Helen Fielding, „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”

Helen Fielding, „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”


Recenzowała: Sylwia Zazulak

 

Trzeci i ostatni raz spotkałam Bridget Jones. Chociaż pomiędzy wydaniem „Bridget Jones: W pogoni za rozumem” a „Bridget Jones: Szalejąc za facetem” minęło piętnaście lat, nasza urocza główna bohaterka nie zmieniła się ani trochę, w przeciwieństwie do jej życia. Może wydać się to abstrakcyjne (i dla mnie takie właśnie było przez pierwsze kilka rozdziałów), ale Bridget jest matką i, wbrew słowom Daniela Cleavera z poprzedniej części, wcale nie zgubiła swoich dzieci. Trochę mniej pije, nie pali (za to namiętnie żuje gumy nicorette) i ma okropnie złamane serce. Spodziewałam się szczęśliwego zakończenia z Markiem Darcym, tymczasem Helen Fielding zaskoczyła mnie odrobinę tragicznym zwrotem wydarzeń, powodującym, że nie potrafię zdecydować, czy „Szalejąc za facetem” było warte wydania po tylu latach od dwóch poprzednich części.

Bridget ma już ponad pięćdziesiąt lat. I nie jest Jones, a Darcy. Na szczęście poczucie humoru i talent do pakowania się w kłopoty oraz szczęście do publicznych kompromitacji ma nadal. Tym razem jej dziennik, którego pisanie kontynuowała po wielu latach, to nie tylko dawka ironicznych opowieści o życiu, okraszona i co rusz przerywana komentarzami o napotkanych w nim osobach, sytuacji politycznej i zjawiskach społecznych. Tym razem spotkałam się ze zdecydowanie dojrzalszą Bridget, w której, mimo wszystko, pozostała nutka młodzieńczej beztroski i roztrzepania. Pomiędzy nowymi wpisami na tweeterze a nauką obsługi sprzętów domowych, główna bohaterka czasami spóźnia się z odebraniem dzieci ze szkoły, a zamiast pracować, ogląda internetowe sklepy z ubraniami. Ta zabawna część „Bridget Jones: Szalejąc za facetem” dominuje w całej powieści, lecz pojawiają się także momenty smutne, wyciskające łzy i sprawiające, że czytanie staje się trudne. W poprzednich tomach opowieści Bridget stanowiły beztroskie wywody o pseudopoważnych rzeczach, które tak naprawdę nie sprawiają problemów nikomu w wieku trzydziestu paru lat. Teraz, chociaż i takie momenty się zdarzają, otrzymałam raczej poważne zwierzenia dorosłej kobiety, brutalnie potraktowanej przez życie.

Podczas lektury zwróciłam uwagę na parę dziwnych sytuacji, które wydały mi się albo absurdalnie nierealne, albo niesamowicie irytujące. Chociaż, jak wspominałam, Bridget pozostało coś z jej beztroski i roztrzepania, czasami jej zachowanie ocierało się o niedojrzałe i dziecinne. Siedząc na spotkaniu biznesowym, gdy toczy się rozmowa w sprawie nakręcenia filmu, do którego pisała scenariusz, zamiast dyskutować z szefem, beznamiętnie słucha jego monologu, esemesując i tweetując. Takie momenty powtarzały się wielokrotnie w całej książce i za każdym razem zadawałam sobie pytanie: jaka normalna, dorosła, odpowiedzialna kobieta tak robi? Poza tym przez całą powieść miałam wrażenie, że Helen Fielding nieudolnie chciała sparodiować współczesny świat uzależniony od smartfonów oraz serwisów społecznościowych i randkowych. Co chwilę ktoś do kogoś pisał smsa, maila, sprawdzał kto go ostatnio oglądał na stronie dla samotnych, a Bridget nieustannie cierpiała, że jej liczba obserwujących na tweeterze jest taka niska. Oczywiście, pisząc książkę osadzoną we współczesnych realiach, nie można pominąć nowoczesnych technologii, ale nadużywanie ich przez bohaterów okazało się męczące dla mnie, jako dla czytelnika.

Pomijając te niedogodności, „Bridget Jones: Szalejąc za facetem” okazała się interesującą pozycją. Fabuła, jak zwykle, była absorbująca i nie odniosłam ani razu wrażenia, że zaczyna się dłużyć. Było śmiesznie, było smutno, było po staremu. Brakowało mi trochę Shazz, przyjaciółki Bridget, która zawsze potrafiła podsumować wszystko trafnie w paru słowach, ale na szczęście Jude i Tom pozostali, tak samo zabawni jak dawniej. Oczywiście nie mogłoby być powieści bez Daniela Cleavera, pozostającego wciąż takim samym amantem i podrywaczem. Osoby otaczające główną bohaterkę po raz kolejny mają ogromny wpływ na historię i akcję. Chociaż czas upłynął, są nadal tacy sami, niezmienieni.

Długo zastanawiałam się, czy to dobrze, że zepsułam sobie idealne, radosne zakończenie „W pogoni za rozumem” lekturą „Szalejąc za facetem”. Doszłam jednak do wniosku, że nie potrafiłabym się powstrzymać przed kolejnym spotkaniem z Bridget. Ta kultowa bohaterka, bez względu na wiek i sytuację, w jakiej się znajdowała, zawsze epatowała radością (nawet jeśli były to smutne chwile) i pogodą ducha. Chociaż kilka razy uroniłam łzę podczas czytania, nie żałuję poznania dalszego życia tej fantastycznej kobiety. Dowiedzenie się, co u niej słychać po piętnastu latach (chociaż ja pochłaniałam wszystkie książki jednym ciągiem) to niesamowite przeżycie. Helen Fielding, która tym razem nie obeszła się bez potknięć, moim zdaniem w dobry sposób kontynuowała historię Bridget. Dla jednych „Bridget Jones: Szalejąc za facetem” okaże się niepotrzebnym rozczarowaniem, a dla innych po prostu czymś nowym. Ale żeby to ocenić, trzeba samemu przeczytać tę powieść. Ja zdecydowanie należę do drugiej z tych grup i cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z tą książką.

Korekta: Grzegorz Hammerbriget-jones

 

  • Tytuł: Bridget Jones: Szalejąc za facetem
  • Autor: Helen Fielding
  • Tytuł oryginalny: Bridget Jones: Mad About the Boy
  • Tłumaczenie: Jan i Katarzyna Karłowscy
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Data wydania: 3 marca 2014
  • ISBN: 978-83-7785-392-4
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: