Ian Tregillis, „Mroczna geneza”

Ian Tregillis, „Mroczna geneza”


Recenzował: Kamil Dolik

Jesień w pełni. Chłodny wicher coraz śmielej chłoszcze gałęzie drzew, ogałacając je z resztek liści, deszcz zaś uparcie puka w okna, próbując się dostać do przytulnych wnętrz. Słońce rzadko już wychodzi zza chmur, ciężkich, zasnuwających niemal cały obszar niebios niczym gigantyczna kurtyna. A gdy wychodzi, nie grzeje już tak jak ledwie kilka tygodni temu. Ta posępna, listopadowa aura ma swój urok i swoje zalety – stanowi doskonałe tło podczas czytania opowieści grozy. To właśnie tą porą, gdy większość liści szeleści na trawnikach, a do pierwszego śniegu jeszcze daleko, najchętniej sięgam po tego typu literaturę. Biorąc do recenzji „Mroczną genezę” Iana Tregillisa nie spodziewałem się co prawda rasowego dreszczowca, lecz miałem nadzieję na opowieść osnutą ciężkim, mrocznym klimatem. I powiem Wam, że się nie zawiodłem.

Posępna atmosfera powieści uderzyła we mnie już w prologu. Początkowe sceny – wędrówka kruków Albionu, zajście w położonym na odludziu sierocińca – wywołały u mnie autentyczny dreszcz niepokoju. Później co prawda uczucie to zostało stonowane, lecz nadal nie miałem na co narzekać – wciąż zdarzały się fragmenty, w których atmosfera ponownie gęstniała, powodując jeżenie się włosów na głowie.

Akcja powieści rozgrywa się podczas II wojny światowej. Agent brytyjskiego wywiadu, Raybould Marsh, podczas jednej z rutynowych misji w Hiszpanii staje się świadkiem wydarzeń przekraczających granice ludzkiego pojmowania. Zdobyte przez niego fragmenty niemego filmu zdają się świadczyć o nadludzkich umiejętnościach ludzi Himmlera. Zapada decyzja o konieczności głębszego zbadania całej sprawy i ewentualnego znalezienia sposobu powstrzymania nowej hitlerowskiej machiny zagłady. Fabuła „Mrocznej genezy” luźno bazuje na teoriach dotyczących okultystycznych zapędów Himmlera i szalonych eksperymentów nazistowskich uczonych. Temat nośny, nurtujący, sam w sobie oddziałujący na wyobraźnię. Trzeba przyznać, że Autor sprawnie przekuł go na wciągającą opowieść, od której – nie raz i nie dwa – trudno mi się było oderwać. Dzieje się w niej sporo – począwszy od akcji szpiegowskich, poprzez operacje na froncie, a kończąc na dramatach zwykłych, szarych ludzi (pojawiają się nawet motywy rodem z historyjek o najbardziej leniwym demonie świata – tak, Cthulhu, na Ciebie patrzę). Wątków do ogarnięcia jest wystarczająco dużo, by ani chwili się nie nudzić podczas czytania.

Również od strony czysto technicznej nie ma się za bardzo do czego przyczepić. Ian Tregillis za pomocą słów udanie odmalowuje w wyobraźni gracza poszczególne wydarzenia. Swobodnie buduje również interesujące profile psychologiczne poszczególnych bohaterów. Są oni zróżnicowani, kierują się własnymi motywacjami, niektórzy są całkowicie nieprzewidywalni. Warto zauważyć, że praktycznie nie ma tu postaci jednolicie dobrych i jednolicie złych: zarówno po stronie brytyjskiej, jak i niemieckiej trafiają się bohaterowie potrafiący wzbudzić w Czytelniku prawdziwą sympatię (jak i tacy, których z chęcią samemu ustawiłoby się pod murem).

„Mrocznej genezie” zdecydowanie warto przyjrzeć się bliżej. Ian Tregillis już od początkowych stron wciąga Czytelnika w otchłań szaleństwa rozgrywającego się za woalem wydarzeń znanych z podręczników historii. Jeśli lubisz drugowojenne klimaty w nadnaturalnym sosie, jest to powieść dla Ciebie.

 

Korekta: Aleksandra ŻurekMroczna-geneza-qfant

  • Autor: Ian Tregillis
  • Tytuł oryginału: Milkweed Tryptych – Bitter Seeds
  • Przekład: Robert Lipski
  • Korekta: Magdalena Górnicka
  • Data wydania polskiego: 2013
  • Wydawnictwo: MAG
  • ISBN: 978-83-7480-381-6
  • Wydanie: I
  • Strony: 422
  • Oprawa: miękka
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: