Jonathan Maberry „Wilkołak”

Jonathan Maberry „Wilkołak”


Autor: Natalia Bilska

Nie istnieje prosty przepis na powieść grozy. Dodajmy - dobrą powieść grozy, taką, która nie tylko trzyma w napięciu aż do ostatniej strony, ale też zostaje w pamięci i wzbogaca czytelnika o nowe doświadczenia. Można się jednak pokusić o wyodrębnienie zestawu najpopularniejszych składników, które, choć nie gwarantują sukcesu, z pewnością pomagają zwiększyć poczytność danej książki. Czytelnik, i owszem, lubi być zaskakiwany, kuszony oryginalnością, mamiony innowacjami, czasami jednak woli poruszać się po znajomym świecie konwencji literackiej, skonstruowanym według przejrzystych zasad. Gdy myślę o literaturze popularnej, do której zaliczają się także powieści grozy, wyobrażam sobie stertę wielokolorowych puzzli, czekających na to, by ktoś ułożył z nich nową historię. Autor nie musi wyciągać z rękawa kolejnych kawałków układanki, jego zadanie polega bowiem na jak najlepszym wykorzystaniu tych, które już istnieją – a kombinacji, jak wiemy, może być bardzo, bardzo wiele. Sekret tkwi w przysłowiowej „iskrze bożej”. Jedni ją posiadają i potrafią stworzyć z puzzli zapierające dech w piersiach fabuły, przyprawione w dodatku niepowtarzalnym klimatem, inni zaś nigdy nie wychodzą poza utarte schematy i pozostają jedynie sprawnymi rzemieślnikami.

Jonathan Maberry, autor powieści „Wilkołak”, bez skrupułów wykorzystuje prostą metodę układanki:  gromadzi i przekształca znane miłośnikom grozy motywy. Mamy więc do czynienia z tajemniczym domiszczem na prowincji, powrotem po latach, rodzinną tajemnicą, potworem grasującym nocami, nie do końca „legalną” miłością (wpisującą się w schemat opowieści o Pięknej i Bestii) i wyjątkowo dociekliwym stróżem prawa. W dodatku, na niebie niemal bez przerwy świeci księżyc w pełni, zwiastujący, jak się można domyślać, poważne kłopoty, szczególnie dla głównego bohatera powieści. Lawrence Tallbot, aktor szukający ukojenia w dekadenckich rozrywkach artystycznego półświatka, przyjeżdża wraz z zespołem do ojczystej Anglii. Na miejscu dowiaduje się o tajemniczym zaginięciu brata, którego nie widział od dzieciństwa, więc udaje się do rodzinnej posiadłości, żeby wyjaśnić tę sprawę i ostatecznie rozliczyć się z przeszłością. Ze scen teatralnych i salonów trafia wprost na głęboką prowincję, gdzie zabobon góruje nad zdrowym rozsądkiem, a ludzie coraz bardziej obawiają się wilkołaka grasującego po okolicznych lasach. Lawrence z początku nie wierzy plotkom, ale pod wpływem dramatycznych wydarzeń zmienia zdanie i musi stawić czoła nie tylko mniej lub bardziej wyimaginowanym potworom, lecz także własnym uczuciom do narzeczonej brata. Czy  rozwiąże wszystkie zagadki? Czy uda mu się ocalić siebie i swoich najbliższych? A może pogrąży się w wiecznym mroku i nigdy nie będzie mu dane zasmakować prawdziwego szczęścia…?

Powieść Maberry’ego jest skonstruowana bardzo „podręcznikowo”, jakby była pracą semestralną, podsumowującą kurs dla adeptów pisarstwa grozy. Można odnieść wrażenie, że autor nieustannie zagląda do notatek i odhacza kolejne punkty: księżyc w pełni – był, konflikt rodzinny – odnotowano, historia miłosna – proszę uprzejmie, efektowna masakra – już się robi! Nie spodziewałam się lektury ambitnej, doskonale zdawałam sobie sprawę, że sięgam po utwór czysto rozrywkowy – nie ukrywam też, że przez pewien czas czytało mi się „Wilkołaka” bardzo przyjemnie – ale po pewnym czasie poczułam się po prostu znużona. Zmęczyły mnie „podręcznikowość”, schematyzm, idealnie zaplanowana i jednokierunkowa akcja oraz zupełny brak polotu. Podczas lektury wydawało mi się, że autor nieustannie przypomina: „Uwaga, czytelniku, aktualnie przebywasz w świecie powieści grozy, która rządzi się takimi, a nie innymi prawami. Więc nie dziw się, że widzisz tu rozwiązania fabularne A, B i C, bo to najbardziej typowe rozwiązania dla tej konwencji i dlatego najlepiej tu pasowały!”. W takich warunkach literacka iluzja nie może zaistnieć, nie ma bowiem ani prawdziwych miejsc, ani ludzi -  są tylko dekoracje teatralne i aktorzy odgrywający z góry ustalone role. Historia Lawrence’a Tallbota z pewnością ma potencjał, temu trudno zaprzeczyć, sądzę też, że bohaterowie mogliby, pod innym piórem, ożyć i zmienić się w pełnowymiarowe ludzkie istoty – takie, w które chciałoby się uwierzyć. Niestety, na kartach utworu Maberry’ego pozostają jedynie papierowymi marionetkami, prowadzonymi sprawną, rzemieślniczą ręką od jednego punktu, do drugiego, od zawiązania akcji, do jej rozwiązania, dlatego bardzo trudno obdarzyć ich czymś więcej poza uprzejmym zainteresowaniem. Tylko jeden epizod wydaje mi się naprawdę dobry: myślę o wydarzeniach, jakie rozgrywają się za murami szpitala dla obłąkanych. Autor ryzykuje tu zmianę narracji, splata omamy i rzeczywistość w jedną całość rodem z koszmaru sennego, dzięki czemu ten właśnie fragment powieści w wyjątkowy sposób porusza wyobraźnię i zapada w pamięć na dłużej.

Niewątpliwą  zaletą „Wilkołaka” jest jego „filmowość”. Fabuła, niezbyt skomplikowana i skupiająca się na jednym, podstawowym wątku, świetnie nadaje się do przerobienia na scenariusz, czego dowodem jest brytyjsko-amerykański horror, który od niedawna można oglądać w kinach. Nie byłam i nie widziałam, podejrzewam jednak, że obraz Johnstona może być nawet ciekawszy od literackiego pierwowzoru. To, co było wadą powieści, czyli przede wszystkim konwencjonalność i sztuczność, w filmie, umiejętnie wykorzystane, mogło zostać przekute w zalety, szczególnie, gdy marionetkowe postacie zyskały oblicza dobrych aktorów. Warto więc chyba zapoznać się zarówno z powieścią, jak i z filmem, a potem pokusić się o porównanie i prywatną analizę – takie eksperymenty zawsze są dla odbiorcy kultury bardzo cenne. Ponieważ lekturę „Wilkołaka” mam już za sobą – przeczytałam tę książkę w zadziwiająco krótkim czasie – nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko skorzystać z własnej rady i jak najszybciej powędrować do kina.

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Jonathan Maberrywilkolak_qfant

Tytuł:Wilkołak

Data wydania:luty 2010

Wydawnictwo:Amber

Pozostałe dane:Tytuł oryginalny: The Wolfman

Tłumaczenie: Przemysław Bieliński, Miłosz Urban

Cena: 29,80 zł

Data wydania: luty 2010

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: