Jodi Picoult, Samantha van Leer „Z innej bajki”

Jodi Picoult, Samantha van Leer „Z innej bajki”


Recenzowała: Jagoda Wochlik

Czy to rzeczywiście inna bajka?

Jodi Picoult jest bestsellerową i cenioną pisarką amerykańską. Do tej pory znana była czytelnikom z powieści adresowanych do dorosłych. Jak wyjaśniła we wstępie do „Z innej bajki”, pewnego dnia, gdy była poza domem, promując swoją najnowszą książkę, zadzwoniła do niej córka i oznajmiła, że ma pomysł na powieść, której bohaterowie poza dziejącą się na stronach opowieści historią mają swoje własne życie, cele i dążenia. I w ten sposób narodził się pomysł powstania „Z innej bajki”, pierwszej powieści Picoult adresowanej do młodego odbiorcy, którą pisarka stworzyła wraz ze swoją córką, Samantą van Leer.

            Oliver jest księciem z bajki. Prawdziwym księciem z bajki, który ma własny zamek, wiernego wierzchowca i jak to w bajkach bywa (wiedzą wszyscy, którzy oglądali „Shreka”) piękną księżniczkę do uratowania, czyli ni mniej, ni więcej, tylko odbicia z wysokiej wieży. Po drodze musi jeszcze (bagatela!) przechytrzyć syreny i trolle oraz pokonać złego czarnoksiężnika, czyhającego na jego życie. Tyle że Oliver traktuje udział w bajce jako pracę. Akcja bajki to sztuka, którą odgrywa za każdym razem, gdy ktoś otwiera książkę. Tak naprawdę nie ciągnie go jednak do pięknej księżniczki. Jedyne, o czym marzy, to uciec z bajki do prawdziwego świata. Świata czytelników. Pewnego razu udaje mu się nawiązać kontakt z jedną z czytelniczek, nastolatką o imieniu Deliah.

            Postanowiłam przeczytać „Z innej bajki” właśnie ze względu na koncepcję bohaterów, którzy po zamknięciu książki żyją własnym życiem. Nie jest to wcale tak nowatorski pomysł, jak chce wmówić nam Picoult (wystarczy wspomnieć trylogię Cornelii Funke „Atramentowy świat”), jednakże wart uwagi. Pisarka i jej nastoletnia córka poradziły sobie z nim całkiem nieźle. Historia zawiera w sobie kilka warstw. Mamy autentyczne, czytane przez Deliah, fragmenty „Z innej bajki”, przedstawiające zmagania Olivera w walce o uwolnienie księżniczki. Obok nich pojawiają się także części zatytułowane „Deliah” oraz „Oliver”, ukazujące próby wydostania się księcia z jego bajki, opowiedziane z perspektywy każdego z bohaterów. Autorki zwróciły też uwagę na pewien rodzaj niedostosowania do świata czytelników, z którym zmaga się główny bohater – nie wie chociażby, czym jest gra komputerowa. Ponadto widać w „Z innej bajki” wyraźną zabawę stereotypem baśni – po zamknięciu książki syreny okazują się feministkami, a groźny pirat staje się pasjonatem ortodoncji. Tyle że tak bardzo skupiły się na wytrącaniu bajki ze stereotypu, że zapomniały o ważniejszej części swej historii: o relacji czytelniczka – bohater bajki. A ta niestety trąci niemożliwym do przełknięcia banałem. Deliah jest  zatem odrzuconą przez rówieśników nastolatką, której urok dostrzega li i jedynie przystojny książę, myślący tylko o tym, jak by tu opuścić bajkę i wreszcie pocałować dziewczynę.

            Plusem książki są ilustracje, dzielące się na dwa rodzaje. Całostronicowe doskonale wpisują się w stylistykę bajki. Książę jest przystojny, księżniczka piękna, rumak ma bujną grzywę. Te rysunki są kolorowe i rzecz oczywista trącą kiczem na kilometr. Natomiast mniejsze ilustracje, zdobiące rozdziały o poczynaniach Deliah i Olivera, są już jedynie czarne, wykonane z większą dozą humoru, z przymrużeniem oka.

            „Z innej bajki”, jak na powieść dla młodzieży przystało, spełnia swoją funkcję – przekonuje, iż nie należy przestać wierzyć w możliwość szczęśliwego zakończenia: „nikt nie pyta dziecka o zdanie, ale ja myślę, że człowiek dorasta w chwili, gdy przestaje liczyć na najlepsze i zaczyna oczekiwać najgorszego. Jak wytłumaczyć dorosłej osobie, że całe zło świata być może płynie z faktu, iż przestała wierzyć w niemożliwe?”[1]. Jako powieść dla nastolatek, marzących o wielkiej miłości oraz o tym, że już zawsze będą żyły długo i szczęśliwie u boku ukochanego, książka sprawdza się świetnie. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że tkwił w tej historii znacznie większy potencjał. Potencjał, który Picoult i jej córka wzorcowo zmarnowały. Bo w ich wykonaniu „Z innej bajki” okazało się w istocie tą samą co zawsze bajką, powtarzaną już po wielokroć i przesiąkniętą słowami: „pani poznaje pana i taka strasznie jest w nim zakochana”.

Korekta: Aleksandra Żurek


[1] J. Picoult, S. van Leer, „Z innej bajki”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, s. 136.z-innej_-bajk-qfant

 

  • autor: Jodi Picoult, Samantha van Leer
  • tytuł: „Z innej bajki”
  • tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
  • tytuł oryginału: „Between the Lines” wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • data wydania: 2 kwietnia 2013
  • ISBN: 9788378394976
  • liczba stron: 312
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: