Joanna Kubica, „Katedrale”

Joanna Kubica, „Katedrale”


Recenzowała: Lucyna Markowska

Podobno z powieściami dla młodzieży jest tak, że albo czyta je grupa docelowa, albo całe grono „krypto fanek”, czyli tak naprawdę pań już statecznych, po trzydziestce, które lubią lekką romantyczno-przygodową narrację. Ponieważ do pierwszej grupy od dawna się już nie zaliczam, a na grupę drugą stałam się chyba zbyt marudnym cynikiem, zwykle powieści dla nastolatków omijam łukiem tak wielkim, że grozi mi wypadnięcie z orbity. Nie będę zatem ukrywała, że bałam się tej recenzji. Bo jak jest debiut, to trzeba autora potraktować „surowo acz sprawiedliwie”, czyli tak, by dostał kijem za błędy, marchewkę na zachętę i jednocześnie nie zgasić w nim zapału. (Co nie jest zadaniem znowu takim łatwym dla oceniającego!).

Tymczasem, już po kilku stronach okazało się, że z kijka to mogę sobie co najwyżej zrobić w domu namiot, bo styl autorki jest tak zgrabny i elegancki, że część „pouczająco-mentorską, oh ah” potraktujemy jako zapomniany punkt programu. Koniec końców, marchewkę także zjadłam sama – co akurat jest bardzo zdrowe. Co zaś się tyczy podsycania czy gaszenia zapału, miłość do literatury Kubicy jest tak widoczna i wyczuwalna w jej twórczości, że najlepiej podsumowuje ją sam cytat z powieści: „Wychowałam się na opowieściach o małym czarodzieju. Bliska memu sercu jest także wyprawa hobbitów i ich przyjaciół w celu zniszczenia potężnego pierścienia władzy. Nie pogardzę również opowieściami o losach policjantów z Ankh-Morpork. Jednym słowem – cenię sobie mistrzów gatunku” .

Gdybym zatem miała skończyć recenzję w tym miejscu i streścić, jaką powieścią są w skrócie „Katedrale” – to odpowiedziałabym tak: trochę patosem i romantyzmem z „Hobbita”, trochę klimatem magii z Hogwartu, odrobiną humoru Pratchetta, podróżami do obcego świata Norton i poznaniem „innego siebie” Le Guin. Jeśli bowiem dokładnie przyjrzymy się konstrukcji bohaterów i historii, zauważymy, że doskonale wpisują się w schematy, które czynią z fantasy gatunek może nie rewolucyjny, ale nieodmiennie hipnotyzujący.

A ponieważ mocną historię powinien zawsze zaczynać trup, również w „Katedralach” autorka nie łamie tej zasady. Karolina jest młodą adeptką magii (a właściwie historii – czyli jak sama informuje, najnudniejszego z kierunków w Akademii), którą pewnego nieprzyjemnego dnia spotyka niespodzianka. Dziewczyna natrafia na umierającego człowieka, a ten (zamiast cicho i grzecznie odejść) przekazuje jej słowa zaklęcia, w skutek czego nie tylko Karolina pada ofiarą nieudanego ataku zabójców (z rąk kobiety z tytułem „najgorszej przyszłej teściowej roku”). Bohaterka znajdzie się na liście „top ten” mrocznej organizacji Grendelów, ale jeszcze – dosłownie i w przenośni – zagubi się pomiędzy światami. Tam, po drugiej stronie, jej nieco odmieniona wersja o imieniu Natalia wiedzie życie w rzeczywistości, gdzie za największe cuda odpowiada technologia, zaś zaklęcia i magiczne receptury skrywają się pod pojęciami „chemia”, „fizyka” czy „matematyka”. W efekcie obie dziewczyny staną przed dylematem: jak pomóc swojej „bliźniaczce”, odwrócić efekt dziwnego zaklęcia, a przy okazji nie pozwolić, by Wrocław został opanowany przez siły, które z przyjemnością wykorzystają najgorsze i najbardziej niszczycielskie odkrycia obu światów. (Ach, no i przy okazji dopiec niedoszłej teściowej za – jakby to ująć – próbę „permanentnego rozdzielenia z ukochanym synkiem”). W „Katedralach” nie zabraknie zatem także historii o miłości i przyjaźni, zwykłej, młodzieńczej samotności i nieporadności, ale z przyjemnym odkryciem, że nawet jeśli wszystko wydaje ci się w życiu walić, to nigdy nie jestem zupełnie sam. (A twój chłopak – nawet jeśli w dwóch wersjach i z innymi osobowościami – to jednak wciąż silne oparcie i „druga połówka” nie gorzej cię rozumiejąca od rzeczywistej „bliźniaczki”).

Gdybym zatem miała skupić się na największych zaletach powieści, to są nią niewątpliwie żarty wynikające z niekompatybilności obu światów oraz rozmach, z jakim autorka pozwoliła sobie tworzyć alternatywną historię – gdzie elfy, smoki oraz baśniowe stwory żyją obok ludzkich mieszkańców Królestwa Polskiego, Cesarstwa Japonii, a w Wielkim Pałacu Kremlowskim urzęduje sobie w najlepsze car Iwan VII. Kubica mruga więc okiem do czytelnika, którego te historyczne szarady z pewnością zaskoczą, a jednocześnie wprowadza nas w narrację rodem z kultowego filmu „Goście, goście”, gdzie średniowieczny rycerz i jego giermek musieli zmierzyć się z dziwactwami XX wieku. Z równie pokrętnymi rozwiązaniami spotyka się bowiem Karolina, przez co nawet pomoc Natalii i Piotra nie przebiegnie tak łatwo i sprawnie, jak mogłoby się wydawać... no bo co zrobić z wariatką, która wygląda jak twoja przyjaciółka, ale twierdzi, że zna się na magii? A na dodatek powtarza, że jeśli nie światu, to przynajmniej Wrocławowi grozi niebezpieczeństwo?

Summa summarum, „Katedrale” to rasowe fantasy z zabytkowym miastem w tle. Miastem, które, jak się okazuje, niczym magią i klimatem nie ustępuje wyeksploatowanemu Londynowi. Jeśli zatem szukacie czegoś, co jest lekkie i przyjemne, co nie skończy się szybko (bo coś przeczuwam po konstrukcji, że autorka planuje następne tomy) oraz pełnymi garściami czerpie i nawiązuje do wymienionych wcześniej dzieł – to powinniście być zadowoleni. Jednocześnie o samych „katedralach” i znaczeniu tytułu celowo nie napiszę nic, by nie zdradzać najważniejszej zagadki fabularnej. Zamiast więc tęsknie wypatrywać „czy Rowling dozna jeszcze objawienia twórczego?!” (bo raczej nie), lepiej dajcie polskiej autorce szansę i przekonajcie się, że dobre powieści młodzieżowe mogą powstać wszędzie. A ja wybiorę się chyba wreszcie z wycieczką do Wrocławia. Czas zobaczyć tę wyjątkową katedrę…

Korekta: Katarzyna Tatomir

Tytuł: Katedralekatedrale
Autor: Joanna Kubica
Wydawca: Wydawnictwo Alegoria
ISBN: 978-83-62248-53-7
Liczba stron: 296
Format: 14.5x21.0cm
Cena: 34,50 zł
Data wydania: 2015

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: