawet, że w najciekawszym momencie. Po czterech tomach, przyznacie, można się zżyć z bohaterami. Uczucia znowu więc mam mieszane. Z jednej strony: nie wyobrażam sobie, jak można by było dalej tę przygodę jeszcze pociągnąć, a z drugiej: tak trochę, mimo wszystko, żal.

W „Odzyskanej magii” Karen Miller (jakby w odpowiedzi na moje wątpliwości dotyczące poprzednich części cyklu) postanowiła podnieść role kobiecych bohaterek. Dathne pominę milczeniem – bo zakończenie jej historii doskonale oddaje funkcję, jaką pełniła na tle całości (czyli żadną). Do ważniejszej rangi urosły z kolei Charis i Deenie, które po dramatycznych wydarzeniach z „Utraconej magii” udają się z misją w celu ocalenia Rafela. Ten, jak doskonale pamiętają czytelnicy zapoznani z poprzednim tomem, padł ofiarą samego straszliwego Morga – który powrócił, by raz jeszcze zagrozić rodzinę Rybaka i całemu światu. A skoro Asher ludzkości ocalić nie może, potrzebował godnego następcy. I na szczęście, powiadam, na szczęście dla oryginalności w fantasy, nie jest to ukochany syn, ale szara, odsunięta na bok i nieco zahukana córeczka. Deenie nie tylko odnajduje w sobie siłę, ale spotyka ją też cała masa nowych, ciekawych przygód – zwłaszcza w połączeniu z poznawaniem królestw, które od Lur dzielił wynalazek Bral – potężny Mur.

I to chyba w „krainach po drugiej stronie” tkwi największy potencjał „Odzyskanej magii”. Przede wszystkim mamy okazję poznać bliżej upadłą, wspominaną z sentymentem stolicę magów, z której Morg uczynił swoją bazę wypadową do zbierania rozrzuconych po świecie kawałków dusz. Drugim oryginalnym miejscem jest królestwo Vharne, skąd z kolei będzie się wywodził nowy bohater – książę Ewan. Ten dzielny młodzieniec (wciśnięty nieco bez polotu) dostanie kilka własnych rozdziałów, które przybliżą nam, jak wyglądał świat za panowania Morga – i chociaż protagonista nie grzeszy przebojowością, będzie miał kilka zabawnych momentów.

Największa siła „Odzyskanej magii” tkwi bowiem nie w nowych bohaterach, ale tych, których poznaliśmy poprzednio, lecz nie dostali wtedy wystarczającej ilości „czasu antenowego”. Zdecydowanym zwycięzcą serii pozostanie zatem dla mnie Arlin Garrick, który z szablonowego pseudo antagonisty stał się… no właśnie. Nie chcę zbytnio spoilerować, ale to z postacią Doranina wiążą się wszystkie najciekawsze dylematy moralne. Przechodzi on także kolosalną przemianę myślową na tle całej powieści. Wreszcie autorka pokazuje, że nie wszystkie decyzje są tak samo łatwe. W prawdziwym życiu nie ma przecież sprawiedliwości i dróg nie usypuje się różami (wyliczając uroczystości kościelne). Arlin zostanie zmuszony zatem spojrzeć głąb w samego siebie. I nie zawsze spodoba mu się to, co tam zobaczy.

Niestety, bardziej rozczarowujący okazał się już sam finał. (I teraz, jeśli nie chcecie zdradzić sobie niczego, pominiecie ten akapit). Po co, po cóż – powtarzam – budować ciekawe królestwo, z niepowtarzalną kulturą i zwyczajami, kazać bohaterom walczyć o nie, troszczyć i budować przez cztery opasłe ponad 600-stronnicowe tomiska i przyzwyczajać czytelników do danego miejsca… a potem to wszystko przekreślić? Toć ja chciałam zostać w Lur, nie w Vharne! To dla nowej ojczyzny Doran i Olków poświęcił się Gar, z nią wiązały się wszystkie wspomnienia, momenty grozy i chwile wzruszeń. Wreszcie, stanowiła znak sprzeciwu Bral wobec okrucieństwa Morga. Chyba nigdy nie zrozumiem decyzji autorki. Chodziło o dramatyzm? Starczy tego, droga pani. Narobiłaś bałaganu, to bądź uczciwa względem odbiorców i na koniec posprzątaj! Tak, chcę przez to powiedzieć, że mimo wszystko przydałby się jakiś dodatkowy, sprostowujący tom. Z chociaż jeden, bo sprawy tak rozbabranej – zostawić się nie godzi!

„Odzyskaną magię” uważam zatem za najbardziej dynamiczny i rozwojowy dla bohaterów element całej sagi. Solidna, tradycyjna historia fantasy z podróżą w tle, złem do pokonania, miłością do zdobycia i krainą do uratowania. Dostajemy w ręce porządne zwieńczenie, choć można się sprzeczać o rozwiązanie niektórych wątków czy wprowadzenie innych. W zasadzie – narzekać można o wszystko, jeśli ma się taką mentalność. Osobiście, trochę żałuję, że „to by było na tyle!”, bo z przyjemnością więcej dowiedziałabym się o Doraninach. Nigdy dość fajnej fantastyki o klasycznych magach, powiadam! Zwłaszcza, jeśli należycie do ludzi (jak ja), którzy dają oczko więcej w ocenach za samo występowanie czarodziejów lub smoków. Mam nadzieję, że w przyszłości nadarzy się okazja, by powrócić do Lur raz jeszcze. Wam także bez oporów polecam. Można się na Karen Miller wściekać, można kręcić nosem, ale talentu do opowiadania historii odmówić jej nie sposób.

 

Korekta: Katarzyna TatomirKaren Miller, _Odzyskana magia_

  • Tytuł: Odzyskana magia
  • Tytuł oryginału: Fisherman's Children: The Reluctant Mage
  • Autor: Karen Miller
  • Tłumaczenie: Izabella Mazurek Wydawca: Wydawnictwo Galeria Książki
  • ISBN: 978-83-62170-59-3
  • Liczba stron: 598
  • Cena: 39,90 zł
  • Data wydania: 2014
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: