Jonas T. Bengtsson “Baśń”

Jonas T. Bengtsson “Baśń”


Recenzowała: Maryla Kowalska

Wiecie, że baśni z początku wcale nie pisało się dla dzieci? Słuchali ich raczej dorośli zgromadzeni wokół ogniska, odpoczywający po ciężkim dniu pracy. Takie baśnie ociekały krwią i seksem, pełne były czarnego lub sprośnego humoru. I absolutnie nikomu nie przyszłoby do głowy opowiadać ich dziecku!

Echo takich baśni można ostatnio coraz częściej znaleźć w bajkach, zaczynając od prześmiewczych komentarzy w pełnometrażowych animacjach dla dzieci, poprzez te przeznaczone wyłącznie dla dorosłych, a kończąc na coraz częstszym powracaniu przez autorów do formy baśni. Powieści dla dorosłych przepojone są elementami magicznymi, jawnymi nawiązaniami do znanych opowieści dla dzieci, oniryczną atmosferą… Książka duńskiego autora Bengtssona o wiele mówiącym tytule poniekąd wpisuje się w ten trend.

Poniekąd.

Mały chłopiec, posługujący się imieniem Peter, bo „to ładne imię… Mógłbym mieć na imię Peter” (s. 23), żyje na walizkach, przeprowadzając się z ojcem z miasta do miasta. Schemat jest niezmienny: nowe mieszkanie, nowa praca, godziny samotności w oczekiwaniu, aż rodzic wróci. Po kilku tygodniach płacz w nocy: koszmary ojca powróciły. Przeprowadzka. Czasem ucieczka przed ludźmi na ulicy, policją. Czasem jedyną własnością zostają ubrania, które Peter właśnie miał na sobie. Mimo to, chłopiec jest szczęśliwy. Jego ojciec jest wspaniałym człowiekiem, zapewnia mu bezpieczeństwo, wykształcenie, uczy umiejętności przydatnych w dorosłym życiu, wspiera pasje syna. Nawet opowiadana co wieczór baśń o królu i królewiczu uciekających przed złą Białą Królową nie przeraża, gdy ojciec trzyma Petera za rękę.

Tak wygląda „Baśń” mniej więcej do połowy i jest dokładnie tym, co obiecuje tytuł: cudowną, magiczną opowieścią o życiu pełnym miłości i podróży. Świat widziany oczami dziecka jest pełen kolorów i magii, lęk gości w nim bardzo rzadko. Także dlatego, że Peter nie zawsze rozumie to, co widzi; tylko dorosły czytelnik oraz ojciec chłopca pojmują grozę sytuacji. Bengtsson fantastycznie posługuje się pół-dziecięcym językiem narracji i od razu widać, że nie zapomniał, co to znaczy mieć pięć, sześć, siedem lat. Opowieść snutą przez Petera czyta się jednym tchem, jednocześnie niemal nieświadomie potykając się o pytania: przed czym uciekają ojciec i syn? Kim jest Biała Królowa? Kim są oni sami? Co wspólnego z tym wszystkim ma śmierć polityka Olofa Palme, która zapoczątkowała wielką ucieczkę? Te pytania pozostaną z nami aż do końca powieści. Zazwyczaj baśnie i produkty baśniopodobne kończą się, gdy dziecko osiąga emocjonalną dorosłość, ale fizycznie pozostaje zależne od dorosłych. Jednak „Baśń” snuje się dalej. Peter dorasta. Przynajmniej w metryce.

Jego nowe życie naznaczone jest bliznami lat spędzonych z ojcem. Powracają stare lęki i pytania. Czy można, po latach szczęśliwej tułaczki i tragedii zdrady ukochanej osoby, przystosować się do bezbarwnego życia z kawą do śniadania i szkołą od 8 do 15? Wkraczając w dorosłe życie, Peter dochodzi do jedynej w tej sytuacji konkluzji. Poszukując odpowiedzi, ucieka przed ludźmi i samym sobą. Dowiaduje się przy tym, że dorosłość nie łączy się z automatycznym zrozumieniem, odpowiedzialnością, mądrością. Z każdą swoją decyzją odkrywa kolejne rany, zadane mu przez jedynego człowieka, któremu bezgranicznie ufał. Wraz z nim czytelnik dochodzi do wniosku, że choć jedne przypominają blizny po amputacji, a inne przekazywaną z pokolenia na pokolenie hemofilię, wszystkie niosą tylko jedno: śmierć.

Chociaż cała „Baśń” jest powieścią mroczną, z początku Bengtsson maskuje mrok naiwnością dzieciństwa. Z kolei świat, z którym mierzy się nastoletni Peter, opisywany jest cynicznym, zimnym językiem pełnym niedopowiedzeń: językiem człowieka odcinającego się od otaczającej go rzeczywistości, rozczarowanego i zdecydowanego nigdy już nie odczuwać. Peter przypomina zwierzę w klatce, nierozumiejące i obolałe, a znów wypuszczone, powracające do dawnego więzienia, które stało się jedyną znaną mu formą egzystencji.

Wbrew swojemu tytułowi „Baśń” jest powieścią ciężką i zimną, przypomina obcowanie ze ślicznie lśniącym kłębkiem drutu kolczastego: niby ładnie odbija światło, ale absolutnie nie nadaje się do przytulenia. To zdecydowanie nie jest książka na jeden raz, ale lektura do długiego przemyślenia, mrożąca serce, ale sycąca umysł. Gorąco polecam tę lodowatą skandynawską powieść.

Korekta: Aleksandra Żurekbasn

  • Jonas T. Bengtsson “Baśń”
  • Tytuł: BAŚŃ
  • Autor: JONAS T. BENGTSSON
  • Przekład: IWONA ZIMNICKA
  • Wydawnictwo: Czarne
  • Data premiery: 13.11.2013
  • ISBN: 978-83-7536-547-4
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: