Joe Abercrombie, „Czerwona kraina”

Joe Abercrombie, „Czerwona kraina”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

Joe Abercrombie to ostatnio jedna z jaśniejszych gwiazd fantasy. Świat, który stworzył i w którym lokuje wszystkie swoje opowieści cieszy się dużą popularnością.
W Polsce Abercrombie był wcześniej wydawany, ale mam wrażenie, że dwie jego powieści wydane przez ISA przeszły raczej bez wielkiego echa. Dopiero od zeszłego roku, gdy Mag wypuścił „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” (oryginalny tytuł „Best Served Cold” brzmi dużo lepiej), a później „Bohaterów”, pisarz ten dorobił się u nas całkiem sporego grona entuzjastycznych fanów. Zobaczmy, jak prezentuje się „Czerwona kraina”, kolejna z powieści Abercrombiego.

        Płoszka Południe wiedzie spokojny żywot, dopóki pod jej nieobecność na rodzinną farmę nie napadają nieznani sprawcy. Z niewiadomych przyczyn porywają oni młodsze rodzeństwo Płoszki. Dziewczyna wraz z ojczymem ruszają zatem w pościg. Tymczasem, nasz stary znajomy Nicomo Cosca i jego banda najemników podpisali nowy kontrakt, tym razem z Unią – wraz z inkwizytorem zmierzają do Dalekiej Krainy w celu schwytania przywódcy buntowników. W jaki sposób splotą się ich losy?

            Nie będę szczególnie wnikał w powszechny, a dość oczywisty klucz interpretacyjny – Abercrombie wykorzystał w „Czerwonej krainie” konwencję westernu. Lud, zwany Duchami, robi za Indian, mamy westmana-celebrytę, gorączkę złota – Daleka Kraina ani przez chwilę nie wypiera się swego pokrewieństwa z Dzikim Zachodem. Choć lubię westerny,a przynajmniej lubiłem (nie czytałem Maya od gimnazjum, nie wiem jak przetrwał próbę czasu), to łączenie go z fantastyką zawsze mnie odrzucało, nieważne czy była to fantasy, czy science fiction. I mimo, że „Czerwona kraina” to przyzwoita powieść, którą dobrze się czyta, to jednak pewien cierpki posmak pozostaje, pewnie dlatego, że jestem uprzedzony.

            Zostawmy jednak obraz ogólny i oczywiste interpretacje, na które możecie się natknąć w chyba każdej recenzji tej powieści. Wybierzmy dla odmiany subiektywnie pewien problem i przyjrzyjmy mu się z bliska. Abercrombie zestawia w „Czerwonej krainie” dwie grupy fanatycznie przekonane o własnej słuszności – Inkwizycję i Smoczy Lud. Tutaj Inkwizycja nie ma wiele wspólnego z religią, chyba, że uznać za Kościół Unię. Tępi nie odstępców od wiary, ale buntowników, którym nie podobają się rządy Jego Królewskiej Mości w Stariklandzie, aczkolwiek praktyki mają podobne do tych wykorzystywanych przez Święte Officium, przynajmniej w panujących powszechnie stereotypach. Inkwizycję idzie zdzierżyć, przynajmniej wiadomo o co im chodzi, można ich od biedy zrozumieć. W przeciwieństwie do Smoczego Ludu, który przypomina sektę. Na pierwszy rzut oka to życzliwi ludzie żyjący sobie w harmonii w odosobnieniu według swych prostych zasad. Problem polega jednak na tym, że cała ta społeczność składa się z porwanych dzieci, gdyż z bliżej niewyjaśnionego powodu (trujące opary?) mieszkający w tej enklawie ludzie nie mogą mieć własnych. Jak to zwykle bywa z fanatykami – nie mają wyrzutów sumienia, są przekonani, że dzieci tylko zyskują na dołączeniu do ich społeczności. A fakt, że wynajęte zbiry zabijają ich bliskich i równają z ziemią dorobek całego życia – cóż, zło konieczne. Małym dzieciom łatwo zrobić w końcu pranie mózgu, syndrom sztokholmski, te sprawy. Najgorszy typ fanatyzmu, bo ciężko się na nim poznać, powierzchowność nie wzbudza alarmu, wręcz przeciwnie.

            Mimo iż wspomniane powieści Abercrombiego nie stanowią zwartego cyklu, to połączone są wspólnym światem i niektórymi bohaterami. Poza Nicomo Coscą w „Czerwonej krainie” pojawi się jeszcze choćby Czarny Dow czy Caul Dreszcz. Jest to pewien smaczek dla fanów twórczości pisarza, ale jednocześnie nie przeszkadza jakoś szczególnie, jeśli ktoś chciałby zapoznać się z najnowszą powieścią Abercrobiego bez znajomości jego poprzednich książek. Choć „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” i „Bohaterowie” podobały mi się o wiele bardziej, to i „Czerwonej krainie” nie sposób odmówić walorów. Nadal mamy do czynienia z dobrym fantasy.

Korekta: Paulina Koźbiał

 

Tłumaczenie: Robert Waliśczerwona_kraina_qfant

Tytuł oryginału: A Red Country

Wydawnictwo: MAG

Data wydania: 20 lutego 2013

ISBN: 9788374802901

Liczba stron: 640

 

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: