James Rollins „Podziemny labirynt”

James Rollins „Podziemny labirynt”


Recenzował: Damian Drabik

Twórczość Jamesa Rollinsa cieszy się ogromnym zainteresowaniem i wzbudza spory entuzjazm. Zyskał na popularności jako twórca intrygujących thrillerów z elementami przygodowymi (czy nawet fantastycznymi), a jego styl stał się rozpoznawalny. W swojej najnowszej powieści „Podziemny labirynt” nie odbiega od tego, do czego zdążył nas przyzwyczaić. W przeciwieństwie do poprzednich utworów Amerykanina zmienia się jednak miejsce akcji. Tym razem podążamy do wnętrza Ziemi.

Przygoda rozpoczyna się na Antarktydzie, gdzie w plątaninie podziemnych tuneli i jaskiń odnaleziono czaszkę z czystego diamentu, której wiek określono na około pięć milionów lat. Mało kto potrafiłby przejść obok takiego odkrycia obojętnie. Dla jednych jest to wspaniałe archeologiczne znalezisko, dla innych – nowa żyła złota, która może przetasować układ sił na ziemi. Pomysł na fabułę jest intrygujący, lecz zarazem sztampowy. Największą zaletą powieści jest miejsce akcji – podziemia martwego i niedostępnego kontynentu, jakim jest Antarktyda z jednej strony budzą respekt, a z drugiej autentyczny strach. Autor opisał to miejsce doskonale, wywołując w czytelniku najróżniejsze emocje. Szkoda, że na tym pozytywne aspekty się kończą.

W „Podziemnym labiryncie” schemat goni schemat. Rollins stosuje ograne chwyty, przez co można odnieść wrażenie, jakby cała fabuła była wymuszona i podążała sztywno według określonego planu. Trudno oczekiwać ze strony tej powieści jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Nie przeszkadza to szczególnie w trakcie lektury, bo Rollins nie jest debiutantem i dobrze wie, jak budować napięcie. Jego lekkie pióro objawia się w barwnych opisach kolejnych miejsc, w które docierają bohaterowie. Całość napisana jest z rozmachem, nie brakuje przygód i zwrotów akcji. To jednak niestety sztuczki, którymi autor odwraca uwagę od banalności swojego dzieła.

Najnowsza powieść Rollinsa wyprana jest z emocji. Bohaterowie są sztuczni, a autor każdemu z nich nadaje charakterystyczne cechy zgodne z konwencją i oparte na stereotypach. Podzieleni są na dobrych i złych oraz na pełnych charyzmy liderów i przerażonych członków grupy. Na domiar złego wszystko okraszone jest nadmiernym patosem, a bohaterowie niczym mityczni herosi zmagają się z przeciwnościami losu, aby w większości przypadków wyjść z całego zamieszania bez szwanku.

„Podziemny labirynt” zawiera prostą analogię do „Podróży do wnętrza Ziemi” Juliusza Verne’a. Widać, że Rollins zaczerpnął z klasyka kilka elementów, wzbogacił jednak i unowocześnił historię, kreśląc intrygę rozgrywającą się wokół międzynarodowego terroryzmu oraz prehistorycznego gatunku ludzi. Wynika z tego niestety kiczowaty pojedynek dwóch kultur i ras, zaś sprawny w założeniu thriller przeradza się niekiedy w absurdalną fantastykę.

Najnowsza powieść Rollinsa zaniża poziom jego dotychczasowych dokonań. „Podziemny labirynt” jest fabularnie bardzo nierówny. Na przestrzeni kilku stron potrafi równie mocno zaintrygować, co zirytować. Oczywiście dla wiernych fanów jest to pozycja obowiązkowa, a i pozostali być może znajdą tu coś dla siebie, trzeba się jednak liczyć z tym, że serwowanym przez autora rozwiązaniom fabularnym daleko do oryginalności.

Korekta: Katarzyna Tatomir

tytuł oryginału: SUBTERRANEANpodziemnylabirynt
literatura anglojęzyczna
tłumaczenie: Paweł Wieczorek
liczba stron: 464
ISBN: 978-83-7885-543-9
oprawa: miękka ze skrzydełkami
data wydania: 23 stycznia 2015

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: