Karen Miller, „Nieświadomy mag”

Karen Miller, „Nieświadomy mag”


Recenzowała: Lucyna Markowska

 

Och, jak ja nie lubię takich powieści! Takich, w których sporo bym zmieniła, a jednocześnie, z jakiegoś dziwnego, tajemniczego powodu czytam je, bez większych przerw, aż do ostatniej strony jednego, przeklętego dnia! (Zwróć mi mój weekend Karen Miller!). Może właśnie w tym tkwi problem? Może chciałabym poprawić je tak bardzo, aż stałyby się małymi ideałami, doskonale trafiającymi w mój gust czytelniczy, a boli mnie fakt, że na zmiany już za późno?

„Nieświadomy mag” Karen Miller to właśnie jedna z takich książek. Można by godzinami zastanawiać się, jak ulepszyć fabułę, a i tak dać się porwać powieści w jej pierwotnym kształcie. To zarazem zmora dla recenzenta. Toć właśnie przyznałam się bez bicia, że przeczytałam całość jednym tchem… a teraz mam siedzieć i wymieniać wady? Jakoś tak… się nie godzi. No ale spróbujmy wybrnąć dyplomatycznie z tego impasu.

Zacznijmy od tego, do czego absolutnie nie miałam zastrzeżeń. A jest to świat. Uwielbiam zamknięte, klaustrofobiczne krainy. Mam do nich po prostu dziwny sentyment. Dlatego z miejsca spodobała mi się koncepcja Królestwa Lur. Ani z niego nie wypłyniesz, ani lądem nie przejedziesz. Przed chaosem i całym złem tego świata, broni mieszkańców magiczny mur – pamiątkę po przenajświętszej Bral, która ocaliła swój lud od zagłady (czytaj: przed rządami swojego eks-chłopaka Morga. A wszyscy po ciężkich przejściach sercowych wiedzą, że nie ma większego zła niż były/była partner/ka, a gdyby jeszcze dać im tron i moc… ho ho!). Niestety, aby tego dokonać (poza zmarnowaną młodością), Bral musiała jeszcze poświęcić życie. Odtąd (aby Mur nie upadł, a Morg nie wrócił) założona przez nią linia królewska, z Magiem Pogody na czele, musi kontynuować dzieło podtrzymania ochrony. Skutkiem ubocznym (choć pożądanym) jest całkowita przewidywalność pogody. Koniec z chaosem, niespodziankami, burzami, powodziami, itp. Jedyny minus? Magowie Pogody skazani się na powolną śmierć przez wycieńczenie i obowiązują ich liczne ograniczenia.

Tym sposobem poznajemy piękny, wyniosły lud Doran (który ogólnie włada magią, nie tylko pogodową) i Olków (którym magią władać nie wolno, bo prawo, bo przekazania Bral, bo Mur upadnie, gdy to zrobią, aaa!) oraz bohaterów reprezentujących obie strony barykady. Ci, niestety, są trochę archetypiczni dla fantasy, ale pomimo to wzbudzają sympatię. Mamy zatem czarną owcę, Doranina bez magii, księcia Gara (władca idealny). Jego najlepszego kumpla i pomocnika Ashera (łotrzyk/wybraniec) Panią przemądrzałą, pomagającą chłopakom, bo sami nie odróżniają lewej od prawej - Dathne (kapłanko-jasnowidz, pilnujący wybrańca i obowiązkowy „love interest” (czytaj cel miłosny). Wreszcie, samego Morga (zły nekromanta), który jest tak szablonowym antagonistą, że nawet wśród złych lordów uchodziłby za straszliwego konserwatystę. Cały problem polega na tym… że mimo wszystko lubisz tę paczkę. Ok, nie są szczytem literackiego geniuszu, ale realizują swoje role we wskazanym przez autorkę zakresie i można się do nich przyzwyczaić. Ja tak miałam, chociaż chciało się nimi niekiedy potrząsnąć, by wykrzesać iskrę rozsądku.

Tutaj chyba nadchodzi moment na coś w stylu ostrzeżenia. „Nieświadomy mag” to rodzaj powieści, który na własny użytek definiuję jako „kobiece fantasy” (brońcie bogowie traktować to jako naukowe pojęcie!). Całość historii skupia się bowiem na emocjach, budowaniu relacji i przyjaźni pomiędzy dwoma młodymi mężczyznami. Będzie więc dużo wzruszeń, wzajemnego wspierania, trochę sprzeczek, gdy ktoś będzie się czuł mniej kochany, niż mu się zdaje, że na to zasługuje… Gdybym miała dokonać teraz podsumowania to powiedziałabym, że Karen Miller to taka bardziej naiwna Robin Hobb. Każdy kto zna styl obu pań, wie już w czym rzecz. A czemu naiwna? Bo bohaterowie zachowują się czasami trochęinfantylnie. Jak np.: znikomy problem księcia z wprowadzeniem bezczelnego rybaka na salony czy sceny w stylu „o, znaleźliśmy tajemną, złowrogą księgę… może ją przeczytamy i sprawdzimy, co się stanie?” itp. Nie ma za to typowego dla „męskiego fantasy” epatowania przemocą, uprzedmiotowiania kobiet i cynicznego, niepokonanego bohatera, którego pożąda każda dziewoja w mieście, a każdy facet mu zazdrości. Nawet przekleństwa występują sporadycznie, a te najbardziej „soczyste” padają tylko z ust antagonisty. Jest to więc historia delikatniejsza, nastawiona na emocje i rozterki, stąd nie uświadczymy opisów walk (poza jedną – magiczną), ale dojdzie do dziesiątek „rozmów w cztery oczy”. Nie chcę przez to powiedzieć, że to pozycja skierowana do młodszych czytelników. Raczej do osób zmęczonych dominującym nurtem, zniesmaczonych już gwałtami i zachwytem nad „mrrrocznością” świata.

Nim przejdę do podsumowania, pogrożę jeszcze tylko palcem zespołowi redakcyjnemu. Nie wiem jak wyglądały prace nad powieścią – czy czas gonił, czy zawiniły inne czynniki – ale w tekście przewijają się literówki, niektóre zdania brzmią straszliwie i słowo daję, że jakby zostały chociaż raz przeczytane „na głos”, nikt by ich w takiej formie nie zostawił. Zdziwiło mnie także, że tłumacz, w powieści fantasy, nie ma oporów przed wstawianiem powiedzeń typu: „Wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle”, bo jednak winni jesteśmy trzymania się jakiejś konwencji. Czy nikt tego nie zauważył? Czy machnięto ręką? Trudno orzec, ale żółta kartka się należy.

Sami teraz widzicie, że pomimo tych wymienionych zastrzeżeń, bawiłam się nieoczekiwanie dobrze. Przede mną jeszcze drugi tom, gdyż pierwszy zakończył się w bardzo dramatycznym momencie (ważyły się losy królestwa i kto ostatecznie przejmie władze nad pogodą), a ja sięgnę po niego bez większych oporów. Bo cóż mam powiedzieć? Chcę poznać wreszcie zakończenie! No bo: o co chodzi z tym wybrańcem? I czym dokładnie jest Krąg? A Gar? Czy Gar zacznie się teraz… zmieniać? Mam cichą nadzieję, że druga przygoda będzie tak samo sympatyczna. Bez zbędnych opóźnień: zabieram się za szukanie odpowiedzi!

 

 

Korekta: Grzegorz HammerKaren Miller, _Nieświadomy mag_

 

  • Tytuł: Nieświadomy mag
  • Tytuł oryginału: The Innocent Mage. Kingmaker, Kingbreaker: Book One
  • Autor: Karen Miller
  • Tłumaczenie: Beata Misiek Wydawca: Wydawnictwo Galeria Książki
  • ISBN: 978-83-62170-30-2
  • Liczba stron: 566
  • Cena: 39,90 zł
  • Data wydania: 2011
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: