Glen Cook, „Okrutny wiatr”

Glen Cook, „Okrutny wiatr”


Autor: Łukasz Szatkowski

W ponad rok po oddaniu w ręce czytelników ostatniego tomu omnibusowego wydania „Czarnej Kompanii” Glena Cooka, Rebis poszedł za ciosem i w tej samej szacie graficznej zaczął wypuszczać zbiorcze wydanie innego, nieco mniej znanego cyklu Cooka – „Imperium Grozy”. Miłośnicy twórczości tego nietuzinkowego autora fantasy z pewnością przyjęli to z entuzjazmem. Tym bardziej, że do ostatniego tomu mają być dołączone utwory w Polsce jeszcze nieznane. Czy pierwsze trzy tomy „Kronik Imperium Grozy” o wspólnym tytule „Okrutny wiatr” dorównują sztandarowemu dziełu Cooka?

Władający pogodą Królowie Burzy pragną poszerzyć swoje terytorium. Kierując się przede wszystkim podstępem, zdobywają okoliczne ziemie. Pewien legendarny czarodziej za nic ma sobie jednak ambicje braci i ukraca ich marzenia, by porwać rzekomo przeznaczoną mu Nepanthe, jedyną kobietę w tym licznym rodzeństwie. Mimo wynajęcia najlepszych najemników i totalnego zinfiltrowania środowiska Królów Burzy nie będzie to jednak łatwe przedsięwzięcie. A ta drobna przygoda to tylko preludium do wielkiej wojny przeciwko tajemniczemu i złowieszczemu Imperium Grozy, które rości sobie pretensje do panowania nad całym światem. Czy skłócone narody oprą się potędze sąsiada?

Będąc po lekturze wszystkich tomów „Czarnej Kompanii”, miałem co do „Imperium Grozy” pewne dość jasno zarysowane oczekiwania. Pierwszy tom okazał się jednak badziewiem. Przedzierałem się z bólem przez te pierwsze dwieście pięćdziesiąt stron, a przed odpuszczeniem sobie i opchnięciem książki na Allegro powstrzymywało mnie wyłącznie recenzenckie poczucie odpowiedzialności. Historia tu zaprezentowana jest bardzo nużąca; to połączenie mocno zubożonej wojny trojańskiej z południowoamerykańską telenowelą (ooo, jesteś moim zaginionym synem i obaj startujemy do tej samej laski?) wypadło męcząco i chwilami głupio. W dodatku na koniec okazuje się, że przepowiednia determinująca działania wspomnianego wielkiego czarodzieja została zmanipulowana i jest zwyczajnie fałszywa. Bach! Cała historia przestaje mieć jakikolwiek sens, tyle wysiłku i trupów na nic. Za dużo spoilerów? Tego nie da się bardziej zepsuć, „Zapada cień wszystkich nocy” to po prostu kiepska opowieść.

Na szczęście pozostałe dwa tomy składające się na „Okrutny wiatr” to zupełnie inna bajka. Już po kilkunastu stronach odetchnąłem z ulgą. Powrócił klimat znany z „Czarnej Kompanii”, czarny humor, szeroko zakrojone operacje wojskowe, moc specyficznych wzruszeń właściwych tylko dla twardych i bezwzględnych najemników. Honor, miłość, duma, zdrada, potężna magia, uciążliwa polityka i nieustanny szczęk oręża – to właśnie to, co w prozie Cooka najbardziej lubię, a co powróciło w „Październikowym dziecku” i „Zgromadziła się ciemność wszelaka”. Prawdziwa, pełnokrwista militarna dark fantasy. Przy tych dwóch bardzo dobrych tomach, pierwszy wygląda niczym przydługi prolog mający zaprezentować bohaterów i ich zaskakująco zmieniające się w czasie relacje. Podwładny staje się przełożonym, przyjaciel – wrogiem, by za chwilę stać się wymuszonym sprzymierzeńcem i ponownie przyjacielem. Tu nic nie jest proste, nic nie jest czarno-białe, wszystko pozostaje w ciągłym ruchu i przez to stanowi dla czytelnika prawdziwą atrakcję.

Mimo kiepskiego początku „Okrutny wiatr” Glena Cooka oceniam ostatecznie na plus. Nie jest to wprawdzie „Czarna kompania”, ale wnikliwy czytelnik dostrzeże tu wiele do niej podobieństw. Zwolennicy militarnej odmiany fantasy, w której nie wszystko dobrze się kończy, a nawet zwycięstwa bywają pyrrusowe, bez wątpienia będą usatysfakcjonowani.

Korekta: Aleksandra Żurek

Autor: Glen Cookokrutny_wiatr_qfant

Tytuł: Okrutny wiatr

Data wydania: sierpień 2012

Wydawnictwo: Rebis

Pozostałe dane: tytuł oryginału: A Cruel Wind

cykl: Imperium Grozy

ISBN: 978-83-7510-838-5

liczba stron: 856

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: