Jim Butcher, „Akta Dresdena. Martwy rewir”

Jim Butcher, „Akta Dresdena. Martwy rewir”


Recenzowała: Jagoda Wochlik

Polka nigdy nie umiera

Jim Butcher jest jednym z najbardziej poczytnych pisarzy literatury fantasy w Stanach Zjednoczonych. Jego cykl „Akta Dresdena” składa się na chwilę obecną z piętnastu książek. Pierwsza z nich, „Front burzowy”, powstała jako tekst zaliczeniowy na kurs pisania, na który uczęszczał Butcher. W Polsce książkami o jedynym chicagowskim magu dostępnym w spisie telefonicznym zainteresowało się wydawnictwo Mag. Obecnie wypuściło na rynek „Martwy rewir”, siódmą księgę cyklu.
Harry Dresden ma nieprzeciętną umiejętność. I nie mam tu na myśli umiejętności magicznych, które również są u niego nieprzeciętne. Chodzi mianowicie o umiejętność pakowania się w kłopoty. Tym razem spotykamy go w momencie, gdy Karrin Murphy, jego współpracownica i koleżanka, wyjeżdża na romantyczny urlop na Hawaje i zastawia magowi klucze od domu, by podlewał jej kwiatki. Już sam ten fakt mógłby go sfrustrować, a teraz dodajmy do niego jeszcze zlot szalonych nekromantów w Chicago, próbujących odnaleźć książkę swojego mistrza i uczynić z siebie bogów. Harry robi wszystko, aby do tego nie dopuścić.
Bardzo lubię „Akta Dresdena”. Nie jest to żadna wybitna, wielka literatura. To cykl typowo rozrywkowy, ale Butcher ma dobre pomysły i lekkie pióro, a jego humor i porównania nie mają sobie równych. Jest też prawdziwym znawcą popkultury. Odwołuje się w swoich książkach do Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen, Sokoła maltańskiego, powieści Kinga. Długo by wymieniać. To jedna z tych książek, z których tym więcej wyczytasz, im więcej sam wiesz. Można by go porównać do Ćwieka, z tym że nasz rodzimy pisarz jest zwierzęciem popkulturowym (jak sam o sobie mówi), które masą odwołań napełnia puste wydmuszki bez pomysłu (vide cykl „Chłopcy”), a Butcher na swoje powieści naprawdę ma pomysły. Niejednokrotnie bardzo porządne pomysły, czasem nowatorskie, innym razem może nieco wtórne, ale nie tchnące nachalną powtarzalnością schematów.
Kolejnym plusem cyklu są dla mnie pełnokrwiści bohaterowie – oczywiście z samym Dresdenem na czele, który w tym tomie będzie borykał się z syndromem Galadrieli: „wziąć, czy nie wziąć Pierścień?”. Bo w końcu wielka moc to wielka odpowiedzialność, a nasz mag niekoniecznie ma ochotę zaprzedać swoją duszę mocom piekielnym. Niestety, porucznik Karrin Murphy buja się w tym tomie na Hawajach, więc praktycznie jej nie uświadczymy, ale jej miejsce zajmą fantastyczny koroner z zamiłowaniem do polki, Butters (stawiam, że gro z nas, gdyby naprawdę dostało się do czytanych książek i miało do czynienia z Tymi Złymi, zachowywałoby się właśnie tak), Thomas, współlokator i brat Dresdena oraz niezrównany Bob Czaszka.
„Robota detektywistyczna najczęściej tak właśnie wygląda: dużo szukasz i niczego nie znajdujesz. Jedynym na to lekarstwem jest szukać jeszcze więcej” . Niestety, nie do końca jest pięknie. W książce dużo się dzieje. Dresden walczy z trzema nekromantami, napadają go mafiosi, nęci pewna demonica, prześladuje królowa elfów, poznaje dziewczynę, boryka się z uczuciami do innej, ma na głowie Strażników Białej Rady i Dziki Gon z Erlkingiem na czele, ożywia dinozaura. Słowem akcja pędzi na złamanie karku i ani na chwilę (przez ponad sześćset stron) nie zwalnia. Tyle, że fajerwerków jest w pewnym momencie już tak dużo, że człowiek przestaje widzieć cokolwiek. Cóż, Butcher chyba zapomniał, że czasami mniej znaczy więcej.
Jeszcze tylko słowo o samym wydaniu. Z założenia nazwisko autora i tytuł cyklu miały być chyba koloru fioletowego, a wyszły jakieś takie… różowe. Różowe, serio? To jakby laleczkę Chucky ubrać na różowo i stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Poza tym książkę ciężko się czyta, w sensie dosłownym, nie przenośnym. Ponieważ ma ponad sześćset stron i została dobrze sklejona, to nierzadko musiałam się z nią siłować, by pozwalała się czytać. Z drugiej jednak strony, co jest niewątpliwym plusem, moje kciuki cierpiały, ale książka nie rozpadła się ani podczas lektury, ani po niej.
To już siódmy tom „Akt Dresdena”, a one nadal trzymają poziom. Są tym, czym są. Humorystyczną, lekką fantasy. Cyklem typowo rozrywkowym. Ale za to jaka to rozrywka. Na najwyższym poziomie.

Korekta: Katarzyna Tatomir

autor: Jim ButcherMartwy rewir L
tytuł: „Martwy rewir”
cykl: Akta Dresdena”
wydawnictwo: Mag
tłumaczenie: Wojciech Szypuła
tytuł oryginału: „Dead beat”
ISBN 9788374806282
liczba stron: 624

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: