George R.R. Martin, „Rycerz Siedmiu Królestw”

George R.R. Martin, „Rycerz Siedmiu Królestw”


Recenzował: Łukasz Szatkowski

 

George R.R. Martin każe czytelnikom długo czekać na kolejne tomy Pieśni Lodu i Ognia. Wychodząc naprzeciw zniecierpliwionym, Zysk i S-ka wydało niedawno Rycerza Siedmiu Królestw – trzy historie z uniwersum cyklu Martina, opowiadające o perypetiach rycerza Dunka i jego giermka Jaja. Książka ta z pewnością osłodzi czas oczekiwania na The Winds of Winter, choć wierni fani cyklu mogą znać już dwa z trzech prezentowanych tekstów.

                Kiedy stary wędrowny rycerz, u którego giermkował Dunk, przeziębia się i umiera, młodzieniec nie zastanawia się długo – po skromnym pożegnaniu, zabiera nieduży dobytek i sam wchodzi w rolę rycerza. Zmierzając na turniej, spotyka pyskatego, łysego chłopca, który upiera się zostać giermkiem Dunka. Jednak chłopak nie jest zwykłym dzieckiem, o czym nasz świeżo upieczony rycerz przekona się w dość bolesnych okolicznościach. Tak zaczyna się pełna przygód historia Dunka i Jaja.

                Znający Martina tylko od strony PLiO, czytając Rycerza, mogą być nieco zaskoczeni. Choć mamy do czynienia z tym samym światem, atmosfera jest tu wyraźnie luźniejsza. Dunk, nawet jeśli bierze udział w grze o tron, to niejako przypadkiem i bynajmniej nie jako gracz, ale pionek, któremu czasem udaje się przejść szachownicę i zmienić w cenniejszą figurę. Mniej polityki, przynajmniej tej globalnej, więcej lokalnych sporów i opisów codziennych problemów wędrownego rycerza.

                Blurb zdradza, że Dunk w przyszłości zostanie legendarnym królewskim gwardzistą, można by się zatem spodziewać, iż jest on nie wiadomo jakim herosem. Młodość ser Duncana Wysokiego nie jest jednak usłana różami. Nie można określić go mianem niezdarnego, ale nie jest również szczególnie wybitny w rycerskim rzemiośle. Ot, rycerz przyzwoity i solidny, nadrabiający braki w wyszkoleniu słuszną posturą, co często nie wystarcza, by wyjść cało z opresji. Czymś, co wyróżnia Dunka spośród mężczyzn jego stanu, jest postawa. Bowiem Martin w swoich książkach nie kreuje rycerzy na ideały „bez skazy i zmazy”. Przypominają raczej aroganckich oprychów, którzy są chciwi, interesowni i gwałtowni. Dunk wszystko co posiada, nosi zawsze przy sobie i znajduje się na najniższym szczeblu rycerskiej drabiny, ale za to wciela w życie rycerskie ideały jak mało kto. Ceni lojalność, obowiązkowość, odwagę, uczciwość. Jest idealistą, ale w taki dobroduszny, bezpretensjonalny sposób, dzięki czemu budzi sympatię. To ktoś, na kogo zawsze można liczyć, kto dotrzymuje danego słowa i nie zmieni strony nawet w obliczu przeważających sił wroga czy wymiernej korzyści. Nie kalkuluje szans, zysków i strat, zawsze postępuje w sposób, który  uważa za słuszny.

                Jajo pozostaje pod wpływem poczciwej i honorowej osobowości Dunka. Choć chłopak, jak na młodego księcia przystało, mógłby gardzić wędrownym rycerzem, to szczerze go podziwia i sumiennie wypełnia (uciążliwe niekiedy i z pewnością nielicujące z jego pozycją) obowiązki giermka. Relacje obu bohaterów odgrywają bardzo istotną rolę w Rycerzu. Pomimo faktu, że łączy ich zwykłe zrządzenie losu, obaj szybko przypadają sobie do gustu. Kiedy tożsamość chłopca wychodzi na jaw, Dunk nie zmienia swojego podejścia, nie nabiera dystansu do podopiecznego. Kiedy ponownie razem wyruszają na szlak, nadal potrafi skarcić Jaja i nie oszczędza mu pracy. Mam wrażenie, że z trudem docenia ironię sytuacji, że oto chciał oddać dobro, które otrzymał, przygarniając małego ulicznika, a niespodziewanie trafił na księcia. Na szczęście Jajo jest zaskakująco „normalnym” chłopcem jak na Targaryena, jego książęcość wychodzi tylko w sytuacjach, kiedy nie potrafi utrzymać języka za zębami, nie zgadzając się z podróżnymi spotkanymi na trakcie. Niekiedy jego zachowanie naraża obu bohaterów na nieprzyjemności, tylko po to, by utrzymać w sekrecie tożsamość giermka. Przywiązanie Jaja do Dunka jest naprawdę rozczulające – wielokrotnie daje temu wyraz, gdy pielęgnuje rycerza po kolejnej, niekoniecznie przegranej, ale przez to nie mniej bolesnej walce. Giermek szczerze martwi się tym, że Dunk przegrywając w turnieju, straci cały majątek. A to skutkowałoby utratą prawa do przynależności stanowej. Jako książę, Jajo mógłby ozłocić Dunka jednym gestem, ale wie, że ten nigdy nie zgodzi się na coś takiego, więc razem z nim postanawia znosić wszelkie trudy.

                W recenzji skupiłem się na bohaterach, gdyż właśnie oni i ich relacje są solą Rycerza Siedmiu Królestw. Nie dominują tu polityka, turnieje, bitwy i spiski, ale przyjaźń, przywiązanie i dobro, które może nie zawsze, ale często wraca, niekiedy nie w tak czystej i oczywistej formie jakbyśmy chcieli. Opowiadania o Dunku i Jaju to lektura może nieszczególnie wymagająca, ale pozostawiająca jak najlepsze wrażenia. Możemy się przekonać, że wbrew przeróżnym memom o pisarskiej krwiożerczości Martina, które krążą po sieci, potrafi on również napisać ciepłą, podnoszącą na duchu historię.

Korekta: Urszula Piturarycerz-siedmiu-krolestw-b-iext24253458

  • Tłumaczenie Michał Jakuszewski
  • tytuł oryginału A Knight of the Seven Kingdoms
  • wydawnictwo Wydawnictwo Zysk i S-ka
  • data wydania 30 stycznia 2014
  • ISBN 9788377853238
  • liczba stron 357
Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: