Joanna Szwechłowicz, „Tajemnica szkoły dla panien”

Joanna Szwechłowicz, „Tajemnica szkoły dla panien”


Recenzowała: Maryla Kowalska

 

„Tajemnica szkoły dla panien” nie jest książką, po którą sięga się w nieświadomości. Dużo dobrego można usłyszeć o niej przede wszystkim w Internecie . Kryminały retro od lat budzą w czytelnikach entuzjazm, bo czy jest coś piękniejszego niż trup w dusznej atmosferze międzywojennej Polski (dla miłośnika kryminału oczywiście)? Tak czy owak, wydanie powieści Szwechłowicz spotkało się ze sporym odzewem i posunięto się nawet do porównania „Tajemnicy…” do „Pikniku pod Wiszącą Skałą”! Czy słusznie?

W niewielkiej miejscowości, której główną siłą napędową jest ekskluzywna pensja dla dziewcząt, znaleziono trupa. Dokładniej rzecz biorąc, ciało uczennicy-samobójczyni, powieszone na strychu rzeczonej szkoły. Sama sprawa jako taka nie stanowi większego problemu: po prostu nieszczęsne dziecko targnęło się na własne życie. Niewiele w miasteczku jest osób, które mają ochotę zastanowić się, skąd nastoletnia panienka umiała zawiązać specjalistyczny węzeł, na którym się powiesiła. Najbardziej nie na rękę jest to miejscowemu policjantowi, na co dzień szukającemu zaginionych psów i kradzionych worków cukru. Chcąc nie chcąc, podkomisarz Ratajczak będzie musiał jednak wytężyć swój intelekt, bo w miejscowym lesie ktoś natrafia na makabryczne znalezisko…

Już po samej fabule widać, że jedyne, co powieść ma wspólnego z „Piknikiem…” czy nawet „Dziewczętami z Nowolipek”, to dziewczęta w roli głównej. No dobrze, drugoplanowej. Albo i trzecioplanowej. Poprzestańmy na stwierdzeniu, że w „Tajemnicy…” gdzieś tam są dziewczęta z pensji. „Gdzieś tam” jest także zbrodnia, bo chociaż reklamowana jako kryminał, ta powieść zdecydowanie nim nie jest. Zaś powoływanie się na klasyczne „Dziewczęta…” czy klimatyczny „Piknik…” jest dosyć topornym chwytem marketingowym, który może przynieść czytelnikom szukającym podobnych dzieł jedynie rozczarowanie.

Czym więc jest „Tajemnica…”? Przede wszystkim dobrą powieścią obyczajową. Retro, oczywiście. Opisuje klaustrofobiczną dulszczyznę małego miasteczka. Bohaterowie skupieni są na sobie i nie wtykają nosa w nie swoje sprawy, nawet jeśli – jak w przypadku podkomisarza Ratajczaka – należy to do ich obowiązków. Wszystkie brudy najchętniej zamiatane są pod dywan. Osoby zbyt bystre, ciekawskie czy pragnące innego życia zwyczajnie nie mają tu prawa bytu. Aż chce się zakrzyknąć: „Mańkowice to nie miejsce na mapie, to stan umysłu!”. Szwechłowicz ma niemały talent do zaglądania swoim bohaterom do głów i prezentowania ich zawartości, zazwyczaj pełnej małomiasteczkowych uprzedzeń i mniejszych lub większych grzeszków.

„Tajemnica szkoły dla panien” to książka raczej dla osób lubujących się w niespiesznej, głębokiej lekturze. Najważniejsza tu jest dokładność, zagłębienie się w opisany świat, zbliżenie do bohaterów. Celem numer jeden powieści wydaje się być przedstawienie wycinka rzeczywistości. Zbrodnia, morderca, śledztwo – to sprawy drugorzędne, są tylko małą częścią książki, podobnie jak śmierć jednej osoby jest tylko małą częścią życia całego miasteczka.

Ogólnie rzecz biorąc, „Tajemnica szkoły dla panien” jest dobrą książka wypromowaną w sposób zupełnie niezgodny z jej prawdziwą „osobowością”. Z drugiej strony, promocja zadziałała, a cel uświęca środki. Mimo to powtarzam: nie sugerujcie się opisami na okładce, bo rozczarowanie może być spore. Jeśli natomiast chcecie poczuć duszny ciężar małomiasteczkowego życia w dyskretnym zagrożeniu międzywojennym, zapraszam do lektury.

 

Korekta: Katarzyna Tatomir

tajemnica-szkoly-dla-panien-joanna-szwechlowicz-1

  • Autor: Joanna Szwechłowicz
  • Tytuł: Tajemnica szkoły dla panien
  • Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • ISBN: 978-83-7839-691-8
  • Format: 125 mm x 195 mm
  • Liczba stron: 344
  • Oprawa miękka
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: