Gregory Maguire, „Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu”

Gregory Maguire, "Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu"


Autor: Natalia Bilska

Korekta: Natalia Bieniaszewska.

„Pomyśl tylko, ile mamy starych bajek, które zaczynają się od słów Pewnego razu w środku puszczy żyła sobie czarownica albo Pewnego dnia diabeł wyszedł na spacer i spotkał dziecko[…] Biedacy nie potrzebują opowieści wyjaśniających, skąd się bierze zło. Ono zawsze było. Nigdy się nie dowiadujemy, jak to się stało, że czarownica zrobiła się zła ani czy był to dla niej właściwy wybór – bo czy istnieje właściwy wybór?”

G. Maguire, „Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu”

Bajki, jak wiemy, bywają okrutne – przede wszystkim dlatego, że dają nam wybór jedynie między czernią a bielą, nie uznając kolorów pośrednich. Piekło ludzkich wątpliwości jest obce bajkowym bohaterom, którzy wpisują się w pewien schemat i podążają z góry wyznaczoną ścieżką. Scenariusz musi być jasny i przejrzysty, bo w przeciwnym wypadku bajka przestałaby być bajką. Dlatego nikt nie pyta macochy Kopciuszka, czemu stała się kobietą zgorzkniałą i bezlitosną (może przeżyła w młodości nieszczęśliwą miłość, cierpi na jakąś chorobę lub została przez kogoś skrzywdzona?) ani nie próbuje dociec, z jakiego powodu czarownica wybrała smutną egzystencję pustelnicy. Po prostu przyjmujemy pewne informacje do wiadomości i przechodzimy nad nimi do porządku dziennego. „Szarość” moralna, sprzeczne motywacje, psychologiczna głębia – to już domena powieści, która ukazuje nam wiele aspektów rzeczywistości. Nic już nie jest ani proste, ani przyjemnie jednoznaczne – iluzja zostaje rozbita, a bajkowe uniwersum – rozsadzone od środka. Podobny zabieg jest bardzo często stosowany w literaturze fantasy (mam nawet wrażenie, że coraz częściej: nie tylko w książkach, ale i w filmie); nazywamy go euhemeryzacją. Gregory Maguire idzie w podobnym kierunku. Jego „Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu” to alternatywny obraz, przedstawionej wcześniej w powieści Bauma, krainy Oz. Podejrzewam, że wszyscy znamy - w większym lub mniejszym stopniu –  historię Dorotki i jej przyjaciół, ponieważ wątki tej opowieści w dalszym ciągu są nadzwyczaj żywotne i zasilają kulturę popularną. Wydawałoby się więc, przynajmniej w teorii, że „Wicked” to kolejna, „bluszczowata” historyjka, bazująca na wyświechtanych motywach. Tak jednak nie jest. Kraina Oz w wersji Maguire’a to świat do bólu prawdziwy, rozorany wewnętrznymi konfliktami zarówno politycznymi, jak i religijnymi, zamieszkany przez ludzi (i nieludzi) „z krwi i kości”. Przeraża, zachwyca, budzi refleksje. Gdy otwierałam tę powieść, nie miałam pojęcia, że czeka mnie niezapomniana przygoda – pełna emocji i intelektualnych wyzwań. Spodziewałam się czegoś o wiele mniej ambitnego. Natomiast gdy skończyłam… Cóż, przez długi czas nie mogłam wrócić do równowagi i chyba nadal nie mogę, nieustannie analizując biografię zielonoskórej Elfaby.

Gdy w niewielkim domu pośród pól Manczkindlandii urodziła się dziewczynka o zielonej skórze, jej ojciec uznał, że to kara za grzechy. Natomiast matka Elfaby, piękna i frywolna Melena, dama z wyższych sfer, która przed laty popełniła mezalians, wychodząc za pastora, nie mogła przeboleć swojego nieszczęścia i popadła w depresję. Elfaba od początku była dziwnym dzieckiem, nie tylko z powodu swojego wyglądu. Czuła się inna, gorsza, przede wszystkim zaś napiętnowana złem – prawdopodobnie dlatego wyrosła na dziewczynę silną i inteligentną, a jednocześnie odpychającą i zamkniętą w sobie. Przełomem okazały się studia w Sziz. To tam rozwinęła się intelektualnie, zaangażowała w działalność polityczną i poznała najlepszych przyjaciół. Jak to się stało, że ta zdolna, pełna pasji młoda kobieta zyskała przydomek Złej Czarownicy z Zachodu? Czy naprawdę  była zła? Czy naprawdę została czarownicą, mimo że interesowały ją przede wszystkim nauki przyrodnicze, natomiast „magiczne sztuczki” miała w głębokiej pogardzie?

Kolejne rozdziały przybliżają nam dzieje Elfaby, nierozerwalnie splecione z historią Oz. Sytuacja społeczno-polityczna państwa coraz bardziej się komplikuje: Czarnoksiężnik dokonuje przewrotu i rozpoczyna rządy terroru, Zwierzęta tracą swoje prawa, Kwadlingowie cierpią z powodu łupieżczych najazdów (w ich krainie znajdują się złoża rubinów), a w Manczkinlandii panuje religijna ekstremistka. Kryzys pogłębia się także z powodu klęsk żywiołowych: suszy i tornada. Ludzie albo oddają się wyrafinowanym przyjemnościom, pogrążają w religijnym fanatyzmie, walczą w Ruchu Oporu lub próbują dostosować się do nowej sytuacji. Czasy są, parafrazując Sapkowskiego, zaiste historyczne i trzeba wiele szczęścia, żeby utrzymać się na powierzchni.  Szczególnie, gdy w kluczowym momencie dziejowym z nieba spada dom, a Dorotka z Kansas zmienia wszystko -  zarówno w skali mikro jak i makrokosmicznej.

Patrzę na „Wicked” i nie mogę się nadziwić, że tak niepozorna okładka, nawiązująca bardziej do musicalu, który powstał na kanwie powieści, niż do samej książki Maguire’a, skrywa takie problemowe bogactwo. Podejrzewam, że z własnej inicjatywy nie kupiłabym tej książki, zrażona anglojęzycznym wtrętem w tytule i grafiką, przywodzącą na myśl fantastyczną opowiastkę dla dorastających panienek – i straciłabym bardzo, bardzo wiele. Szczególnie, że tłumaczenie Moniki Wyrwas-Wiśniewskiej nie budzi żadnych zastrzeżeń.

„Wicked” to nie tylko inne spojrzenie na dobrze znaną bajkę, nie tylko biografia pewnej dziewczyny, a nawet nie tylko analiza sytuacji politycznej w pewnym wyimaginowanym państwie. To z zacięciem pisane, odwołujące się do przeróżnych poglądów, archetypów i mitów, rozważania na temat Dobra i Zła. Autor stawia pytania, na które udziela bardzo wielu odpowiedzi, pozostawiając ostateczny wybór czytelnikowi. Pokazuje złożoność ludzkiego życia i ludzkich decyzji. Na dodatek prowadzi narrację w taki sposób, że ważkie treści są „przemycane” pod płaszczem przygodowej fabuły. Każda część powieści (cztery nawiązują do nazw krain geograficznych Oz, jedna – do kluczowego zdarzenia fabularnego) to nieco inna konstrukcja, narracja, konwencja i problematyka. Maguire zaczyna od historii obyczajowej z pierwiastkiem niesamowitości i grozy, potem opisuje życie studenckie, przeplatając scenki rodzajowe zagadnieniami politycznymi. W następnej części skupia się na romansie głównej bohaterki i jej działalności w ruchu oporu, aż wreszcie psychologizuje – mowa o przełomie duchowym Elfaby – i popada w oniryzm. Nie da się ukryć, że nie wszystkie rozdziały są tak samo dobre, zdarzają się słabsze i mocniejsze fragmenty. Osobiście jestem nieco zawiedziona ostatnią częścią, która wydaje mi się miejscami przegadana; w kółko, aż do przesady, roztrząsane są te same zagadnienia. Z drugiej jednak strony, taki właśnie sposób pisania oddaje stan psychiczny bohaterki, która, analizując własne przeżycia, wspominając i rozmyślając, traci w końcu kontakt z rzeczywistością.

„Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu” to nie jest historyjka jednorazowa, o której zapomina się od razu po przeczytaniu. To powieść skłaniająca do zadawania pytań, do rozmyślania i analizowania – dlatego sama nie wiem, czy odważę się obejrzeć wersję musicalową, z pewnością okrojoną i dostosowaną do wymagań sceny… Natomiast po książkę na pewno sięgnę jeszcze niejednokrotnie i będę czekała na tłumaczenia kolejnych części cyklu Maguire’a o krainie Oz.

Autor:Gregory Maguirewicked-zycie-i-czasy-zlej-czarownicy-z-zachodu-qfant

Tytuł:Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu

Data wydania:5.02.2010!

Wydawnictwo:Initium

Pozostałe dane:Tytuł oryginalny: Wicked: The Life and Times of the Wicked Witch of the West

Tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska

Liczba stron: 464

Oprawa: miękka

ISBN-13: 978-83-927322-3-5

Cena: 41,90 zł

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: