J. R. R. Tolkien, „Upadek króla Artura”

J. R. R. Tolkien, „Upadek króla Artura”


Recenzowała: Jagoda Wochlik

 

Dość niedawno temu słyszałam bardzo ciekawą wymianę zdań między dwiema nastolatkami. Dziewczęta rozmawiały na temat ewentualnej wizyty w kinie na nowym filmie o Thorze. Jedna z nich stwierdziła, że nie lubi filmów o superbohaterach, bo wszystkie są głupie, płytkie i nudne, a poza tym nie ma ochoty wydawać pieniędzy na bilet, żeby oglądać w kinie trykociarzy Marvela. Druga z rozbrajającą szczerością odpowiedziała jej na to: „Przecież nie chodzi o film! Idziemy pooglądać Chrisa Hemswortha. Fangirlsowanie wymaga poświęceń”. Dlaczego  wspominam tę rozmowę w kontekście „Upadku króla Artura” Johna Ronalda Reuela Tolkiena? Ponieważ do jego książek przywykliśmy już podchodzić na kolanach. Mówiąc o Tolkienie, używa się takich słów jak „mistrz”, „wizjoner”, „geniusz” „wielki autor”. Niewątpliwie ten angielski pisarz wielkim autorem był. Niewątpliwie stworzył świat wspaniały, jedyny w swoim rodzaju, niesamowity. A elfy, które wykreował, do dziś są niedoścignionym wzorem. Mówiąc o elfach, rzadko kiedy nie mamy na myśli tych Tolkienowskich. A jednak i w przypadku Tolkiena sprawdza się stwierdzenie, że fangirlsowanie wymaga poświęceń.

„Upadek króla Artura” to niedokończony poemat Tolkiena o legendarnym anglosaskim władcy, po raz pierwszy przetłumaczony i opublikowany w języku polskim. Opowiada o walkach Artura ze wschodnimi najeźdźcami. Podczas jego nieobecności w Kamelocie rządy sprawuje Mordred. Krewniak króla planuje przejąć władzę i wymusić uległość na pozostającej w zamku królowej. Jedna z pieśni opowiada także o rozterkach Lancelota, niegdyś ukochanego rycerza króla, teraz wyklętego wojownika, który ośmielił się pokochać żonę swego pana. I tyle. Dosłownie tyle. Poemat to raptem 86 z 260 stron, z czego połowa to oryginalny tekst angielski. Zabieg o tyle ciekawy, że jeśli jakiś czytelnik dobrze zna język, może sobie porównać oryginał i polski przekład, który, jak mi się wydaje, wypadł całkiem zgrabnie i zachował rytm.

Pozostałe 180 stron to dodatki, teksty syna pisarza, a zarazem opiekuna jego spuścizny literackiej, Christophera Tolkiena. Wydanie zostało uzupełnione o obszerne przypisy objaśniające treść poematu, a także o drobiazgowy opis jego powstawania i ewolucji koncepcji oraz treści. Syn pisarza przybliża nam również dzieje legendy arturiańskiej, wyjaśniając, na czym autor „Władcy Pierścieni” się opierał, pisząc swój tekst. Dokładnie opisuje, jak praca nad „Upadkiem króla Artura” wpłynęła na kształt „Silmarillionu”.

Reasumując, „Upadek króla Artura” to dzieło J.R.R. Tolkiena, w którym tekstu Tolkiena jest jak na lekarstwo. Pozostałe strony to rozważania jego syna. Owszem, ciekawe, ale czy mi naprawdę o to chodziło? Chyba jednak nie do końca. Zwłaszcza, że jako czytelniczka czuję się oszukana, gdyż nigdzie w notce wydawniczej nie wspomniano, że właściwy tekst to zalewnie jedna trzecia książki. Bardzo pięknie wydanej, to prawda, ale nie najtańszej. Dlatego muszę przytaknąć, fangirlsowanie wymaga poświęceń. Pozycja zdecydowanie dla prawdziwych fanów twórczości angielskiego pisarza.

 

Korekta: Aleksandra Żurekupadek_ króla_artura_qfant

 

  • autor: J.R.R. Tolkien
  • tytuł: „Upadek króla Artura”
  • tłumaczenie: Katarzyna Staniewska, Agnieszka Sylwanowicz
  • tytuł oryginału: „The Fall of Arthur”
  • wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • data wydania: 5 listopada 2013
  • ISBN: 9788378396574
  • liczba stron: 264
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: