George R.R. Martin, „Światło się mroczy”

George R.R. Martin, „Światło się mroczy”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

Wielu fanów „Pieśni Lodu i Ognia” (a już jej serialowej wersji tym bardziej) zapewne nie zdaje sobie sprawy, że autor ubóstwianej przez nich sagi nie specjalizował się wcześniej wcale w literaturze fantasy, ale zaczął i zdobył sobie popularność w środowisku fantastycznym opowieściami science fiction. Wydawnictwo Zysk i S-ka płynąc na fali popularności Martina, postanowiło przypomnieć ten etap twórczości, wznawiając jego wcześniejsze książki. Na pierwszy ogień poszedł debiut – space opera o tytule „Światło się mroczy”.

Dirk przybywa na wędrującą przez galaktykę opustoszałą od niedawna planetę, która wkrótce ma ją opuścić i pogrążyć się w wiecznej ciemności. Sprowadza go tam wezwanie dawnej ukochanej, najwidoczniej znajdującej się w niemałych kłopotach. Wyrwać ją z nich nie będzie łatwo, zwłaszcza, że ona sama do końca nie wie, czy tego chce. Zdecydowanie łatwiej będzie Dirkowi samemu się w nie wplątać. Jak się okazuje, spotkanie po latach łatwo może zamienić się w walkę o życie.

Fabuła jest z jednej strony dość prosta, jako że mamy do czynienia z trójkątem miłosnym i rywalizację dwóch mężczyzn o względy tej samej kobiety. Martin komplikuje jednak tę oklepaną historię, korzysta ze sztafażu science fiction, nie tylko umieszczając ją w dość egzotycznych kosmicznych realiach, ale tworzy całkiem nową kulturę i konfrontuję ją z tą zbliżoną do naszej. Przedstawicielem naszego obecnego punktu widzenia jest sam Dirk – zwykły, spokojny facet, przyzwyczajony do luksusu bezpieczeństwa, spokoju i umiarkowanego dostatku. Musi się on jednak skonfrontować z mieszkańcami Dumnego Kavalaru, którego już sama nazwa coś mocno sugeruje. Są to typy agresywne i gwałtowne, wiąże ich kodeks, ale nie dotyczy on ludzi spoza ich wspólnoty, którzy stoją dla nich niewiele wyżej od zwierząt – polowania na tych „niby-ludzi” należą do ulubionych rozrywek Kavalarczyków.

Jednak podstawą ich kultury są nietypowe więzi – podstawową nie jest małżeństwo, ale coś w rodzaju braterstwa broni. Wojownicy łączą się w pary tzw. teynów, razem żyją, walczą, teyn za teyna jest gotów oddać życie. Do tej pary dołącza czasem kobieta, która staje się betheyn jednego z nich, ale i z drugim łączą ją więzy. Jest to dość skomplikowane. Martin poświęca sporo czasu, żeby to wszystko czytelnie wyjaśnić, umotywować zwyczaje i zachowania, i umieścić je w kontekście historii i dziejów Dumnego Kavalaru i jego mieszkańców. W każdym razie w ten sposób tworzy się swoisty trójkąt, którego jednym z wierzchołków jest właśnie dawna ukochana Dirka. Zatem kiedy on sam wkracza na scenę, dostajemy dwa połączone trójkąty, a sytuacja zaczyna się mocno komplikować.

Choć zatem u podstawy fabuły „Światła się mroczy” leży romans, to za sprawą jego skomplikowania oraz brutalności, nie można powiedzieć, że jest to książka dla nastolatek. W żadnym wypadku. To mroczna opowieść rozgrywająca się w opustoszałym świecie, któremu w mojej opinii należałoby się więcej atencji. Ale wtedy mogłaby to przestać być sensacyjna space opera, a dostalibyśmy więcej czystego SF. Być może wyszłoby to książce na dobre. Osobiście mam mieszane uczucia. Nie jest to zła książka, ale też nie jakaś szczególnie wybitna. Martin skupia się głównie na wytworzeniu specyficznej, oryginalnej kultury i miesza to z typową sensacyjną historią, żeby dało się czytać. Sami oceńcie jak wyszedł mu ten mariaż, ja w każdym razie nie polecam rozpoczynania przygody z Martinem od tej książki. Warto sięgnąć po nią trochę później, z odpowiednim dystansem, biorąc poprawkę na to, że mamy do czynienia z debiutem.

Korekta: Grzegorz HammerSwiatlo-sie-mroczy-_bn39103

  • tłumaczenie Michał Jakuszewski
  • tytuł oryginału Dying of the Light
  • wydawnictwo Zysk i S-ka
  • data wydania 19 lutego 2014
  • ISBN 9788377851876
  • liczba stron 396
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: