Jacek Ostrowski, „Posiadłość w Portovenere”

Jacek Ostrowski, „Posiadłość w Portovenere”


„Posiadłość w Portovenere” to kolejna znakomita powieść Jacka Ostrowskiego, jaką mam przyjemność recenzować. Można powiedzieć, że w sensie intelektualnym i stylistycznym, choć nie fabularnym, jest ona kontynuacją „UT”, z którym zmierzyłem się parę miesięcy temu.

Jako miejsce akcji autor ponownie wybrał Włochy, które chyba są mu szczególnie bliskie. Kiedy czytałem jego poprzednią powieść, zwróciłem uwagą na to, jak znakomicie potrafi oddać klimat włoskiej prowincji, jej krajobrazu i codziennego życia mieszkańców. W przypadku „Posiadłości w Portovenere” wyszło mu to jeszcze lepiej, być może ze względu na to, że pozwolił sobie na większą „rozwiązłość” w kwestii opisów.

Konwencja przyjęta w nowej powieści również jest bliska tej znanej mi (a może i Wam?) z „UT”. Gdybym miał jasno sprecyzować gatunek, sprawiłoby mi to pewien problem. Anglicy tego typu książki nazywają po prostu „mystery novel”. Wydawnictwo Prozami zaliczyło ją do adekwatnie, moim zdaniem, nazwanej serii „Mroczne tajemnice”. Bo tajemnica jest motorem akcji „Posiadłości w Portovenere”. A przy tym Ostrowskim wykorzystał elementy fantastyczne, niemalże horrorowe, do snucia, po raz kolejny, filozoficznej opowieści o ludzkim życiu, o przeszłości, o błędach i głęboko skrywanych grzechach.

Ale może przejdźmy do konkretów. Główną bohaterką powieści jest Carla, młoda skrzypaczka, która po śmierci swojej matki przyjeżdża na jakiś czas do wuja, Johna Larusso, zamieszkującego tytułową posiadłość. Szybko orientuje się, że ze staruszkiem nie wszystko jest w porządku. Skrywa on jakiś mroczny sekret. Podobnie jak tajemniczy Pedro Gonzales – z pozoru czarujący, przystojny mężczyzna, który w rzeczywistości zamieszany jest w różne niezrozumiałe i niepokojące wydarzenia, między innymi dotyczące też rodziny Carli.

Akcja „Posiadłości w Portovenere” toczy się własnym, niespiesznym rytmem, a mimo to jest niezwykle wciągająca. Kolejne zagadki splatają się ze sobą wraz z rozwojem fabuły, tworząc fascynującą pajęczynę. Ostrowskiemu udało się dokonać rzadkiej sztuki: stworzył historię z jednej strony spokojną i refleksyjną, a z drugiej – trzymającą w napięciu.

Dużą rolę w tym osiągnięciu odgrywają postacie. Wszystkie są złożone i intrygujące, mają swoje historie, dziwactwa, potrzeby. No i każda ma jakąś tajemnicę. W stworzonym przez autora świecie nie ma miejsca dla ludzi „po prostu” dobrych lub złych. Jest za to miejsce na dobre i złe wybory, za które potem trzeba ponieść odpowiedzialność. Jest też miejsce na krzywdy i niesprawiedliwość, ale także na miłość i współczucie.

Dzięki temu „Posiadłość w Portovenere” nabiera głębi. Nie jest to lektura, do której można podejść obojętnie. Powiedziałbym, że posiada świetną mieszankę wartości rozrywkowych i… No, tych drugich: artystycznych, emocjonalnych, intelektualnych. Nazwijcie to jak chcecie. Mówiąc krótko, Ostrowski stworzył ambitną książkę, którą przy okazji bardzo dobrze się czyta. I chwała mu za to.

korekta:Iga Pączek

Ostrowski Jacekposiadłosć_w_ portovener_qfant

Tytuł: Posiadłość w Portovenere

Data wydania: listopad 2012

Wydawnictwo: Prozami

Pozostałe dane: ISBN: 978-83-932841-9-1

Format: 14,5 x 20,5 cm

Seria: mroczne tajemnice

Oprawa: miękka

Liczba stron: 240

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: