Glendon Swarthout, „Eskorta”

Glendon Swarthout, „Eskorta”


Recenzowała: Lucyna Markowska

Pewne gatunki przyzwyczajają nas do tego, że są niezmienne. Wręcz odporne na ewolucję, jak fantasy, science fiction czy – jak w tym przypadku – western. A jednak raz na jakiś czas okazuje się, że nawet z najbardziej opornej konwencji udaje się wykrzesać coś ciekawego, co zaskoczy niebywałym pomysłem, formą i przeinaczeniem wytartych na wskroś schematów. Tak było właśnie w przypadku „Eskorty”, która zaciekawiła mnie już samym opisem na tylnej okładce, bo lubię kobiecą perspektywę w starciu z trudami historycznej rzeczywistości. Nie wspominając nawet o tym, że zaraz po lekturze sięgnęłam po reklamowany i nakręcony na podstawie powieści film.
Mary Bee Cuddy jest samotnie prowadzącą gospodarstwo kobietą, która stanowi filar żeńskiej części społeczności osadników. To do niej zwracają się po porady, to ona dostarcza żywności tym, którym brakuje jedzenia w trakcie trwania surowej zimy lub po prostu pomaga przyjaciółkom w walce z depresją.
Choroby psychiczne stają się bowiem jednymi z największych problemów dręczących osadników, a widok białej, niekończącej się prerii niejednego doprowadził już do postradania zmysłów. Tak właśnie dzieje się z czterema kobietami, których historie poznajemy już na samym początku powieści. Ich zdesperowani małżonkowie postanawiają pozbyć się bezużytecznych żon i zwrócić kobiety krewnym. W tym celu dla „wariatek” zorganizowana zostaje specjalna eskorta, która ma na celu przewieść je na drugi koniec kraju przez ziemie Indian. Gdy panowie uchylają się od obowiązku, na czele wyprawy staje właśnie Mary. Dzięki przypadkowemu zbiegowi okoliczności, kobiecie udaje się zmusić do pomocy sprawnego rewolwerowca George’a Briggsa, ale ten daleki jest od altruistycznych pobudek i uczestniczy w przedsięwzięciu jedynie z powodu problemów z prawem i w nadziei na szybki zysk.
W efekcie przypadkową drużynę spotyka jeszcze wiele nieszczęść oraz nieprzewidzianych zdarzeń, w połowie zaś fabuła wywraca się zupełnie, zostawiając zdezorientowanego czytelnika z dziesiątką wątpliwości: Kto miał rację? Czy pewnych rzeczy dało się uniknąć? Co zrobiono właściwie, a gdzie popełniono błędy? Trzeba przyznać, że powieść trzyma w napięciu do samego końca! Również finał skłania do wielu refleksji, przez co o „Eskorcie” trudno zapomnieć nawet po zamknięciu okładki, nie chcę jednak zbytnio psuć zabawy, opowiadając o fabule.
Przyznam szczerze, że dawno żadna powieść nie wciągnęła mnie tak bardzo, że w przerwach między czytaniem chciałam już wrócić do lektury. Nie tylko za sprawą bardzo oryginalnego podejścia do historii, wiarygodnych i ciekawych bohaterów, ale też samych opisów życia na Dzikim Zachodzie, gdyż autor buduje scenerię i nastrój z godnym pozazdroszczenia wyczuciem. Ani na moment nie wątpimy, jak niebezpieczna jest wyprawa z czterema bezsilnymi, chorymi kobietami, które stanowią zagrożenie dla eskortujących i samych siebie. Dajemy się także porwać urokowi nieposkromionej, pięknej, ale przerażająco pustej i srogiej prerii, gdzie siły natury potrafią zebrać własne krwawe żniwo. Potrafimy nawet zrozumieć motywacje bohaterów pobocznych, którzy postawą moralną może nie powalają, ale często mają własną, racjonalną argumentację, przez co łatwiej jest nam wczuć się w dramat całej opowieści.
Nie przepadam za westernami, ale tak oryginalna forma w pełni do mnie przemówiła i powieść mogę jedynie z czystym sumieniem polecić. Nie tylko fanom historii na dzikim zachodzie – ze strzelaniem, Indianami i osadnikami w tle, ale również szukającym czegoś głębszego, mniej sztampowego i bardzo, ale to bardzo niepokojącego. „Eskorta” jest napisana w taki sposób, że od początku w odbiorcy tli się iskierka nadziei na przemian z przeczuciem nieuniknionej tragedii. Emocje zmieniają się wraz z lekturą, zapewniam jednak, że będzie ich wiele. Co więcej, poprzez tematykę, która skupia się na cierpieniu i trudach kobiet, zyskujemy rzadką szansę, aby zobaczyć historię zdobywania i walczenia o nową ziemię z oryginalnej oraz świeżej perspektywy. Ostrzegam jednak, że możecie przy okazji przelać łezkę lub dwie.

Korekta: Katarzyna Tatomir

Tytuł: Eksorta
Tytuł oryginału: The HomesmanGlendon Swarthout, „Eskorta”
Autor: Glendon Swarthout
Tłumaczenie: Stanisław Tekieli
Wydawca: Wydawnictwo Czarne
ISBN: 978-83-8049-127-4
Liczba stron: 290
Format:
Cena: 39,90 zł
Data wydania: 2015

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: