J. Everson, „Ofiara”

J. Everson, „Ofiara”


Autor: Ania Rzepecka

Po „Ofiarę” sięgnęłam zachęcona informacją, o zdobyciu przez Johna Eversona Nagrody Brama Stokera za poprzednią książkę – „Demoniczne przymierze” – będącą jednocześnie preludium do wydarzeń opisywanych w „Ofierze”. Znajomość nagrodzonej książki nie jest jednak konieczna do zrozumienia „Ofiary”, autor przybliża pokrótce poprzednią historię i losy bohaterów, z których jednak większość pojawia się w recenzowanej pozycji po raz pierwszy.

„Pełen mrocznej erotyki i krwawej grozy horror”– zachęca okładka, okraszona dodatkowo ilustracją przedstawiającą ponętne, kobiece pośladki, za którymi ukryte zostały dwa zakrwawione sztylety. Będzie się działo? „Ariana już wybrała swoją drogę... i kolejną ofiarę” – dowiaduję się dalej. Zaczynam lekturę.

Jeśli chodzi o bohaterów, mamy: byłego dziennikarza śledczego rozmawiającego z demonem, zapoznanym na kartach poprzedniej powieści; nieletnią czarownicę, posiadającą dar kontaktowania się z duchami i seksowną, niedoszłą zakonnicę, owładniętą żądzą hedonistycznych doznań. A wszystko przez Curburydów, o których „niedzielna rzeźniczka” – czyli dziewczyna z okładki – wyczytała, zgłębiając woluminy klasztornej biblioteki. Moment był widać przełomowy, gdyż zapragnęła przywołać demony i zjednoczyć się z nimi w symbiotycznym związku, dającym niewyobrażalne dla człowieka spełnienie. Priorytetem dla Curburydów jest erotyczna perwersja, drugorzędną zaś wartość ma krew ofiar. Zanim więc Ariana znajdzie ukojenie dla swych żądz, wyruszy w drogę, aby serią rytualnych mordów przypodobać się demonom i wpuścić je do naszego świata. Nietrudno domyślić się kto podąży jej śladem, ale w trakcie realizacji planu kobieta spotka jeszcze kogoś – sprzymierzeńca, ofiarę? Tego nie zdradzę.

W zamierzeniu J. Eversona „Ofiara” miała być pełną przygód powieścią drogi, biegnącą szlakiem ulubionych miejsc samego autora, jednak co z tego wszystkiego wynikło musicie przekonać się sami. Oczywiście tylko i wyłącznie pod warunkiem, że jesteście amatorami wynaturzonego naturalizmu (dosłownie), i turpizmu, włączając w to nekrofilskie wybryki. Przyznacie sami, iście wybuchowa mieszanka, na pewno nie dla młodego czytelnika. Osoby o wysublimowanym guście, oczekujące od horroru czegoś więcej niż taplania się we flakach i epatowania wyuzdanym seksem, będą zawiedzione. Paradoksalnie książka, jak mniemam, skierowana do dorosłego czytelnika zadziwia infantylnością dialogów i płytkością emocjonalną bohaterów. Wątek powoli rodzącego się uczucia między dwojgiem młodych ludzi, mogący stać się przeciwwagą dla wszechobecnej perwersji potraktowano po macoszemu i nie zdołał dać wytchnienia od opisów nekrofilskich rytuałów.

Czego się spodziewałam, sięgając po tę pozycję? Zgodnie z zapowiedzią – krwawej grozy i mrocznej erotyki Było krwawo, grozy zabrakło, czytałam bez dreszczyku emocji. Niestety, preferuję bardziej wyraziste postacie, o sprawniej nakreślonym profilu psychologicznym. Mówiąc wprost – lubię zaglądać do ludzkiego wnętrza, ale niekoniecznie metodą organoleptyczną. Co do mrocznej erotyki... A i owszem, było sporo masochizmu, sadyzmu, momentami tak mrocznego, że uważam, iż w tym mroku powinien on pozostać, miast wychodzić na światło dzienne.

Jeśli chodzi o bohaterów, mamy: byłego dziennikarza śledczego rozmawiającego z demonem, zapoznanym na kartach poprzedniej powieści; nieletnią czarownicę, posiadającą dar kontaktowania się z duchami i seksowną, niedoszłą zakonnicę, owładniętą żądzą hedonistycznych doznań. A wszystko przez Curburydów, o których „niedzielna rzeźniczka” – czyli dziewczyna z okładki – wyczytała, zgłębiając woluminy klasztornej biblioteki. Moment był widać przełomowy, gdyż zapragnęła przywołać demony i zjednoczyć się z nimi w symbiotycznym związku, dającym niewyobrażalne dla człowieka spełnienie. Priorytetem dla Curburydów jest erotyczna perwersja, drugorzędną zaś wartość ma krew ofiar. Zanim więc Ariana znajdzie ukojenie dla swych żądz, wyruszy w drogę, aby serią rytualnych mordów przypodobać się demonom i wpuścić je do naszego świata. Nietrudno domyślić się kto podąży jej śladem, ale w trakcie realizacji planu kobieta spotka jeszcze kogoś – sprzymierzeńca, ofiarę? Tego nie zdradzę.

W zamierzeniu J. Eversona „Ofiara” miała być pełną przygód powieścią drogi, biegnącą szlakiem ulubionych miejsc samego autora, jednak co z tego wszystkiego wynikło musicie przekonać się sami. Oczywiście tylko i wyłącznie pod warunkiem, że jesteście amatorami wynaturzonego naturalizmu (dosłownie), i turpizmu, włączając w to nekrofilskie wybryki. Przyznacie sami, iście wybuchowa mieszanka, na pewno nie dla młodego czytelnika. Osoby o wysublimowanym guście, oczekujące od horroru czegoś więcej niż taplania się we flakach i epatowania wyuzdanym seksem, będą zawiedzione. Paradoksalnie książka, jak mniemam, skierowana do dorosłego czytelnika zadziwia infantylnością dialogów i płytkością emocjonalną bohaterów. Wątek powoli rodzącego się uczucia między dwojgiem młodych ludzi, mogący stać się przeciwwagą dla wszechobecnej perwersji potraktowano po macoszemu i nie zdołał dać wytchnienia od opisów nekrofilskich rytuałów.

Czego się spodziewałam, sięgając po tę pozycję? Zgodnie z zapowiedzią – krwawej grozy i mrocznej erotyki Było krwawo, grozy zabrakło, czytałam bez dreszczyku emocji. Niestety, preferuję bardziej wyraziste postacie, o sprawniej nakreślonym profilu psychologicznym. Mówiąc wprost – lubię zaglądać do ludzkiego wnętrza, ale niekoniecznie metodą organoleptyczną. Co do mrocznej erotyki... A i owszem, było sporo masochizmu, sadyzmu, momentami tak mrocznego, że uważam, iż w tym mroku powinien on pozostać, miast wychodzić na światło dzienne.

Autor:Everson John
Tytuł:Ofiara
Data wydania:2009
Wydawnictwo:Replika
Pozostałe dane:ISBN: 978-83-603-8396-4
Tłumaczenie: Wojtczak Ewa
Format: 12.0x20.0cm, 356 stron
Oprawa: Miękka
Wydanie: 1

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: