Jacek Komuda „Banita”

Jacek Komuda "Banita"


Autor: Olga Sienkiewicz

Bardzo chciałabym móc napisać, że wyczekiwana przeze mnie nowa książka Komudy o Jacku Dydyńskim to tekst znakomity i dopracowany. Niestety, pisząc to dość mocno minęłabym się z prawdą, gdyż po skończeniu lektury czułam niedosyt i rozczarowanie. A szkoda, bo naprawdę robiłam sobie nadzieje.

Jacek Dydyński, z przyczyn od niego niezależnych, ląduje w lochach przemyskiej wieży. Mniej więcej w tym samym czasie magnat Mikołaj Potocki brutalnie morduje prostytutkę, przyznaje się do tego czynu i zgodnie z prawem Rzeczpospolitej odsiaduje sześciotygodniowy wyrok w tej samej wieży. Na panie lekkich obyczajów, pracujące na ulicach Przemyśla, pada strach. Jedna z nich postanawia ukrócić bezkarność Potockiego i po różnych perypetiach najmuje Dydyńskiego…

Brzmi dobrze, prawda? Fabuła, jak zawsze u Komudy, jest dobrze skonstruowana i w najwyższym stopniu przemyślana. Szkoda tylko, że jednowątkowa, bo to główna przyczyna niedosytu, jaki odczuwałam po odłożeniu książki.

Panowie szlachcice – jak zwykle zostali odmalowani bardzo barwnie i przekonująco. Dziwią mnie jednak postacie kobiece (w tym wypadku ograniczające się do prostytutek), świadczące o nienajlepszym sądzie autora o płci pięknej. Odniosłam wrażenie, że są one dość płytkie, przedstawione z mniejszym entuzjazmem i pietyzmem, niż szlachta. Zdumiał mnie także, potraktowany po macoszemu, wątek miłości Dydyńskiego, psychologicznie zupełnie nieprzekonujący (chyba, że ma stanowić przykład na to, iż mężczyzna niekoniecznie myśli mózgiem). Mogę się tylko domyślać, że ten włączony na siłę wątek romantyczny miał przekonać do książki czytelniczki, ale nie do końca to Komudzie wyszło – i chyba wolałabym, żeby w przyszłości autor nie mieszał romansu z kawałkiem porządnej prozy!

Prawdziwy zachwyt wywołały u mnie dynamiczne sceny walk, bardzo plastyczne i wręcz dające wrażenie filmowości. Niestety, równie realistyczne są wszelkie brutalne sekwencje (i to akurat zła wiadomość dla co wrażliwszych pań), a w niektórych momentach trzeba pamiętać, że prostytutki były traktowane jak rzeczy i ich życie nie miało najmniejszej wartości. A skoro już przy tym jesteśmy – ostrzegano mnie, że to książka bardzo brutalna. Faktycznie, Komuda nie stroni od bardzo realistycznych, śmierdzących krwią i rozkładem scen, choć pod tym względem jeszcze sporo brakuje mu do mistrzostwa Jacka Piekary.

Mam wrażenie, że Komuda rozwinął umiejętność wywoływania emocji u czytelnika. Jest w książce taki moment, kiedy mnie po prostu w gardle ścisnęło (a wierzcie mi, że nie zdarza się to zbyt często). Pojawiły się też inne uczucia, jak czysta niechęć do Potockiego i szczere współczucie dla Jacka Dydyńskiego. Być może jest to kolejna oznaka tego, że Komuda robi ukłon w stronę żeńskiej części odbiorców, bo przecież panowie nie szlochają nad losami bohaterów… prawda?

Język powieści także pozostał na poziomie, do jakiego przyzwyczaił nas Komuda (czasem zastanawiam się, czy autorowi ten specyficzny, przypominający  Sienkiewiczowską "Trylogię" styl tak wszedł w krew, że ten nie umie już pisać inaczej?). Przypisy są opracowane bardzo drobiazgowo i szczerze mówiąc, chciałabym, aby właśnie tak pisano podręczniki do historii, bo z tej właśnie części książki można się bardzo wiele nauczyć.

Czy warto sięgać po "Banitę"? Ja twierdzę, że tak, choć mam malutki żal do autora, że powieść nie jest dłuższa, bardziej rozbudowana i przez to zaspokajająca czytelniczy głód. No, ale biorąc pod uwagę podziękowania dla "Macieja Jurewicza, współautora scenariusza" zamieszczone na końcu książki, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że głód ten zostanie zaspokojony przez medium inne, niż książka…

Korekta: Natalia Bieniaszewska

Autor:Komuda Jacekbanita_qfant

Tytuł:Banita

Data wydania:19 marzec 2010

Wydawnictwo:Fabryka Słów

Pozostałe dane:Oprawa: miękka

Stron: 240

Wymiary: 125 x 195

ISBN-13: 978-83-7574-159-9

Cena: 27.99zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: