Joe Abercrombie, „Ostrze”

Joe Abercrombie, „Ostrze”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

Minęło już kilka lat od pierwszego wydania w Polsce sztandarowej trylogii Joego Abercrombiego „Pierwsze prawo”. Warto przypomnieć, że wydawnictwo Mag, które obecnie ją wznawia, poprzednio wydało tylko ostatnią część cyklu, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom czytelników po tym, jak wydawnictwo ISA po dwóch tomach zrezygnowało ze zbożnego dzieła przybliżania nam tej porywającej opowieści fantasy. Mag zadbał przy tym również o to, by jego okładka pasowała do poprzednich części, co bardzo mu się chwali. Jednak prawa poprzedniego wydawcy do (nomen omen) „Pierwszego prawa” jakiś czas temu wygasły i Mag podjął decyzję o wznowieniu całej trylogii już wyłącznie pod własnym sztandarem. Pozostałe dwie części powinny pojawić się jeszcze w pierwszej połowie roku, a tymczasem przyjrzyjmy się powieści otwierającej – „Ostrzu”.
Wszystkie drogi prowadzą do Adui. To właśnie tam, do serca nieco rozleniwionej Unii, do której obywateli bardzo wolno dochodzi fakt, że jej pograniczne problemy wcale nie są tak przejściowe, jakby sobie tego życzyli, zmierzają (lub już się w niej znajdują) wszyscy bohaterowie „Ostrza”. A sprawy zagraniczne to tylko część kłopotów – wszystko wskazuje na to, że rząd jest dogłębnie skorumpowany. Sytuacje komplikuje jeszcze przybycie Bayaza, Pierwszego Wśród Magów. Zostaje przyjęty bardzo sceptycznie, w końcu trudno uwierzyć, że oto mistyczna postać sprzed wieków, której stawia się pomniki, nagle wpada na wizytację. Co z tego wszystkiego wyniknie? Jak rozwinie się sytuacja?
Długowieczny mag, potężny barbarzyńca o krwawej reputacji, zbiegła niewolnica marząca o zemście, zadufany w sobie wysoko urodzony szermierz. Dość standardowa drużyna – mag, łotrzyk i dwóch wojowników o odmiennych statystykach. Jednak Abercrombie bierze ten oklepany schemat pt. „przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę” i kreuje go w taki sposób, że wciąż jest atrakcyjny dla czytelnika. Choć każdy z tych bohaterów jest na swój sposób klasycznym przedstawicielem swojej klasy znanej z innych książek i gier fantasy, to Brytyjczyk na każdym kroku przełamuje tę sztancę, kpi sobie z niej i puszcza oko do czytelnika. Zarówno przy kierowaniu postaciami, jak i historią, autor balansuje między poważną, brutalną i bezkompromisową fantasy a swego rodzaju farsą, pastiszem. I świetnie mu się to udaje, w przeciwieństwie do np. naszego rodzimego pisarza Andrzeja Ziemiańskiego, który niezbyt umiejętnie próbował coś podobnego zrobić w kolejnych tomach „Achai”, czym kompletnie ją położył.
Abercrombie buduje swoją opowieść, używając konfrontacji, zderza ze sobą dwie przeciwstawne siły i obserwuje, co z takiej kolizji powstanie. Jak zareaguje barbarzyńca przyzwyczajony do rozległych przestrzeni, kiedy wkroczy do gwarnego miasta? Jak pozbawiony złudzeń i stojący pewnie na ziemi inkwizytor poradzi sobie z niezaprzeczalnymi dowodami na istnienie magii? Co zrobi wymuskany szermierz, gdy przyjdzie mu się zmierzyć z zawodnikiem, który łamie wszystkie zasady sztuki i wygrywa jedynie dzięki tępej brutalności i sile? Czy zaślepiona rządzą zemsty zbiegła niewolnica dostosuje się do społecznych wymagań cywilizowanej stolicy świata? Praktycznie całe „Ostrze” opiera się właśnie na takim wydawałoby się prostym zabiegu – bierzemy dowolną charakterystyczną postać, wyciągamy ją z naturalnego środowiska i wkładamy w zupełnie obce; tudzież stawiamy bohatera naprzeciw czegoś, co w jego przekonaniu w ogóle nie powinno działać czy wręcz istnieć. Potem tylko bierzemy popcorn, obserwujemy reakcje oraz ich następstwa, a następnie śmiejemy się do rozpuku, wpadamy w stan egzystencjalnych refleksji bądź po prostu dajemy się opryskać paroma litrami ciepłej juchy.
Lektura „Ostrza” to świetna rozrywka – z jednej strony prosta w odbiorze, a z drugiej niebanalna. Nie brakuje w niej akcji, humoru ani wyrazistych bohaterów. Znajdziemy tu politykę i magię, śmierć i miłość, walkę i przyjaźń oraz wiele innych rzeczy. Wszystko to razem tworzy wyśmienity koktajl, który z czystym sumieniem mogę polecić każdemu miłośnikowi fantasy.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Wydawnictwo Magostrze
Tłumaczenie Wojciech Szypuła
tytuł oryginału The Blade Itself
data wydania 4 marca 2015
ISBN 9788374805346
liczba stron 688

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: