Kady Cross, „Dziewczyna w stalowym gorsecie”

Kady Cross, „Dziewczyna w stalowym gorsecie”


Recenzowała: Katarzyna Tatomir

Bardzo możliwe, że „Dziewczyna w stalowym gorsecie” stanowi idealną fuzję paranormal romance, steampunku i powieści młodzieżowej. Dlaczego idealną? Ponieważ takie połączenie nie powinno być udane. Nie dla mnie. Dwa z trzech gatunków, które książka w sobie łączy, na ogół omijam szerokim łukiem – paranormal romance jest dla mnie żenadą, a nie literaturą, zaś powieść młodzieżowa po prostu mnie nudzi i drażni naiwną narracją. Oczywiście są wyjątki od reguły, ale zasada jednak pozostaje taka, że tych dwóch gatunków nie czytam. Trzeci, czyli steampunk w sumie ani mnie ziębi, ani grzeje. Od strony estetycznej bardzo mi się podoba – te przepiękne stroje, fantazyjne maszyny i uroki epoki wiktoriańskiej – ale jeżeli chodzi o stronę fabularną, to wszystko, co do tej pory czytałam, było po prostu słabe.

„Dziewczyna w stalowym gorsecie” powinna więc być niezjadliwym gniotem, a nie tylko okazała się do przełknięcia – naprawdę mnie wciągnęła i zaciekawiła. Fabuła nie była szczególnie pasjonująca, ale wątków jest tyle, że nie można się nudzić podczas lektury. Ciągle coś się dzieje, akcja jest popychana do przodu, w dodatku śledzimy myśli i życie kilku bohaterów, co wprowadza przyjemne urozmaicenie. Językiem też nie można się ekscytować, nie jest niczym specjalnym, ot, prosty, młodzieżowy styl, ale z drugiej strony dzięki temu książka czyta się sama.

O czym tak pokrótce jest „Dziewczyna w stalowym gorsecie”? Ponieważ to steampunk, mamy Anglię roku 1897 i technologię opartą na zębatkach, korbkach, pompach i parze, której uroku dodają eleganckie stroje z falbanami, gorsetami i goglami na głowach. Ponieważ to powieść młodzieżowa, głównymi bohaterami są nastolatkowie ze standardowymi nastoletnimi problemami typu „nienawidzę całego świata” i „nie wiem, kim jestem”, a ponieważ to paranormal romance – przeżywają swoje pierwsze miłości i odkrywają w sobie tajemnicze moce.

Każdy z bohaterów ma inne umiejętności. Tytułowa dziewczyna w stalowym gorsecie walczy z drugą połową swojej osobowości, która jest na wskroś zła i posiada potężną siłę – kiedy przejmuje kontrolę, staje się maszyną niszczącą wszystko na swojej drodze. Jest też druga postać płci pięknej, która potrafi „przemawiać do maszyn” – uruchamiać i wyłączać je na odległość. Bohaterowie płci męskiej natomiast mają inne siły – jeden jest nieludzko silny, ponieważ nie jest do końca człowiekiem, a drugi może widzieć świat niematerialny, czerpać z niego siły i kontaktować się z duchami. A wszystko przez pewne obiekty odkryte podczas wyprawy do wnętrza Ziemi…

Książce oczywiście – jak przystało na paranormal romance dla młodzieży – nie brakuje głupiutkich momentów i wcale nie będę udawać, że jest inaczej. Już zawiązanie akcji wywołuje lekkie zażenowanie – oto żyjąca z problemem podwójnej osobowości szesnastolatka ucieka przed swoim pracodawcą, który chce ją zgwałcić, i szczęśliwie trafia na dobrego księcia, który pomaga jej i udziela schronienia w swoim pałacu. Tego typu niemądre rozwiązania będą się od czasu do czasu pojawiać, ale – jak już wspomniałam – o dziwo mnie to nie irytowało. Uśmiechałam się ironicznie i brnęłam dalej, mimo że normalnie już dawno bym taką książkę rzuciła w kąt. A tu, proszę, z przyjemnością czytałam dalej.

Pomimo typowych dla gatunków, które w sobie łączy, „Dziewczyna w stalowym gorsecie” czyta się zaskakująco sprawnie. Wady i naiwne akcje nie przeszkadzają w lekturze i nie odrzucają jak w przypadku innych tytułów. Książka wciąga i świetnie wypełnia wolny czas – takie lekkie czytadło w sam raz na leniwy wieczór. I była to opinia człowieka, który paranormal romance i książek młodzieżowych nie lubi. Całkiem pozytywne wrażenia. Możliwe, że wielbiciele tych gatunków uznają „Dziewczynę w stalowym gorsecie” za jedną z ulubionych książek.

 

Korekta: Paulina Koźbiał

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: