Jocelynn Drake, „Łowca ciemności. Dni Mroku, Księga 2”

Jocelynn Drake, „Łowca ciemności. Dni Mroku, Księga 2”


Autor: Katarzyna Tatomir

Prawdziwi wielbiciele wampirów mają już chyba dosyć kreowanego obecnie przez popkulturę wizerunku wampira. Nie chcą czytać historii o rozmemłanych, wydelikaconych młodzieńcach posypanych brokatem i narzekających na swój los. Chcą wampirów z jajami, dumnych i wyniosłych, o zimnym spojrzeniu, ironicznym uśmieszku, spowitych aurą tajemniczości i wzbudzających lęk. Jocelynn Drake wzięła sobie te żądania do serca chyba zbyt głęboko.

Wampirzyca Mira nie jest zadowolona z tego, że musi ocalić swoją rasę (i przy okazji cały świat) przed katastrofalną w skutkach wojną. Najchętniej wróciłaby do swojego domu w Savannah, zamiast kręcić się po całym świecie, i zajęła codziennymi problemami na swoim terytorium. A tu nie dość, że trzeba powstrzymać wrogą wszystkim rasę potężnych naturi przed zniszczeniem ludzi i wampirów (wilkołakom zapewne też by się oberwało), to jeszcze okazuje się, że zwierzchnicy Miry uknuli śmierdzący zdradą spisek. Nie mając wiele do gadania, legendarna Krzesicielka Ognia staje do gry, której zasad tak naprawdę nie rozumie.

Tom drugi cyklu „Dni Mroku” podejmuje opowiadaną historię w miejscu, gdzie została przerwana, i niekiedy wraca do wydarzeń z „Nocnego wędrowca”, aby je pokrótce streścić i przypomnieć czytelnikowi o słabszej pamięci. Tym razem akcja przenosi się do Wenecji, gdzie urzęduje wampirzy Sabat. Mira i jej chwilowy sojusznik, łowca wampirów – Danaus, spotkają na swojej drodze wiele wampirów. I owszem, nie uświadczymy na kartach tej powieści ciepłych kluch skrzących się w świetle dnia, ale dużej różnorodności charakterów także nie znajdziemy. Drake przedobrzyła. Jej wampiry są wszystkie jednakowe. Każdy ma taki sam nieodgadniony wyraz twarzy, chłodne spojrzenie i sarkastyczne odzywki. I chociaż jest to powrót do starego, dobrego wizerunku wampira, to nieumiejętność rozwijania bohaterów i nadawania im cech oryginalnych sprawia, że książka robi się nużąca.

Tym bardziej, że akcja właściwie stoi w miejscu. Paradoksalnie, bo przecież  wciąż podróżujemy – zarówno blisko, jak i daleko – pływamy łódką po weneckich kanałach, lecimy samolotem na Kretę, a nawet na chwilkę teleportujemy się do Wiednia. I mimo to, przewracając kolejne strony, miałam wrażenie, że stoimy w miejscu, że to, co istotne dla fabuły, nie wynika z tego, co się w powieści dzieje, a jedyne, co posuwa akcję do przodu, to słowa padające z ust rozmawiających bohaterów. Co jakiś czas Mira otrzymuje nowe, czasami zaskakujące informacje, a z walk i starć nie wynika nic. Zakończenie „Łowcy ciemności” też nie przynosi rozwiązania problemu, z którym mierzymy się od tomu pierwszego. Drugi tom cyklu bardziej pełni funkcję zapychacza, niż istotnej dla fabuły części.

Żeby nie było, że tylko krytykuję – słówko o tym, co uważam za pozytyw. Jak wiadomo, narracja pierwszoosobowa w dużym stopniu ogranicza to, o czym można w powieści opowiadać. Główny bohater, będący jednocześnie narratorem, może mówić tylko o swoich uczuciach, a emocji reszty bohaterów może się jedynie domyślać z ich zachowania czy wyrazu twarzy. W świecie stworzonym przez Drake wampiry, wilkołaki, naturi, a także ludzie posiadający magiczne zdolności, mogą wnikać swoją mocą w innych, co umożliwia im odczytywanie czyichś uczuć, pragnień, a także odczuwanie cudzego bólu. Dzięki temu poznajemy wnętrze innych postaci i nie jesteśmy skazani tylko i wyłącznie na przemyślenia i domysły Miry. Jej wewnętrznych monologów o świecie już i tak jest zbyt wiele i gdyby nie wnikanie w myśli innych i skupianie się na nich, powieść byłaby nie do przebrnięcia.

Za ciekawe uważam także niektóre z wymyślonych przez autorkę zasad konstrukcji świata, na przykład sposoby zamieniania człowieka w wampira. Bardzo spodobał mi się pomysł planu Wielkiego Przebudzenia, według którego wampiry od setek lat przygotowują ludzkość do poznania prawdy, a robią to, na przykład kontrolując kino, dzięki temu, że mają swoich przedstawicieli w wytwórniach filmowych na całym świecie. Ogólnie, całą mitologię cyklu uważam za interesującą, mimo że początkowo wydała mi się trochę naciągana, jednakże logiki i wyobraźni autorce odmówić nie można. 

Drugi tom cyklu "Dni Mroku" oceniam bardzo nisko, choć jestem przekonana, że znajdą się czytelnicy, którym powieść będzie się podobać. Mnie nużyła i tylko na krótkie chwile zaciekawiała, ale może to dlatego, że nie podzielam powszechnej fascynacji wampirami i podchodzę do nich dosyć neutralnie. Wielbiciel historii o  „nocnych wędrowcach” będzie zadowolony, a jeżeli w dodatku nie wymaga od książki głębszych treści, będzie się bawił wręcz doskonale.
Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Jocelynn Drakelowcy_ciemnosci_qfant

Tytuł:Łowca ciemności. Dni Mroku, Księga 2

Data wydania:maj 2010

Wydawnictwo:Amber

Tytuł oryginalny: Dayhunter

Przekład: Barbara Grabska-Siwek

Liczba stron: 400

Cena: 34,80 zł

ISBN: 978-83-241-3669-8

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: